Grupa Kampinos

Awatar użytkownika
Ezy.Ryder
Posty: 235
Rejestracja: pn mar 16, 2009 10:58 am
Lokalizacja: Izabelin

Grupa Kampinos

Postautor: Ezy.Ryder » wt mar 17, 2009 8:53 pm

Chciałbym wszystkim przybliżyć nieco Grupę Kampinos-największe zgrupowanie partyzanckie, jakie działało na Mazowszu, i które stoczyło największą partyzancką bitwę podczas II wojny.
Moje zdziwienie budzi fakt, iż działania Grupy Kampinos niemalże odeszły w niepamięć, nawet w Wikipedii na ten temat jest wręcz śmiesznie mało.
Ponieważ nie jestem zwolennikiem przepisywania czy przeklejania innych tekstów załączam link w którym jest sporo podstawowych informacji http://www.ibprs.pl/ak_obroza_kampinos/43.html

Początki konspiracji w Kampinosie rozpoczęły się już po klęsce Kampanii Wrześniowej.
Mieszkańcy puszczańskich wsi byli świadkami nierównej walki polskich żołnierzy z niemieckim okupantem. Resztki rozbitych pod Bzurą wojsk przedzierały się przez puszczę, by stanąć w obronie Warszawy. Wielu jednak nie dotarło, częste niemieckie zasadzki oraz lotnictwo dziesiątkowały - i tak już rozbite - oddziały.
Jednym z wartych uwagi epizodów tych dni była szarża Ułanów Jazłowieckich pod Wólką Węglową, którą tak oto opisał korespondent wojenny:
"Nagle bohaterski zespół kawalerzystów w sile około paruset koni wyłonił się w galopie z zarośli. Nacierali oni, mając w środku rozwinięty sztandar... Wszystkie niemieckie karabiny maszynowe umilkły, a tylko działa strzelały. Ich ogień stworzył zaporę ogniową na przestrzeni 300 metrów przed liniami niemieckimi. Polscy kawalerzyści nacierali całym pędem, jak na średniowiecznych obrazach! Na czele wszystkich galopował dowódca z podniesioną szablą. Widać było, jak malała odległość pomiędzy grupą polskich kawalerzystów, a ścianą niemieckiego ognia. Szaleństwem było kontynuować tę szarżę na spotkanie śmierci. A jednak Polacy przeszli".

Po klęsce polskiej armii w 39 roku wielu żołnierzy uszło z niewoli i wróciło do domów jako cywile. To oni dali początek konspiracji. Zaczęło się od poszukiwania broni. Polscy żołnierze w obliczu kapitulacji ukrywali broń, żeby nie dostała się w ręce wroga oraz by mogła służyć w bardziej dogodnych czasach. Tak więc szukano broni po lasach, rowach melioracyjnych, a nawet jeziorach i stawach. Każdy znaleziony karabin wywoływał radość. Rozbrajano też niekiedy niemieckich żołnierzy, ale to było bardzo niebezpieczne. Zbierano też materiał wybuchowy ze zbombardowanych magazynów pod Palmirami. W takiej akcji poległ pierwszy powstaniec Józef Niegodzisz ps. "Józef II". Ubezpieczał on furmankę wiozącą trotyl do Izabelina, jechał rowerem ok. 100 metrów przed furmanką i miał przy sobie ukrytą broń. Już w Izabelinie, kiedy wydawało się, że wszystko poszło dobrze, zjawił się patrol żandarmerii. Aby osłonić transport, "Józef II" rzucił się do ucieczki w las, ciągnąc za sobą żandarmów, niestety dosięgła go seria z automatu. Transport dotarł bezpiecznie. Ciało "Józefa II" żandarmi zmasakrowali i wrzucili do studni. Pod osłoną nocy koledzy z oddziału wydobyli ciało i pochowali na cmentarzu wojskowym w Laskach. Był to pierwszy partyzancki pogrzeb.
W tym początkowym okresie działania organizacja konspiracji ograniczała się do kilkunastoosobowych grup, których członkowie skrzykiwali się na akcje i pobierali broń z ukrytego magazynu.
Akcje miały charakter dywersyjny. Zajmowano się też likwidowaniem donosicieli czy publiczną chłostą volksów (jak potocznie nazywano nie tylko Polaków, którzy podpisali volkslistę, ale także niemieckich osadników), zwłaszcza tych zbyt mocno dających się we znaki miejscowej ludności. Nie było to łatwe. Trzeba wiedzieć, że w tym czasie Niemcy traktowali te tereny jako swoje. Żandarmeria niemiecka miała posterunki w każdej gminie i dysponowała bronią automatyczną, ponadto w wielu wsiach roiło się od volksów. Mieli oni pozwolenie na długą broń i w razie zagrożenia organizowali się na kształt milicji.
Granica Generalnej Guberni przebiegała na północno-zachodnim brzegu puszczy, wiele miejscowości w tamtych okolicach było osadzonych przez Niemców.
Pamiątką z tych czasów są nazwy miejscowości - przykładowo dziś mamy Dziekanów Polski i Dziekanów Leśny, wtedy ten Leśny nazywał się Dziekanów Niemiecki. :)
Tak więc pierwsze zbrojne akcje były bardzo niebezpieczne, gdyż trzeba było nieraz przejść wiele kilometrów pod osłoną nocy (obowiązywała godzina policyjna) i niejednokrotnie powrót odbywał się już o brzasku, zatem zabierano głównie krótką broń, gdyż karabinu nie dało się ukryć pod kurtką. O odwadze tych ludzi świadczy najlepiej fakt, który miał miejsce podczas próby zniszczenia mleczarni w Dziekanowie Niemieckim, gdzie odbierano okolicznym chłopom mleko. Niewielki oddział wyruszył na akcję, niestety pierwsza grupa, która wyszła już z lasu, na wysokości Dziekanowa natknęła się na Niemców. Zastrzelono jednego z Niemców, jednak pozostali podnieśli alarm i grupa volksów ruszyła w pościg. Do lasu było za daleko, a w otwartym polu broń krótka przeciw długiej była bez szans. Jeden z partyzantów ps. "Kot" odłączył się od grupy i ostrzeliwując się, ściągnął pościg na siebie. Jego koledzy uszli z życiem, ale otoczony "Kot" ostatnią kulę przeznaczył dla siebie...
Kolejne miesiące były coraz trudniejsze. W szeregach partyzantów pojawili się zdrajcy, rozpoczęły się aresztowania.
W niedalekim Zaborowie znajdował się posterunek Gestapo, ten kto tam trafił, żywy nie wracał... Zdrajca Antoni Zych doprowadził gestapo do domu dowódcy plutonu "Dęba II", znajdował się tam skład broni. Plutonowego w domu nie było, więc Niemcy pobili jego siostrę i matkę, a że nie dowiedzieli się niczego, matkę "Dęba II"- Jadwigę Sznajder spalono żywcem w domu, a siostrę Helenę ps. "Pokrzywa" zabrali do Zaborowa. Sytuacja stała się bardzo poważna, bo "Pokrzywa" była łączniczką i gdyby sypnęła, rejon znalazłby się w rozsypce. Jednak ta dzielna kobieta nie powiedziała ani słowa, mimo że męczyli ją bardziej od innych. Niemcy bili ją tak długo aż przetrącili jej kręgosłup... Pośmiertnie została odznaczona Krzyżem Walecznych.
Partyzanci tymczasem nieco ogarnęli sytuację. Wykonano wyroki na zdrajcach, niestety Zych postrzelony przedostał się do Zaborowa. Wg relacji świadków, podczas próby likwidacji Zych zastrzelił własną matkę, kiedy ta poszła otworzyć drzwi. Żandarmi jakiś czas jeszcze siali postrach w okolicy, spalono kilka domów z zamkniętymi w środku ludźmi, ale partyzanci, których mogli sypnąć zdrajcy przenieśli się do lasu, gdzie mieszkali w ziemiankach (w dzieciństwie podczas zabaw w lesie jeszcze takowe znajdowałem). Aresztowania trwały jednak nadal. Wpadł też główny magazyn broni w Opaleniu, tam podczas zasadzki zginął kapral Jerzy Zawadzki ps. "Zapora", pozostali: "Zadziora", "Pustelnik" i "Wit" zostali zabrani do Zaborowa, gdzie po kilku dniach powieszono ich na balkonie jednego z domów w Lesznie.

Jednak front ze wschodu zbliżał się coraz szybciej, Niemcy coraz mniej pewnie czuli się w okolicy, a volksi powoli zaczynali się zwijać, widząc, że nic dobrego ich tu nie czeka.

Wiosną 44 roku oddział "leśnych" był już całkiem spory. Na spotkanie z nimi wyruszyli rowerami dowódca dywersji podporucznik "Macher" oraz żołnierze podziemia: "Pierwotny", "Ezel", "Rydz" i "Dołęga". Kiedy byli już na wylocie z Sierakowa, wpadli w zasadzkę. Grupa przebranych żandarmów uzbrojonych w broń automatyczną otworzyła do nich ogień. Niemcy rozkazali miejscowym położyć poległych w koleinach drogi, tak aby rozjechały ich wozy, po czym pośpiesznie udali się do Zaborowa, bojąc się spotkania z "leśnymi". Poległym urządzono pogrzeb, w którym wzięła udział cała kompania, ciała przewieziono na wozach do pobliskich Lasek na cmentarz i tam pochowano. Nazajutrz żandarmi zjawili się w Sierakowie i gdy dowiedzieli się o pogrzebie, rozkazali wykopać zmarłych i zakopać za murem cmentarza przy drodze. Były to jednak już ostatnie dni bezkarności żandarmów, wkrótce zapłacili za swoje czyny. Zmarłych pochowano ponownie na cmentarzu po wojnie, aby uniknąć już kolejnego bezczeszczenia zwłok.
Tymczasem w Warszawie coraz częściej mówiono o powstaniu, nadchodziły kolejne meldunki o klęskach wojsk niemieckich, a ludzie z nadzieją zaczynali patrzeć w przyszłość.
W przededniu powstania miało miejsce dość dziwne zdarzenie. W Łomiankach pojawił się oddział ok. 1000 żołnierzy w polskich mundurach, z pełnym uzbrojeniem i końmi. Początkowo wzbudzili nieufność, jednak okazało się, że to żołnierze AK z Puszczy Nalibockiej. Tam prowadzili walkę wspólnie z partyzantką radziecką przeciwko Niemcom, jednak od kiedy Rosjanie zaczęli strzelać im w plecy, dogadali się z Niemcami, na zasadzie "my was nie ruszamy, wy nas nie widzicie". Ponieważ po pierwszej konferencji pokojowej w Teheranie los tych terenów był niepewny, udali się w stronę Warszawy, by tu podjąć znów walkę przeciwko hitlerowcom.
Niektórym może wydać się dziwne jak tak duży oddział w polskich mundurach przeszedł pół okupowanej Polski. Trzeba wiedzieć że wtedy już Niemcy nie byli tak pewnie siebie, na drogach panował chaos gdyż wiele oddziałów wycofywało się z terenów wschodnich. Morale żołnierzy niemieckich nie było wysokie, i nie kwapili się do walki jeśli nie musieli.
Jak przebiegało Powstanie Warszawskie wie każdy, napiszę tylko, że grupa Kampinos dwa razy słała pomoc walczącej Warszawie. Nie zdobyto, ale zniszczono Lotnisko Bielańskie, tak że do końca wojny Niemcy już go nie mogli używać. Przeprowadzono też atak na Dworzec Gdański, gdzie poniesiono ogromne straty. Teren był broniony bunkrami, a partyzanci, o ile dobrze radzili sobie w lesie, o tyle w mieście nie bardzo.
Nie będę opisywał Wszystkich walk Grupy Kampinos. Opiszę tylko kilka ciekawostek.
Od wiosny 44 roku Niemcy bali się już zapuszczać do lasu, a od wybuchu powstania wręcz panicznie. Grupa Kampinos blokowała wszystkie główne drogi przez puszczę, uniemożliwiając wrogowi ewakuację ze stolicy pod osłoną lasu. Przez puszczę przebiegała droga łącząca dwa ważne dla Niemców punkty - Leszno i Modlin. Nie trudno się domyśleć że ta droga stała się dla nich niedostępna.
Tak powstała "Niepodległa Rzeczpospolita Kampinoska" - teren całkowicie wolny od okupacji hitlerowskiej.
Dziś to nawet trudno sobie wyobrazić, jak można było kontrolować tak duży teren bez telefonów, a jednak... Czujki rozmieszczano przy wejściach do puszczy i jeśli zauważono jakiś oddział niemiecki, wciągano go w głąb lasu, gdzie w dogodnym miejscu otaczano i rozbijano. Zdobywano w ten sposób cenną broń. Ciekawostką jest fakt, że wziętych do niewoli Niemców - jeśli byli z Wehrmachtu - rozbrajano i puszczano wolno, w zamian za to Niemcy nie dokonywali masowych mordów na ludności cywilnej poza pewnymi wyjątkami. Jeśli do niewoli trafiali żołnierze SS bądź żandarmi, ci już na zawsze zostawali w puszczy.
Na uwagę zasługuje też to jak zdobywano pożywienie dla ponad 2 000 ludzi i 700 koni. Partyzanci przejmowali niemieckie składy żywności oraz bydło pędzone ze wschodu, w przebraniach niemieckich żandarmów przejmowali też całe konwoje z zaopatrzeniem, które jechały od Sochaczewa. Mobilność grup partyzantów i skuteczność ataków była tak duża, iż Niemcy byli przekonani, że mają do czynienia z 10 000 czy nawet 20 000 ludźmi uzbrojonymi w działa, a nawet czołgi.
Śmiałą akcją była likwidacja oddziału RONA w Truskawiu. Walki z "ronowcami" trwały już kilka dni, wysłano ich tu w celu odcięcia walczącej Warszawy od puszczy. Nocą z 2 na 3 -go września niewielki 80- osobowy odział wyposażony w pistolety maszynowe podkradł się do wsi. Nie było to proste, gdyż trzeba było obejść stanowiska ogniowe po otwartym terenie. Jednak udało się to i zaskoczeni kompletnie "ronowcy" masowo ginęli pod ogniem partyzantów. We wsi było kilkuset żołnierzy RONA, w krótkiej walce zginęło ok 250. Podobną wyprawę zorganizowano dzień później na wieś Marianów. Po tych akcjach morale żołnierzy RONA upadło na tyle, że Niemcy musieli ich rozbroić i zamknąć za drutami, a dla ludności cywilnej oznaczało to koniec udręki, gdyż wiadomo, jak kończyły się spotkania z tymi "dżentelmenami" (dość powiedzieć że ta formacja słynęła z gwałtów i rabunków).
"Ronowcy" była to 4 Dywizja Grenadierów SS (1 ukraińska) 14. Waffen-Grenadier-Division der SS (ukrainische Nr. 1, określana jako Dywizja SS-Galizien. Dzisiejsze źródła historyczne podają że nie był to odział RONA a Ukraiński Legion Samoobrony (31. Schutzmannschafts-Bataillon der SD) Nie umiem powiedzieć jak było naprawdę, ale skłaniam się ku pierwszej teorii.

Partyzanci przez cały okres działalności otaczali parasolem ochronnym miejscową ludność. Dzielili się zdobytymi łupami, a jeśli tylko przyszła informacja, że do którejś wsi przybyli Niemcy zabierać krowy, natychmiast wyruszał oddział kawalerii, co dla panów w mundurach koloru feldgrau kończyło się dość niemiło.
Na uwagę zasługują też walki pod wsią Pociecha. Krzyżowały się tam szlaki przez puszczę i dlatego partyzanci utrzymywali to miejsce, a Niemcy próbowali zdobyć. Pociecha była wielokrotnie atakowana, jednak zawsze natarcie było odrzucane. Mimo przewagi liczebnej wroga, broni pancernej i wsparcia lotniczego żołnierze Grupy Kampinos za każdym razem dziesiątkowali nacierające oddziały, a czołgi niszczono za pomocą min i PIAT-ów otrzymanych ze zrzutów.
Jako ciekawostkę wspomnę, że kiedyś koło wsi Pociecha wybuchł wielki pożar, gaszono go kilka dni. Kiedy strażacy lali wodę po mchu i ściółce, ich oczom ukazywały się takie fanty, że saperzy potem przez kilka dni wywozili te pamiątki. Było to jakieś 20 lat temu...

Nadszedł jednak kres tych dni chwały. Niemcy w końcu postanowili ostatecznie załatwić sprawę Grupy Kampinos. Bali się możliwości współpracy partyzantów z Armią Czerwoną, potrzebowali też swobodnej drogi ucieczki przez puszczę.
Rozpoczęto operację pod nazwą "Sternschnuppe" (Spadająca Gwiazda) - powołano w tym celu dwie grupy szturmowe- grupę północ i grupę południe.
W skład grupy północ weszły:
Batalion alarmowy Dywizji "Herman - Göring",
Batalion alarmowy Dywizji "Totenkopf",
Batalion alarmowy Dywizji "Viking",
183 Batalion Ochrony,
Kompania alarmowa Ośrodka Szkolenia,
Kompania alarmowa 73 Dywizji piechoty,
Szturmowy Batalion Pionierów,
743 dywizjon myśliwców ppanc.,
Kompania SS ciężkich czołgów,
Kompania ciężkich granatników,
Zmotoryzowana bateria ciężkich haubic,
6 plutonów lekkiej artylerii plot.

W skład grupy południe weszły:
Dwa bataliony 34 pułku policji,
31 bateria "Schuma",
Batalion Kozaków,
737 Budowlany Batalion Pionierów,
4 pancerne grupy obserwacyjne z 19 dyw. panc.,
Zmotoryzowany batalion lekkich haubic,
6 plutonów plot. dyw. "Herman - Göring",
Kompania czołgów z 19 dyw. pancernej,
23 i 25 batalion karabinów maszynowych.

Jak widać partyzanci nie mieli najmniejszych szans przeciwstawić się takiej sile.

Pod koniec września wzrosła aktywność lotów obserwacyjnych nad puszczą, pojawiły się samoloty obserwacyjne Focke-Wulf Fw 189 ze względu na swój kształt zwane ramą. Nie wróżyło to nic dobrego. Wkrótce rozpoczęły się silne bombardowania obozu powstańców - wsi Wierszy, Brzozówki, Truskawki i Janówka. Natarcie ruszyło, jednak partyzanci bronili się nadal, wierząc, że i tym razem uda się odeprzeć wroga. Po ciężkim dniu walki, kiedy pojawił się ostrzał z ciężkich dział i bombowce, stało się już jasne, że dalszy opór nie ma sensu. Mimo to zniszczono kilka czołgów i zestrzelono samolot, jednak wyczerpani walką żołnierze rozpoczęli opuszczanie swych stanowisk.
Pod osłoną nocy oddziały partyzanckie wyruszyły w kierunku Puszczy Mariańskiej, gdzie była szansa na zgubienie pościgu, nie dane było jednak im tam dojść. Partyzanci poruszali się przez bagna wraz z końmi i wozami taborowymi, kilkakrotnie wymykali się z niemieckiego okrążenia. Podczas tego marszu dochodziło do potyczek, Niemcy opanowali już wszystkie wsie w okolicy. Mimo to partyzanci bez snu i pożywienia bronili się nadal, zadając wrogowi poważne straty.
Chcę, żeby wszyscy zrozumieli, że nie była to ucieczka w popłochu, ale zorganizowany przemarsz. W jednej ze wsi czujka zaskoczyła zmotoryzowany oddział piechoty niemieckiej, niszcząc wszystkie ciężarówki i zabijając Niemców.
Na wysokości wsi Wiejca i Kampinos partyzanci wyszli z lasu. Puszcza - która do tej pory ich chroniła i którą znali, jak własną kieszeń - nie mogła im już pomóc. Jednak szli nadal naprzód, tuż za nimi postępowały pancerne dywizje wroga. Po minięciu Baranowa zatrzymali się w Budach Zosinych niedaleko Jaktorowa, pozostało już tylko przekroczyć tory. Obwinia się dowodzącego majora Alfonsa Kotowskiego ps "Okoń", że zamiast natychmiastowego przejścia przez tory zarządził odpoczynek. Nie jest to jednak tak jednoznaczne, był to już kolejny dzień walk i marszu i żołnierze byli zmęczeni, natomiast faktem jest, że "Okoń" miał spore problemy z dowodzeniem, zwłaszcza w tak trudnej sytuacji i nie cieszył się poparciem żołnierzy, a okoliczności jego śmierci do dziś pozostają tajemnicze. Wg członków Grupy Kampinos wykonano na nim wyrok.
Nad ranem podjęto próbę przejścia przez tory, dość łatwo zlikwidowano gniazda karabinów maszynowych i odrzucono Niemców od torów, wydawało się, że jednak się uda, lecz wtedy nadjechał pociąg pancerny, a potem drugi... Stało się już jasne, że to będzie ostatnia walka... Pociąg pancerny zasypał żołnierzy ogniem, od drugiej strony nadciągały czołgi, a po bokach piechota. Sytuacja stała się beznadziejna, mimo to podjęto walkę. W rowach melioracyjnych utworzono coś w rodzaju czworoboku i tam przygotowano się na najgorsze.
Ostatnim triumfalnym porywem było zestrzelenie jednego z samolotów, na widok czego pozostałe natychmiast opuściły rejon walki.
Zbliżał się jednak nieuchronny koniec Grupy Kampinos. Kończyła się amunicja, na skutek ostrzału zniszczone zostały wozy taborowe, a konie się rozbiegły, kocioł się zamknął. Kolejne ataki udawało się jeszcze odpierać, ale była to już kwestia czasu.
O odwadze i determinacji tych ludzi może świadczyć fakt, że kiedy już nie mieli już czym strzelać, a do natarcia ruszyły oddziały SS, partyzanci pozwolili im podejść najbliżej, jak się dało i rzucili się na nich z bagnetami, wciągając w bezpośrednią walkę, co uniemożliwiało prowadzenie ognia. SS-mani - elitarne oddziały niemieckie - nie wytrzymali psychicznie i rzucili się do ucieczki, porzucając broń. Był to jednak koniec. Kilka małych grup uszło z okrążenia, innym się to nie udało. Na miejscu zostało na zawsze około 170 powstańców, około 150 dostało się do niewoli, chociaż liczba ta mogła być większa, SS-mani i żandarmi jeńców rozstrzeliwali na miejscu. Jak wspominają pojmani przez Wehrmacht, - SS-mani i żandarmi próbowali przejąć jeńców, co zawsze spotykało się ostrym sprzeciwem dowódców Wehrmachtu gdyż nie zgadzali się oni na rozstrzeliwanie jeńców.
Tak zakończyła się największa w dziejach II wojny bitwa partyzancka.
Ok. 1000 partyzantów uszło z okrążenia, jednak nie byli już w stanie nawiązać ze sobą kontaktu. Część z nich walczyła jeszcze w innych miejscach kraju, część wróciła do puszczy, jednak rysował się już wtedy nowy ład i nowa wolność przywieziona na czołgach z czerwoną gwiazdą.
Dalszy opór nie miał już sensu, a Ci najtwardsi nigdy nie doczekali się hasła do nowej wojny.
Świat zaczął żyć własnym życiem i zapomniał zarówno o Polakach walczących na wszystkich frontach, jak i o obietnicach złożonych Generałowi Sikorskiemu.
Dziś po tamtych czasach pozostały jedynie tablice pamiątkowe, cmentarze i pojedyncze mogiły, na których coraz rzadziej palą się znicze. Pamięć ludzka umiera wraz z tymi, którzy pamiętają te dni. A miejsca dawnych walk porósł młody las...

Jeśli kiedyś będziecie w puszczy i zajdziecie w starą jej część, może jeszcze usłyszycie echa wystrzałów z broni i pospiesznie wydawane komendy oraz śpiew partyzantów, a na skraju lasu wśród pól o zachodzie słońca może uda się wam dostrzec sylwetki kawalerzystów na koniach....

Niemcy w walkach z Grupą Kampinos stracili ok 1000 żołnierzy, ok 500 zostało rannych.

Zainteresowanych odsyłam do książek: "Konspiracja i Powstanie w Kampinosie 1944" Józef Krzyczkowski ps. "Szymon" 1962
"Grupa Kampinos. Partyzanckie zgrupowanie Armii Krajowej" Jerzy Koszada ps. "Harcerz" 2007
Zdecydowanie polecam tę pierwszą, choć niełatwo ją zdobyć, Józef Krzyczkowski był dowódcą Grupy Kampinos.

http://www.youtube.com/watch?v=mOYLoRMo ... re=related



English version

I'd like to get you all more acquainted with the history of the Kampinos Group - the biggest partisan group formation acting on the Masovian territory and having fought the biggest partisan battle during the II World War.
I'm surprised by the fact that the Kampinos Group activity is almost forgotten, and even in Wikipedia one will find only a couple of words on this topic.

The beginning of the underground in the Kampinos forest started after the defeat in the September Campaign.
The population of the villages lying on the territory of the Kampinos forest witnessed the unequal struggle of the Polish soldiers with the German invaders.
The remainders of the troops defeated under the Bzura worked their way through the forest to defend Warsaw. Still, lots of them never got to the destination place as frequent German ambushes and aviation decimated already exhausted detachments.
One of the worth mentioning episodes of those days was the cavalry charge of the Jazłowiec Uhlan Regiment under the Wólka Węglowa which was described by a war correspondent in the following way:
"Suddenly, a heroic cavalry brigade amounting about two hundred horses galloped out of the bushes. They charged holding an unfurled banner in the center… All the German machineguns stopped firing, and only cannons were shooting. Their shots created a barrage fire on the territory of 300 meters in front of the German boundaries. Polish cavalry rushed forward and charged in the way it is depicted on the Mediaeval canvases! The brigade was led by the galloping command officer with a saber held high above. It was seen how the distance between the Polish cavalry brigade and German barrage fire grew shorter. It was a crazy idea to continue that charge towards the death. Still, Polish people managed to stand it."
After the defeat of the Polish army in 1939, lots of soldiers came back home as civilians. It was them who started the underground. Everything began with the search of weapon. Polish soldiers in view of capitulation were hiding weapon for it not to fell into enemy hands and to be of use in more opportune moment. Thus, people searched for weapon in forests, soil-reclamation trenches, as well as in lakes and ponds. Every found rifle was exciting joy. Sometimes German soldiers were also being disarmed, still, it was very dangerous. Explosive materials from the bombed ammunition depots under Palmiry were also gathered.
During one of such actions the first rebel Józef Niegodzisz, pseudonym "Józef II", had been killed. He was securing the cart carrying trotyl to Izabelin. He was bicycling about 100 meters at the head of the cart and had a hidden weapon with him. Already in Izabelin, when everything seemed to be all right, he stumbled on the gendarmery patrol. In order to cover the transport, he rushed to escape in the forest, dragging the gendarmes along. Unfortunately, he was caught up with the submachine gun burst. The transport reached the destination point safely. Gendarmes massacred the body of "Józef II"; and threw it into the well. At night his colleagues from the detachment got the body out of the well and buried on the military cemetery in Laski. It was the first partisan funeral.
In this initial period of partisan activity, the underground organization consisted of small groups, the participants of which called together for actions and took weapons from the hidden stock. Actions were of subversive character. Also they eliminated snitchers or whipped volks in public (not only Polish people who signed volkslist, but also German colonists were called as "volks"), especially, those who extremely complicated the life of local people. It wasn't easy. One should know that in those times the Germans considered that territory to be their property. German gendarmery had posts in each municipality and possessed automatic weapon. Moreover, lots of villages were full of volks. They had permission for long-barreled guns and in the face of danger they were mobilized as militia. The border of the General Province passed on the north-west edge of the forest, and many settlements on that territory had been colonized by the Germans. Reminders of those times are names of settlements - for example, nowadays we have Dziekanów Polski (Polish Dziekanów) and Dziekanów Leśny (Forest Dziekanów), in those times Dziekanów Leśny was named as Dziekanów Niemiecki (German Dziekanów).
Thus, first armed operations were very dangerous, as it often happened that partisans had to walk many kilometers under cover of night (as curfew was imposed) and repeatedly the return was attempted already at dawn; therefore, people took mainly short-barreled guns, as it was impossible to hide rifles under the coat.
Best of all, the courage of those people can be proven by the fact that took place during attempt to destroy the milk plant in Dziekanów Niemiecki where the Germans took away milk from the local peasants. Small detachment started for the action, unfortunately, the first group which already came out of the forest stumbled on the Germans in the region of Dziekanów. One German man was shot, still the rest raised an alarm and the group of volks started to chase the partisans. It was too far to run to the forest, and in the open plain the short-barreled guns against the long-barreled ones were out of the running. One of the partisans, pseudonym "Kot", separated from the group and shooting back drew the pursuit after him. His colleagues survived, but the surrounded "Kot" reserved the last bullet for himself...
The following months were getting more and more difficult. Traitors appeared in the ranks of partisans and arrests started. The post of Gestapo was situated in the nearby Zaborów, and those who got there never returned alive...
The traitor Antoni Zych led Gestapo to the house of the commander of platoon "Dąb II" where the armory was kept. The platoon commander wasn't at home, so, the Germans beat his sister and mother. When they failed to find out anything, the mother of "Dąb II" - Jadwiga Sznajder was burnt alive in the house and his sister Helena, pseudonym "Pokrzywa", was taken to Zaborów. The situation got to be very serious as "Pokrzywa" was a communication agent, and if she blabbed out something, the region would turn out to be in dispersion. However, the brave woman kept silent even though she was tortured more than others. The Germans beat her as long as broke her spine... She was awarded with the Cross of Valour (Krzyż Walecznych) posthumously.
Meanwhile, partisans got a grip on the situation. They executed the sentences on the traitors. Unfortunately, wounded Zych escaped to Zaborów. Gendarmes inspired fear on the territory awhile, several houses with the people locked inside were burnt, but the partisans who could be betrayed by the traitors moved to the forest where they lived in the dug-outs (when a child, when playing in the forest, I still found such dug-outs). Still the arrests were in progress. Also the main gun store was found in Opaleń where during the ambush the corporal Jerzy Zawadski, pseudonym "Zapora", was killed. The rest: "Zadziora", "Pustelnik; and "Wit" were taken to Zaborów, where after several days they were hanged on the balcony of one of the houses in Leszno.
However, the front from the east approached faster and faster, the Germans did not feel so confident on the territory already, and volks bit by bit started to escape when noticed that nothing good was waiting for them here any more.
In spring the detachment of the "foresters" was already rather big.
The commander of the subversion, the second lieutenant "Macher", and the soldiers of the underground: "Pierwotny", "Ezel", "Rydz" and "Dołęga" started on bicycles to meet them. When they were already on the exit road from Sieraków, the team got into the ambush - the group of disguised gendarmes armed with the automatic weapon opened fire at them. The Germans ordered local people to put the dead into the road tracks to be run over by the carts, and after that they hurried to Zaborów fearing to meet "foresters". The funeral was arranged for the dead, and the whole detachment took part in it. The bodies were transported in the carts to nearby cemetery in Laski and were buried there. The next day gendarmes appeared in Sieraków and when heard about the funeral, ordered to dig the dead out and burry them by the road behind the cemetery wall. Nevertheless, these were the last days of gendarmes' impunity as shortly they paid for their deeds. The dead were buried once again on the cemetery after the war in order to avoid another disgrace of the remains.

Meanwhile, in Warsaw population more often talked about uprising, recurrent reports about defeats of German army were coming and people started to face the future with hope.
In the eve of uprising a rather strange event happened. A detachment amounting about thousand soldiers in Polish uniforms, perfectly armed and on horseback appeared in Łomianki. At first, they evoked distrust, but they turned out to be the AK soldiers from the Nalibocka Forest. There they fought together with the Soviet partisans against the Germans. However, when Russian soldiers started to shoot them in the back, they bargained with the Germans on the principle of "we do not touch you and you do not see us". Since the destiny of that territory after the first peace conference in Teheran remained shaky, they started for Warsaw in order to resume fighting against the Nazi.
Somebody may wonder how such big detachment in Polish uniforms could pass half of the occupied Polish territory. One should know that in that time the Germans were not so self-confident and chaos prevailed on the roads as many detachments left eastern territories. The morality of the German soldiers wasn't so high and they didn't hurry to fight when it wasn't necessary.
Everybody knows how the Warsaw Uprising was running, and I'll just add that the Kampinos Group sent help to fighting Warsaw twice. The Bielany Airport was neither conquered nor destroyed, so till the end of the war the Germans could not use it. Also, the Gdanski Train Station was attacked where the partisans lost many their members. The territory was defended with bunkers, and the partisans who were successful in the forest, were not so lucky in the city.
I won't describe all the battles of the Kampinos Group. I'll just define several interesting moments.
Starting with spring 1944, the Germans were afraid to go deep into the forest, and after the beginning of the Uprising this fear turned into panic. The Kampinos Group blocked all the main roads leading through the forest, making impossible the enemy's evacuation from the capital under the cover of the forest. The road connecting two important for the Germans localities - Leszno and Modlin, ran through the forest. It's easy to guess that that road turned out to be inaccessible for them. That was the origination of the "Niepodległa Rzeczpospolita Kampinoska" - the territory completely free from the Nazi occupation.
Nowadays, it's even difficult to imagine how such wide territory could be under control without telephone communication, and still... Pickets were located by the entrances to the forest, and if any German detachment was noticed, it was decoyed deep into the forest where the enemy was surrounded and killed in the appropriate place. That was how the valuable weapon was obtained. It's interesting that the captured Germans if they were from Werhmacht were just disarmed and let free. In return for that the Germans did not execute massacres on the civilians but for certain exceptions. If SS soldiers or gendarmes were captured, they remained in the forest forever.
It's also very interesting how the food for more than 2 000 people and 700 horses was obtained.
Partisans intercepted German food stores and cattle driven away from the east; disguised as German gendarmes they also caught complete escorts with ammunition driving from Sochaczew. The mobility of partisan groups and success of their attacks were so high that the Germans were sure that they had to deal with at least 10 000 or even 20 000 people armed with cannons or even tanks.

Another brave action was the elimination of the RONA detachment in Truskaw.
The battles with RONA soldiers lasted already for several days. They were sent here with the aim to cut the fighting Warsaw from the forest. Finally, at night a small eighty-member group armed with submachine guns sneaked up to the village. It wasn't easy as partisans had to bypass the weapon emplacements in the open field. However, the action was successful and RONA members taken completely unawares were dying under the partisans' fire. Several hundreds of RONA soldiers were in the village and about 250 of them were killed in that battle. One day later similar action was organized in the village Marianów. After those operations the morality of RONA soldiers was so low that the Germans had to disarm and imprison them; and for the civilians it meant the end of torments, as it's a well-known fact what was the end of all meetings with those "gentlemens" (it's enough to mention that that formation was famous of rapes and plunders). RONA members belonged to the 4th division of the SS grenadiers (1st Ukrainian 14. Waffen-Grenadier-Division der SS identified as division of SS-Galizien). Present historical sources inform that it wasn't RONA detachment but Ukrainian Legion of Self-defense (31. Schutzmannschafts-Bataillon der SD). I cannot tell what it really was, but I'm inclined to the first theory.
Partisans during the whole period of their activity were protecting the local population. They shared the conquered loots, and if there appeared information that the Germans came to one of the villages to take cows, a cavalry formation started immediately, and such actions had rather unpleasant consequences for the soldiers uniformed in feldgrau colours.
It should be also mentioned about the battles under the village Pociecha.
In that place crossed the roads leading through the forest. That's why the partisans held those positions and the Germans tried to conquer them. The village Pociecha was attacked many times, however, those attacks were always beat off. In spite of the enemy's numerical superiority, armored weapon and aviation, every time the soldiers of the Kampinos Group defeated the attacking detachments and the tanks were destroyed with the help of mines and PIATs obtained in the result of air-drops.
Also, I'd like to mention that someday a big fire happened near the village Pociecha, and people tried to put it out for several days. When the firemen pour the water on the moss and matting, they happened to discover such surprises that sappers were clearing the place for several days. This happened about 20 years ago.
However, those days of glory ended. After all, the Germans decided to finish with the Kampinos Group once and forever, as they were afraid of the possibility of partisans' cooperation with the Soviet Army, and they also needed free way for escape through the forest.
The operation under the title "Sternschnuppe" (the Falling Star) started. With this aim two assault groups were involved -the northern group and the southern group.

The northern group included:
Alarm Batalion of the Division "Herman - Göring",
Alarm Batalion of the Division "Totenkopf",
Alarm Batalion of the Division "Viking",
183rd Security Batalion,
Alarm Formation of the Educational Centre,
Alarm Formation of the 73rd Infantry Division,
Pioneers Assault Batalion,
743rd division of half-armored hunters,
SS Formation of heavy tanks,
Formation of heavy grenadiers,
Motorized battery of heavy howitzers,
6 platoons of light artillery.

The southern group consisted of:
two batalions of the 34th Police regiment,
31st battery "Schuma",
Cossacks Batalion, 7
37th Repair Batalion of Pioneers,
4 observation tank groups from the 19th armored tank division,
Motorized battalion of light howitzers,
6 platoons of the division "Herman - Göring",
Tank formation from the 19th armored tanks division,
23rd and 25th battalion of machineguns.

I's clear that the partisans didn't have any chance to withstand such forces.
At the end of September grew the activity of observation flights over the forest and appeared observation airplanes Focke-Wulf Fw 189 called frames due to their shape. That was a bad omen. Soon heavy bombardments of the rebels camp started - it was the territory of villages Wiersze, Brzozówka, Truskawka and Janówek. An offensive began, but the partisans continued to hold the line believing that this time they would also succeed in repulsing the enemy. After a difficult battle day, when the enemy begin firing from heavy cannons and bombers appeared, it became clear that further resistance was meaningless. Nevertheless, several tanks had been destroyed and one plane had been shot down. However, soldiers exhausted by the battle started to leave their positions. Under cover of night the partisan detachments started in the direction of the Mariańska Forest where they had chance to brake off from the chase.
Unfortunately, that plan never came true. Partisans were moving through the bogs together with horses and camp carts and several times they managed to break out of the German encirclement. During that escape confrontations happened as the Germans conquered already all the neighboring villages. Nevertheless, the partisans continued fighting without sleep and food causing serious losses in the enemy's camp.
I want everybody to understand that that wasn't a panic escape but an organized march-past. In one of the villages a picket took aback a motorized detachment of the German infantry, destroying all the trucks and killing the Nazi.
In the region of the villages Wiejca and Kampinos the partisans came out of the forest. The forest that had been protecting them and which they knew the way one knows the back of his hand could not help them any more. However, they kept going ahead and armored divisions of the enemy were pursuing them closely. After passing Baranów the partisans lingered in Budy Zosine not far from Jaktorów and it was just left to cross the rails. And the commanding major "Okoń" is blamed that instead of an immediate crossing the rails he ordered to have some rest. However, it's not so well-defined as that was already the third day of battle and march-past and the soldiers were exhausted. On the other hand, it's a known fact that the major had big problems with the command, especially, in such a difficult situation and didn't enjoy support of the soldiers; and the circumstances of his death remain secret till now. According to the testimonies of former members of the Kampinos Group a sentence was executed on him. In the morning an attempt to cross the rails was made. It turned out to be rather easy to eliminate machine-gun slots and the Germans were beat off from the rails. It seemed to be successful, but at that moment an armored train arrived, then another one... everybody understood that it would be the last battle...
An armored train burst out fire at the soldiers, tanks were coming from the other side, and on the flanks infantry attacked. The situation became hopeless, nevertheless, the partisans joined the battle. They created something in the shape of quadrangle in the amelioration ditches and it was there where the soldiers prepared themselves for the worst. The last triumphal impulse was shooting down one of the planes and on seeing that the rest immediately escaped from the battlefield. However, inevitable end of the Kampinos Group became closer and closer. The ammunition finished, in the process of firing the camp carts were destroyed and the horses ran away. The soldiers got encircled. The partisans still managed to beat off the recurrent attacks but it was only a matter of time. The courage and determination of those people can be proven by the fact that when they already didn't have bullets and were attacked by the SS detachments, the partisans let them come as close as possible and rushed to them with bayonets in order to involve the enemy into close combat which made firing impossible. The SS soldiers - German elite detachments - mentally couldn't bear that and took to their heels leaving the weapon. Nevertheless, that was the end. Several small groups broke out of the encirclement, the rest didn't manage to do that. About 170 rebels died there and about 150 were captured, however, those numbers can be higher as SS soldiers and Gestapo shot the captives on the spot. The captives of the Wehrmacht soldiers recall that SS members and Gestapo tried to intercept the captives and the Wehrmacht commanders were always strongly against it, as they didn't want to shoot the captured people. That was the end of the biggest partisan battle in the records of the World War II.
About 1000 partisans broke out from the encirclement. However, they were not able to establish contact with each other already. Part of them still fought in the other regions of the country and some returned to the forest, still new order and new freedom emerged brought on the tanks with red star. Further resistance did not have any sense and those the strongest never lived that long to receive a call for a new war. The world started to live its own life and forgot about the Polish people fighting on every front, as well as about promises given to general Sikorski.

At present the only reminders of those times are memorial brasses, military cemeteries and separate tombs where more rarely with each day the lampions are lighted. Unfortunately, human memory dies together with the people who witnessed those days. And the old battlefields became overgrown with young forest...
It you happen sometime to be in the forest and come deep into its old part, maybe, you could hear the echo of gunshots and commanders hastily giving the orders, as well as the partisans singing; and maybe you'll be lucky to notice at sunset the silhouettes of the cavalrymen on horseback at the edge of the forest among the fields...

The Germans lost about 1000 soldiers and about 500 soldiers were wounded in the battles with the Kampinos Group.

Those who are interested in more detailed information about the history of the Kampinos Group can search for the following books:
1) "Konspiracja i Powstanie w Kampinosie 1944" Józef Krzyczkowski ps. "Szymon" 1962
2) "Grupa Kampinos. Partyzanckie zgrupowanie Armii Krajowej" Jerzy Koszada ps. "Harcerz" 2007.
Certainly, I'd recommed that first book, even though it's rather difficult to find it, as Józef Krzyczkowski was the commander of the Kampinos Group.
Ostatnio zmieniony śr cze 30, 2010 9:35 am przez Ezy.Ryder, łącznie zmieniany 6 razy.
Awatar użytkownika
Ezy.Ryder
Posty: 235
Rejestracja: pn mar 16, 2009 10:58 am
Lokalizacja: Izabelin

Re: Grupa Kampinos

Postautor: Ezy.Ryder » pt cze 25, 2010 1:09 pm

Awatar użytkownika
Ezy.Ryder
Posty: 235
Rejestracja: pn mar 16, 2009 10:58 am
Lokalizacja: Izabelin

Re: Grupa Kampinos

Postautor: Ezy.Ryder » sob cze 26, 2010 7:55 pm

Nowe fotki
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.
Ostatnio zmieniony ndz lip 18, 2010 4:19 pm przez Ezy.Ryder, łącznie zmieniany 1 raz.
Awatar użytkownika
Ezy.Ryder
Posty: 235
Rejestracja: pn mar 16, 2009 10:58 am
Lokalizacja: Izabelin

Re: Grupa Kampinos

Postautor: Ezy.Ryder » ndz lip 18, 2010 4:18 pm

Tablice pamiątkowe z kościoła w Wierszach. Stan tablic świadczy że pamięć o tamtych dniach wśród mieszkańców wciąż jest żywa.
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.
Ostatnio zmieniony ndz lip 18, 2010 4:35 pm przez Ezy.Ryder, łącznie zmieniany 1 raz.
Awatar użytkownika
Ezy.Ryder
Posty: 235
Rejestracja: pn mar 16, 2009 10:58 am
Lokalizacja: Izabelin

Re: Grupa Kampinos

Postautor: Ezy.Ryder » ndz lip 18, 2010 4:29 pm

Cmentarz żołnierzy Grupy Kampinos w Wierszach.
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.
Awatar użytkownika
Ezy.Ryder
Posty: 235
Rejestracja: pn mar 16, 2009 10:58 am
Lokalizacja: Izabelin

Re: Grupa Kampinos

Postautor: Ezy.Ryder » ndz lip 18, 2010 4:33 pm

Pomnik Niepodległej Rzeczypospolitej Kampinoskiej w Wierszach.
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.
Ostatnio zmieniony wt lip 20, 2010 6:01 pm przez Margos, łącznie zmieniany 3 razy.

Wróć do „II wojna światowa”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość