Karny obóz pracy i obóz zagłady - Treblinka (pow. ostrowski)

Awatar użytkownika
tete
Administrator - Stowarzyszenie
Posty: 803
Rejestracja: pt mar 13, 2009 10:37 am
Lokalizacja: Płock
Kontakt:

Karny obóz pracy i obóz zagłady - Treblinka (pow. ostrowski)

Postautor: tete » pn wrz 28, 2009 9:59 pm

Treblinka to w zasadzie zespól dwóch nazistowskich obozów. Treblinka I - Karny obóz pracy oraz Treblinka II - Obóz zagłady.

Treblinka I
Powstał w czerwcu 1941 roku na terenie żwirowni znajdującej się pomiędzy wsiami Maliszewa, Poniatowo, Wólka Okrąglik. Wg założeń pomysłodawcy - Sturmbannführera Ernsta Gramssa - obóz miał dostarczać taniej siły roboczej do wydobycia żwiru, na potrzeby wymyślonej również przez Gramssa, spółki betoniarskiej.
W początkowej fazie tj. czerwcu i lipcu osadzonych było kilkudziesięciu więźniów, którzy przygotowywali miejsce i budowali obóz właściwy. Oficjalnie o utworzeniu Treblinki I, poinformowano w listopadzie 1941 roku na łamach "Nowego Kuriera Warszawskiego". Wg okupanta miał być miejscem odosobnienia wyłącznie "elementu kryminalnego". W rzeczywistości trafiali tu cywile aresztowani w łapankach ulicznych, akcjach odwetowych, czy za działalność "przeciw III Rzeszy". Na początku funkcjonowania obozu kierowano tu przede wszystkim Polaków, mieszkańców powiatu sokołowskiego. Od jesieni 1941 r. zaczęto osadzać tu także mieszkańców pozostałych powiatów dystryktu warszawskiego. Od 1943 r. obóz ten pełnił oficjalnie funkcję karnego obozu dla ludności dystryktu warszawskiego, głównie z jego wschodniej części.
Na początku 1942 roku rozdzielono więźniów polskich i żydowskich; od lipca 1942 liczba Żydów kierowanych do obozu zaczęła wzrastać. W większości byli to wykwalifikowani robotnicy, których postanowiono wyniszczyć morderczą pracą.

Wspomnienia Antoniego Tomczuka:
W dniu 10 czerwca 1943 r., o świcie, pomiędzy godziną 2.00 a 5.00 nad ranem, Niemcy otoczyli naszą wieś Sabnie i rozpoczęła się obława. Niemcy chodzili od domu do domu i wypędzali wszystkich mężczyzn pod gminę, wieś była szczelnie otoczona przez wojsko a na ulicy ustawiono karabiny maszynowe.
[...]
Wyżywienie w obozie było straszne, każdy dzień podobny był do następnego. Szczególnie trudno przyzwyczaić się na początku. Kiedy chcieli, żebyśmy jak najszybciej opadli z sił, dawali nam posiłki, których nikt praktycznie nie jadł. Śniadanie było około godziny 6.00-7.00, składało się z miski zupy, brudnej słonej wody z dodatkiem jakichś otrąb bez najmniejszej kromki chleba. Po takim posiłku strasznie chciało się nam pić, ponieważ do picia niczego nie dostawaliśmy, więźniowie nie mieli czym ugasić pragnienia. W południe obiad - podobna porcja zupy z dodatkiem kartofla, często zgniłego, nieobranego, i z kłami. Wieczorem, przed zachodem słońca, kolacja - jedna kromka chleba, czasami z dodatkiem margaryny albo marmolady z buraków i płyn gorzki, przypominający kawę. [...]
Cały obóz ogrodzony był podwójnym parkanem z drutu kolczastego o wysokości dwóch metrów, na rogach obozu dwie wieże obserwacyjne, oprócz tego posterunki przy bramach wjazdowych. Część obozu, przeznaczona do celów gospodarczych składała się z kilku baraków różnej wielkości. Następnie stał barak żydowski, następny nasz - dla Polaków i kolejny – kobiecy, dalej sortownia i inne. Nasz barak odgrodzony został od baraku żydowskiego i kobiecego płotem z drutu kolczastego. W obozie było też całe gospodarstwo rolne, na które składały się zabudowania stajenne. Hodowano w nich bydło, trzodę chlewną, owce i trzy pary koni do pracy w polu i transportu obozowego. Małym koniem kucem wywożono gnojówkę beczkowozem na pole. Oprócz tego znajdowały się też na terenie obozu mleczarnia i piekarnia oraz budynki administracyjne dla obsługi obozu dla Niemców i Ukraińców. Pamiętam, że obok mleczarni, obok przejścia do obory, w wybetonowanym małym baseniku, hodowano żółwia. Na terenie obozu wszystkie prace gospodarcze, takie jak: obsługa kuchni, warsztaty tkackie, szewskie, rymarskie oraz obsługę mleczarni oraz piekarni wykonywali mężczyźni żydowscy, ich żony i nawet dzieci osadzono poza terenem obozu na Kolonii Milewko, gdzie kobiety żydowskie prowadziły pralnię dla całej obsługi obozu. Czasem woziłem tam wozem konnym w kotłach posiłki dla tych kobiet z kuchni obozowej. Na niedzielę Żydzi obsługujący obóz dostawali przepustki do swoich żon na Milewku, skąd wracali wieczorem do obozu.


Treblinka II
Obóz zagłady powstał w ramach "Akcji Reinhard" Pierwszymi ofiarami byli Żydzi przywiezieni z warszawskiego getta. Przywożono tu żydów głownie z okupowanej Polski ale też Czechosłowacji, Francji, Grecji, Jugosławii, ZSRR, a także Niemiec i Austrii. Trafiali tu również Romowie i Sinti z Polski i Niemiec.
Przywiezionych do obozu witał napis:
"Warszawscy Żydzi! Jesteście w obozie przejściowym Durchgangslager, z którego będziecie przeniesieni do obozów pracy Arbeitslager. Aby zapobiec epidemii, musicie przekazać swoje ubrania i rzeczy do natychmiastowej dezynfekcji. Złoto, pieniądze, obce waluty i biżuteria powinny być oddane do depozytu w kasie, gdzie dostaniecie pokwitowanie. Będą oddane później po okazaniu pokwitowania. Dla czystości wszyscy muszą wykąpać się przed dalszą podróżą."
Oprawcy starali się do końca trzymać swoje ofiary w przeświadczeniu że nie jest to ich ostatnia droga. Miało to być jeden ze środków zapobiegania ewentualnemu oporowi.
W Treblince zabijano spalinami. Ciała w początkowym okresie zakopywano a potem palono. (również te wcześniej zakopane).
Wspomnienia Antoniego Tomczuka:
[...]
"W czasie pobytu w obozie, kiedy wiatr wiał od obozu żydowskiego, czuć było słodki zapach palonych ludzkich ciał, co później widziałem na własne oczy. Przejeżdżając obok żydowskiego obozu po siano do Wólki zobaczyłem, jak paliły się ludzkie ciała, kości, piszczele i jak z tego specjalnym rynsztokiem ściekał tłuszcz ludzki do jakiegoś zbiornika.
[...]
Mnie w tym czasie, kiedy wysypałem z wozu kartofle do kopca, Niemiec polecił, żebym podjechał po tych pomordowanych Żydów. Podjechałem i dwóch Żydów rzucało trupy na wóz, a ja odwoziłem je dwa razy do dołu poza teren obozu, pod las w kierunku Maliszewy, było to w odległości kilkuset metrów. Na pierwszym wozie trupów siedział Żyd, na wpół przytomny, zza ucha wyciekała mu krew po uderzeniu kijem. Żyd ten siedział na pełnym wozie trupów. Miał spuszczone nogi do koni, kiwając się mówił: "panie wachman, ja jeszcze chcę żyć, chcę jeszcze robić". Ale dowiozłem go do dołu i tam wrzucono wszystkich łącznie z tym jeszcze żywym, układani byli warstwami i przysypywani ziemią. Była to taka wspólna mogiła, w tym miejscu grzebano wszystkie trupy z całego okresu trwania obozu." [...]


Bunt więźniów
Powstanie wybuchło 2 sierpnia 1943 r. po południu. Był to poniedziałek, dzień wolny od pracy. W poniedziałki nie przybywały transporty. Przed godz. 16:00 z wartowni, dzięki dorobionemu kluczowi, wyniesiono broń, amunicję i granaty. Akcja musiała rozpocząć się przed wyznaczonym czasem, gdyż esesman Kurt Küttner znalazł złoto u jednego z więźniów, który był zaangażowany w przygotowanie powstania, i rozpoczął natychmiast śledztwo. Spiskowcy zostali zaskoczeni tą sytuacją i postanowili natychmiast działać. Wywiązała się chaotyczna strzelanina, podpalono część zabudowań, a zatrudniony w garażu Stanislaus Lichtblau z Morawskiej Ostrawy, pseudonim "Standa", wysadził w powietrze zbiornik z benzyną. Nie powiodło się natomiast zniszczenie komór gazowych i nie przerwano linii telefonicznej. Największy atak przeprowadzono na bramę główną, którą sforsowano po ciężkich stratach. Z odległości kilku kilometrów można było dostrzec słup czarnego dymu unoszący się nad obozem. Z komendantury Stangl [komendant obozu] zdołał nawiązać łączność z oddziałami stacjonującymi w pobliżu. Na pomoc pospieszyły oddziały z Małkini, Sokołowa Podlaskiego, Kosowa Lackiego, Ostrowi Mazowieckiej. W sumie liczyły one setki ludzi, którzy ścigali uciekających Żydów. Powstanie trwało 20-30 minut, z czego ostra wymiana strzałów około 10 minut.

Wspomnienia Antoniego Tomczuka:
W dniu 2 sierpnia 1943 r. pracowaliśmy na polu przy zbieraniu kamieni i nagle usłyszeliśmy strzały, wybuchy i zobaczyliśmy czarne dymy od strony Treblinki Nr II, z żydowskiego obozu zagłady. Pilnujący nas Ukrainiec polecił nam upaść twarzą do ziemi. Po pewnym czasie usłyszeliśmy obozowy dzwonek i zapędzono nas do obozu na plac przed nasz barak, gdzie leżeliśmy do wieczora twarzą do ziemi. Okazało się, że wybuchło to powstanie żydowskie.

Wspomnienia Barbary Bednarskiej:
Nie wiem, ilu ich pozostało po masowym pogromie z lat 1942 i 1943 i ilu ich jeszcze od tego czasu przybyło. Nie wiem również, kiedy zaczęły się ich ponowne egzekucje. Gdy znalazłam się w Treblince, byłam już prawie codziennie świadkiem wyprowadzania co najmniej kilku spośród nich. Nigdy nie wracali. Pozostali wiedzieli zatem, a co najmniej mogli się domyślać, jaki los spotka ich wszystkich. Prawdopodobnie nie chcieli czekać na to bezczynnie. Wspomnienia Podobno za pośrednictwem polskich więźniów dowożonych codziennie do stacji kolejowej w Małkini w celu załadowania i rozładowywania wagonów, Żydzi postarali się o broń. Było jej niewiele i była dość licha wystarczyła im jednak do podjęcia próby uwolnienia się choćby kilku osób. Wydaje mi się że było to 24 lub 25 lipca. Po południu, po powrocie więźniów z Małkini, Żydzi zamknęli i zatarasowali się w jednym z baraków i czekali na Niemców, którzy mieli wyprowadzać następne ofiary na miejsce straceń. Gdy Niemcy podeszli, rozpoczęła się strzelanina. Polskie baraki, które znajdowały się w pobliżu zostały natychmiast otoczone przez Ukraińców i Niemców. Niemcy - zastraszeni najwyraźniej - polecili nam w nieoczekiwanie "życzliwy" sposób wejść natychmiast do środka (dla naszego własnego dobra) i pod żadnym pozorem nie wychodzić, nie wychylać się i nie wyglądać. Zapewnili, że jeżeli podporządkujemy się temu to nic złego nikomu z nas się nie stanie. Obok naszych baraków porozstawiali kilku uzbrojonych strażników. Wszyscy pozostali otoczyli barak, w którym schronili się i bronili się Żydzi. Ciągła strzelanina, niezbyt jednak intensywna trwała do zmroku. Później słychać już było tylko pojedyncze sporadyczne wystrzały. Z naszych baraków wychylaliśmy się i wyglądałyśmy pomimo zakazów. Z naszego żeńskiego baraku widziałyśmy jednak tylko atakujących Niemców. Męskie baraki znajdowały się bliżej żydowskich i przebywający tam więźniowie widzieli z pewnością więcej. Opowiadali potem po cichu, że Żydzi bronili się dzielnie i po wejściu Niemców do wnętrza ich baraku schronili się na strychu i tam bronili się do końca. Nie poddali się. Zabili podobno kilku Niemców, ale nie wiem na ile pewne są te informacje. W każdym razie jednak zamieszanie i gorączkowa bieganina Niemców wskazywała, że tak jest istotnie. Wydarzenie to dodało otuchy pozostałym więźniom.

Źródła:
Wikipedia
Muzeum Walki i Męczeństwa Treblinka

[youtube]http://pl.youtube.com/watch?v=e0cflbgQXsM[/youtube]
Być rządzonym oznacza, pod pretekstem dbałości o dobro ogółu być zmuszanym do płacenia
Być rządzonym oznacza być uciskanym okradanym, oszukiwanym, drenowanym, represjonowanym
Taka jest władza, taka jest jej sprawiedliwość,
Taka jest władza, taka jest jej moralność.

(c) SS20 aka Dezerter
Obrazek

Wróć do „Niemieckie obozy koncentracyjne, niemieckie obozy zagłady”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości