Sojusz Polski z Hitlerem?

Awatar użytkownika
Ezy.Ryder
Posty: 235
Rejestracja: pn mar 16, 2009 10:58 am
Lokalizacja: Izabelin

Sojusz Polski z Hitlerem?

Postautor: Ezy.Ryder » pn mar 23, 2009 3:13 pm

Pozwolę sobie wkleić ciekawy artykuł Bogusława Wołoszańskiego.
Co o tym sądzicie?

Może już czas, po wielu dziesięcioleciach, zacząć odkrywać prawdziwy charakter wielkiego wydarzenia, które zmieniło Polskę, Polaków, Europę. Wrzesień 1939 roku tak długo był przedmiotem propagandowej manipulacji, że dzisiaj znamy jego bardzo wypaczony obraz.

Ta wojna zaczęła się daleko od Westerplatte i dużo wcześniej. W 1935 roku na wielkim poligonie pod Kijowem, gdzie Armia Czerwona zaprezentowała zachodnim obserwatorom swoje możliwości. Zagraniczni obserwatorzy wojskowi z podziwem patrzyli, jak tysiąc czołgów, które przebyły setki kilometrów, z marszu rozwijało bojowe formacje. Dla brytyjskiego generała Archibalda Wavella, który wiedział, że armia jego kraju dysponuje niewiele ponad trzystu czołgami, widok takiej masy pojazdów pancernych zgromadzonych na jednym poligonie był szokiem. A siła pancernej pięści zademonstrowana na wstępie ćwiczeń była tylko przygrywką do pokazów, które olśniły i przeraziły zagranicznych obserwatorów. Zadziwieni patrzyli na wielkie samoloty TB-3, z których wyskakiwały setki spadochroniarzy. W żadnym państwie świata nie myślano nawet o wojskach powietrznodesantowych, a pokazy pod Kijowem dowodziły, że w Związku Radzieckim są ich całe dywizje. Na łące lądowały duże samoloty transportowe, z których wyjeżdżały tankietki, samochody opancerzone i działa. Na oczach obserwatorów formował się oddział uderzeniowy, dysponujący artylerią i bronią pancerną. Był jak taran zdolny skruszyć obronę wroga, który nie mógł w tak krótkim czasie przygotować się do odparcia niespodziewanego ataku przeprowadzonego głęboko na tyłach frontu.
Dla oficerów z Zachodu wniosek był jeden: Armia Czerwona wkrótce będzie gotowa ruszyć na Zachód, a żadne z państw demokratycznych nie znajdzie dość siły, aby ją zwyciężyć. Tym bardziej że uruchomienie masowych zbrojeń, nadzwyczaj trudne w zachodnich demokracjach, wymagało czasu i mogło tylko sprowokować Stalina do wcześniejszej agresji. A kto mógłby zatrzymać ten radziecki walec, gdy ruszy na Zachód? Oczy polityków zwróciły się na... Hitlera. Tylko Niemcy mogli stawić czoła radzieckiej potędze, zanim ta dotarłaby do Paryża. Oczywiście, pod warunkiem, że dostaliby szansę budowy wielkiej i silnej armii. I tak w roku 1935, gdy Armia Czerwona przestraszyła europejskich polityków i wojskowych, Zachód przymknął oczy na łamanie przez Niemcy ograniczeń zbrojeń, jakie narzucono temu państwu po pierwszej wojnie światowej. Wehrmacht, który w tym roku zajął miejsce nielicznej Reichswehry, uzyskał nieograniczone możliwości stania się największą siłą Europy. A Hitler doskonale wiedział, że może sobie pozwolić na wiele więcej.
Pochód na Zachód nie odbywałby się na wąskim odcinku frontu. Wielka Armia Czerwona z tysiącami czołgów rozlałaby się na setki kilometrów i przewaliła nie tylko przez Polskę, ale również przez Czechosłowację i Austrię. Wehrmacht, widziany już jako obrońca zachodniej cywilizacji, musiał mieć przestrzeń do działania. Ta świadomość zbiegała się z ogromną niechęcią, jaką rząd brytyjski darzył Czechów. Premier Neville Chamberlain nazywał ich "ludźmi z dolnej półki". Czesi nie pozostawali dłużni, czego dowodem była rozmowa telefoniczna, jaką z prezydentem Edwardem Beneszem przeprowadził Jan Masaryk, ambasador czeski w Londynie: - Ten złośliwy, stary.. (tu padło wyjątkowo obelżywe i niesmaczne określenie pod adresem Chamberlaina) stęsknił się za lizaniem <font color='red'>[#$%%^&]</font> Adolfa - powiedział Masaryk. Już nawet wystawił język! - To wepchnij mu go z powrotem - poradził prezydent. - Postaraj się przywrócić mu zmysły.
- Ta stara bestia postradała już zmysły, z wyjątkiem węchu, którym wyczuwa nazistowskie gówno i kręci się dookoła tego. Chamberlain dowiedział się, co o nim sądzą czescy politycy, gdyż ich rozmowa została nagrana przez wywiad niemiecki i przekazana brytyjskiemu premierowi. Nie należy jednak sądzić, że miało to jakikolwiek wpływ na dalsze decyzje rządu brytyjskiego. Postanowienia konferencji w Monachium, gdy bez udziału Czechów zadecydowano o przekazaniu Niemcom części ich ziem, miały dać Wehrmachtowi dobre pozycje obronne przed nadchodzącą od wschodu Armią Czerwoną. Wszystko dla zapewnienia bezpieczeństwa i uchronienia zachodniej cywilizacji przed bolszewickimi hordami. Pozostawał problem Polski.

Adolf Hitler, po obejrzeniu 10 października 1938 r. potężnych umocnień w pobliżu miasteczka Ceske Velenice, które tak hojnie przyznano Niemcom w Monachium, wygłosił przemówienie. Atakował Anglików ("Słabi, dekadenccy, prowadzeni przez zdegenerowaną arystokrację") i Francuzów ("Łacińskie kundle i wazeliniarze"). Nagle wspomniał o Polakach: - Podziwiam Polaków. Nie dają się zastraszyć. Mogę być przyjacielem Polaków i powiadomię mojego dobrego przyjaciela Lipskiego (mówił o polskim ambasadorze w Berlinie), że może na mnie liczyć!
Kłamał? Nie. Wskazywał, w jaką stronę zamierza prowadzić swą politykę, w której Polska odgrywała bardzo istotną rolę. Uważał, że może dogadać się z naszym rządem. Dwa tygodnie później, 24 października 1938 roku, do Berchtesgaden przyjechał ambasador Józef Lipski. W pobliżu tego alpejskiego miasteczka miał swą oficjalną rezydencję Adolf Hitler, a to wskazywało, że wizyta polskiego ambasadora ma znaczenie szczególne. Wieczorem Lipski spotkał się w restauracji hotelu Grand z Joachimem von Ribbentropem, ministrem spraw zagranicznych Niemiec. - Nadszedł czas osiągnięcia porozumienia we wszystkich możliwych sprawach, które powodują rozdźwięki między Niemcami i Polską - zaczął rozmowę Ribbentrop. Potem przedstawił propozycję: Polska odda Gdańsk oraz wyrazi zgodę na wybudowanie eksterytorialnej autostrady i linii kolejowej, które połączyłyby Rzeszę z Prusami Wschodnimi. To nie było żądanie, lecz propozycja ugody. Oferował, że w zamian Niemcy udostępnią Polsce podobną trasę drogową i kolejową biegnące przez Gdańsk, wolny port w tym mieście i rynek zbytu na polskie produkty. Gdyby zatrzymać się na tym etapie propozycji Ribbentropa, można byłoby odnieść wrażenie, że była to szczera oferta. Jednakże Ribbentrop posunął się dalej, wskazując, że Polska powinna dołączyć do paktu antykominternowskiego, czyli proponował Polsce sojusz z Niemcami, Włochami i Japonią przeciwko Związkowi Radzieckiemu! A to stawiało nasz kraj w równym rzędzie z mocarstwami ówczesnego świata.
Czy Polska mogła zawrzeć sojusz z Niemcami? Dzisiaj odpowiemy: "nie", gdyż stalibyśmy się współwinni późniejszych masowych zbrodni nazizmu. Ale czy Włochom, Węgrom, Finom, Rumunom, Bułgarom i innym sojusznikom Niemiec ktokolwiek zarzuca udział w ludobójstwie? Na szczęście nasz minister spraw zagranicznych Józef Beck nie musiał rzucać się w ramiona Joachima von Ribbentropa. Wystarczałoby, żeby wykorzystał ugodowe nastawienie Hitlera i szachował naszych wrogów (Związek Radziecki) i sojuszników (Francję i Wielką Brytanię) możliwością zawarcia paktu z Niemcami. W ten sposób mógłby wymusić na nich postępowanie korzystne dla Polski. Tym bardziej że dwa dni później Theo Kordt, pierwszy sekretarz ambasady niemieckiej w Londynie, a prywatnie członek opozycji antyhitlerowskiej, spotkał się z sir Robertem Vansittartem, głównym doradcą dyplomatycznym rządu brytyjskiego, i poinformował go o przebiegu rozmowy w Berchtesgaden. Anglicy przestraszyli się nie na żarty. I zaczęli Polakom obiecywać gruszki na wierzbie, byleby trzymali się z daleka od Hitlera. Problem w tym, że minister Beck w te obietnice uwierzył. Zamiast rozgrywać niemiecką kartę, zamiast robić wszystko, aby storpedować możliwość zbliżenia Niemiec ze Związkiem Radzieckim, zaufał angielskim gwarancjom. Uwierzył, że Anglicy, choć mieli słabą i nieliczną armię i jeszcze słabsze lotnictwo, wyślą je do walki o Gdańsk, choć nie istniały żadne możliwości przerzucenia nawet tych słabych wojsk. Minister wierzył, że Francuzi, którzy wydawali miliardy na budowę bunkrów Linii Maginota, nie będą tam kryć swoich żołnierzy, ale wyślą ich, aby ginęli w walkach na granicy Niemiec. W ostatniej chwili, gdy w marcu 1939 roku premier Chamberlain, niespodziewanie, bez konsultacji z parlamentem, udzielił Polsce gwarancji nienaruszalności granic, nie dostrzegł w tym podstępu, chęci usztywnienia polskiej polityki wobec Niemiec i storpedowania jakichkolwiek prób dogadania się z Niemcami. Działał tak jak tego sobie życzył premier Chamberlain. Minister potrząsał pięścią, krzyczał, że nie oddamy ani guzika. - Zrozumiałem, że jeżeli uderzę na Zachód, Polacy, wypełniając swe zobowiązania sojusznicze, zaatakują nas - mówił Hitler do swych oficerów na tajnej konferencji w Berchtesgaden 22 sierpnia 1939 roku.- Dlatego zdecydowałem się rozpocząć wojnę z Polską. Polskie wojska wypełniły sojusznicze zobowiązania co do joty. Do początków października 1939 roku toczyły bohaterską, krwawą walkę w obronie ojczyzny.
To politycy nie uchronili naszego kraju przed wyniszczeniem, tak wielkim, że jego skutki odczuwamy do dzisiaj. Zwłaszcza w polityce

Bogusław Wołoszański

Pytanie jak byśmy na tym wyszli......
Awatar użytkownika
tete
Administrator - Stowarzyszenie
Posty: 775
Rejestracja: pt mar 13, 2009 10:37 am
Lokalizacja: Płock
Kontakt:

Re: Sojusz Polski z Hitlerem?

Postautor: tete » pn mar 23, 2009 3:45 pm

Problem moim zdaniem polegał na czymś na czym przejechaliśmy się już nie raz. Na położeniu geopolitycznym. Byliśmy klinem pomiędzy dwoma totalitaryzmami. Zachód dobrze wiedział że Polacy będą bronić swojej ledwo co odzyskanej niepodległości do ostatniej i nie przysłowiowej kropli krwi. Dlatego postanowił doprowadzić do sytuacji w której ten polski klin będzie uderzany z obydwu stron i relatywnie przez długi okres czasu "nie wyleci". W ówczesnej sytuacji nie było dobrego rozwiązania. Związanie się z Hitlerem lub Stalinem wiązało się ze zgoda na znaczne ograniczenie suwerenności. Nie zazdroszczę dyplomatom tamtego okresu. Chichotem historii wg mnie jest to iż te dwa totalitaryzmy utworzyły się mniej więcej w jednym czasie i starły o panowanie nad Europą. Byliśmy ofiarą tej sytuacji, bo w gruncie rzeczy przy akceptacji zachodu, który w tylko swoim interesie walczył o w miarę stabilną sytuacje popadliśmy w niewolę sowiecką. Nie chciałbym bym rozstrzygać czy było to lepsze czy gorsze od ewentualnego paktu z Niemcami. Skończyło by się pewnie na wcześniejszym powstaniu żelaznej kurtyny i późniejszej wojnie. Hitler był mądrzejszy o jedną sprawę od Anglików i Francuzów. Ówczesna Czerwona Armia, była przygotowywana do ataku i niesienia rewolucji. Troszkę gorzej więc (a nawet jak pokazywały wczesne sukcesy Hitlera prawie w ogóle) radziła sobie w obronie. Hitler ponadto potrafił wykorzystać i przekopiować radzieckie rozwiązania techniczne, np zastosować diesla którego paliwo jest mniej podatne na zapłon. Jednak Hitler nie do końca odrobił lekcje historii. Jego też pokonał Generał Mróz. Alianci wraz z ZSRR wykorzystali dobrze szanse jaką im dał.
Być rządzonym oznacza, pod pretekstem dbałości o dobro ogółu być zmuszanym do płacenia
Być rządzonym oznacza być uciskanym okradanym, oszukiwanym, drenowanym, represjonowanym
Taka jest władza, taka jest jej sprawiedliwość,
Taka jest władza, taka jest jej moralność.

(c) SS20 aka Dezerter
Obrazek
Awatar użytkownika
Ezy.Ryder
Posty: 235
Rejestracja: pn mar 16, 2009 10:58 am
Lokalizacja: Izabelin

Re: Sojusz Polski z Hitlerem?

Postautor: Ezy.Ryder » pn mar 23, 2009 4:29 pm

Wiesz, można dziś jedynie gdybać, faktem natomiast jest że Polska była do 42 roku 3 co do wielkości sojusznikiem aliantów. Z chwilą kiedy do wojny przystąpiła Rosja i USA zostaliśmy sprowadzeni do roli pionka. Pytanie czy USA by przystąpiły do sojuszy gdyby do tego czasu Wielka Brytania i Rosja zostały pokonane. Obawiam się że znając specyficzna politykę USA pogratulowali by Hitlerowi zwycięstwa i tyle by tego było. Może właśnie my mogliśmy przeważyć szalę tej wojny? pytanie tylko co potem...
Awatar użytkownika
trobal
Posty: 1202
Rejestracja: pt mar 13, 2009 9:32 am
Lokalizacja: Puławy
Kontakt:

Re: Sojusz Polski z Hitlerem?

Postautor: trobal » pn mar 23, 2009 4:33 pm

Moim zdaniem...
B. Wołoszański kojarzy mi się z teoriami spiskowymi ale to tylko moje własne odczucie, gdyż wielokrotnie szukał sensacji tam gdzie jej nie było.

Polityka to gra, szczególnie ta międzynarodowa. Polacy nie posiadali dobrze przygotowanej kadry dyplomatycznej. Za to doskonale zdawali sobie sprawę z trwającej od lat współpracy niemiecko-radzieckiej. Oba kraje objęte były sankcjami z których pragnęły się wyrwać. Dlatego Niemcy ćwiczyli na poligonach radzieckich (u siebie nie mogli przetestować nowych rodzajów broni). Dostarczali Armii Czerwonej sprzęt wojskowy. W zamian otrzymywali zboże. Współpraca ta ciągnęła się niemal od początku dojścia do władzy Hitlera, który podjął się prowadzenia polityki powrotu do potęgi pruskiej. Kto mógł mieć lepsze rozeznanie w skali współpracy jak nie Polacy?

Z drugiej strony państwa zachodnich demokracji walczyły u siebie z przeszłością na którą składały się: i pierwsza wojna światowa, i kryzys światowy. Demokracje dłużej przeżywają takie doświadczenia. Ich głównym celem było zachowanie pokoju. Cena nie była już tak ważna gdy płaciły państwa Europy Środkowej, a nie oni. Słowa Hitlera jako dowód? W 1938 r. Niemcy mocno naciskali na Czechy i na Polskę. Po otrzymaniu zapłaty za nie rozpoczynanie wojny wódz III Rzeszy musiał powiedzieć coś co upewni Zachód, że zrezygnował ze swoich wojennych zamiarów. Ale gospodarka niemiecka już była gospodarką wojenną. Już nie było szans na jej wyhamowanie. W roku 1938 już nie tylko ideolodzy pokroju Hitlera chcieli wojny, potrzebowali jej wielcy przemysłowcy. Także karne wojsko było zainteresowane w zmyciu z siebie hańby niedokończonej (bo przecież oficjalnie nie przegranej) wojny.

A teraz z innej strony patrząc. Znamy niemiecką ideologię rasową z okresu III Rzeszy. Mamy świadomość tego jak pakt Ribbentrop-Mołotow trwale zapewnił pokój między III Rzeszą, a Związkiem Radzieckim. Dlaczego dziś szukamy dowodów na to, że "Hitler nas zdradził"? Dziś wiemy, że żaden pakt pomiędzy "bratnimi narodami" nie byłby gwarancją nietykalności II Rzeczypospolitej. Politycy hitlerowscy nie mieli skrupułów, by każdą umowę z gorszymi od siebie złamać. A tu? Bóg, honor, ojczyzna. To może gdyby taka umowa była, zamiast walczyć z Wehrmachtem polska armia powinna się na niego obrazić, a na uderzenie nadal czekać na wschodzie Polski?

To takie widzenie świata wg trobala i jego rozwlekły styl. Mam nadzieję, że nie znający mnie się do tego przyzwyczają.
zapuszczam wąsy, wyciągam szablę
pędzę na koniu po śmierć i chwałę
a żadna myśl nie mąci w głowie
bo tu emocje podsycają ogień
Dezerter "My Polacy"
Awatar użytkownika
Ezy.Ryder
Posty: 235
Rejestracja: pn mar 16, 2009 10:58 am
Lokalizacja: Izabelin

Re: Sojusz Polski z Hitlerem?

Postautor: Ezy.Ryder » pn mar 23, 2009 8:05 pm

Tez nie jestem wielkim fanem Pana Wołoszańskiego, jakkolwiek ta teoria nie jest tak całkiem niedorzeczna.
Jak wiele narodów było sojusznikami III Rzeszy i czy wyszli na tym gorzej niż my? Wiem ile warte były słowa Hitlera i podpisywane z nim pakty, ale też wiem że potrafił on liczyć i potrzebował ludzi.
W Wehrmachcie i SS służyły odziały różnych narodowości, nawet żydowskiej i ukraińskiej, służyli też Polacy ze śląska wcielani siłą do niemieckiej armii. Notabene do dziś otrzymują niemieckie emerytury.
Nasi żołnierze bili się na wszystkich frontach i wysyłano ich w najgorszy kocioł. O ich walorach bojowych można się najlepiej dowiedzieć z pamiętników niemieckich żołnierzy. Tyle że kiedy skończyła się wojna każdy polski żołnierz otrzymał dwa listy. Jeden od brytyjskiego rządu w którym napisano że dziękujemy za ofiarność ale sorry, nie ma tu dla was miejsca, więc wracajcie do domu w objęcia wujka Stalina. Drugi list był właśnie od niego w którym pisał że czeka z otwartymi rękami. Ci którzy zaraz po wojnie wrócili do Polski otrzymali karę śmierci i osadzano ich w więzieniach (takich jak X pawilon) razem z niemieckimi zbrodniarzami (niezła ironia co?). Polska jako kraj na wyraźne polecenie Stalina nie złożyła akcesu do inicjatywy jaką był Plan Marschalla. Za odszkodowania wojenne od Niemiec wybudowano rurociąg naftowy przyjaźń. Co w tej wojnie straciliśmy? Suwerenność, stolicę, ziemie wschodnie i prawie 6 milionów ludzi.
Co zyskaliśmy? Ziemie zachodnie i....... nie wiem... per saldo kiepsko wychodzi.
Niemcy złamali pakt o nieagresji z Rosją bo Hitler doskonale wiedział że Stalin prędzej czy później uderzy, kwestia była żeby nie zdążył się uzbroić. Marzeniem Stalina było dojście do Hiszpanii, w myśl teorii Lenina, że jeśli socjalizm przestanie się rozprzestrzeniać to upadnie. Mrzonki te zostały całkowicie zniweczone w 45 roku kiedy w Hiroszimie Amerykanie postawili pierwszego grzyba. Był to jednocześnie ostatni moment na zniszczenie socjalizmu. Między innymi generał Patton był zwolennikiem doktryny że wojna się skończy jeśli wojska sprzymierzone zajmą Moskwę. Niestety zginął w tajemniczych okolicznościach. Aczkolwiek to już całkiem inna historia
Nie jestem fanem nazizmu ani zwolennikiem teorii sojuszu z Hitlerem, po prostu takie tam przemyślenia...
Awatar użytkownika
tete
Administrator - Stowarzyszenie
Posty: 775
Rejestracja: pt mar 13, 2009 10:37 am
Lokalizacja: Płock
Kontakt:

Re: Sojusz Polski z Hitlerem?

Postautor: tete » pn mar 23, 2009 8:50 pm

Celne spostrzeżenia. Polska w tamtych czasach (patrze z perspektywy dnia dzisiejszego) miała do wyboru: wpaść pod łapę Hitlera, wpaść pod łapę Stalina, naiwnie i kurczowo uczepić się szansy, że państwa zachodnie wykażą honor i staną na twardej pozycji wobec obu zbrodniczych systemów. Jak teraz wiemy nadzieja okazała się płonna, więc wybór był żaden.
Być rządzonym oznacza, pod pretekstem dbałości o dobro ogółu być zmuszanym do płacenia
Być rządzonym oznacza być uciskanym okradanym, oszukiwanym, drenowanym, represjonowanym
Taka jest władza, taka jest jej sprawiedliwość,
Taka jest władza, taka jest jej moralność.

(c) SS20 aka Dezerter
Obrazek
Awatar użytkownika
trobal
Posty: 1202
Rejestracja: pt mar 13, 2009 9:32 am
Lokalizacja: Puławy
Kontakt:

Re: Sojusz Polski z Hitlerem?

Postautor: trobal » pn mar 23, 2009 9:21 pm

Ezy.Ryder ale to co napisałeś to już zupełnie inne zagadnienie. Ja wiem, że chodzi o takie rzeczy jak poczucie wspólnoty narodowej, cierpienia milionów, niesprawiedliwość dziejową... W sumie to jednak zawsze wygląda jak księgowe konto zysków oraz strat, w podsumowaniu płacze się nad stratami i niewykorzystanymi szansami.

Ani gdybanie, ani zarzucone pomysły nie zmieniają świata. Co więcej, świat dwubiegunowy wydaje się być szalenie prosty i przez to atrakcyjny. Mamy biel i czerń i co jest czym zależy tylko od tego po której stronie staniemy. Ale to uproszczenie. Np. społeczeństwo Niemiec dało się oszukać, że wyszło z kryzysu dzięki Hitlerowi. Tymczasem poziom życia był niższy niż przed kryzysem. Wiara w poprawę przejawiała się m.in. w tym, że masowo ludzie wnosili przedpłaty na VW, a przecież ani jeden nie powstał w III Rzeszy (poza prototypem). Także ludzie radzieccy początkowo w narodowym socjalizmie widzieli jakiś socjalizm, a dopiero później zobaczyli w nim faszyzm czy nazizm. W Polsce międzywojennej obie ideologie cieszyły się dużą popularnością ale bardziej legalne pozostawały sympatie faszystowskie. Fobia antykomunistyczna miała swoje źródła w wojnie 1920 roku. Jasne było, że Stalin dąży do stworzenia imperium. Z tego też zdawali sobie sprawę alianci. Stalin obszedł nieco ich zastrzeżenia tworząc państwa satelickie (strefy wpływów nie tak sobie alianci wyobrażali).

A Patton... Pewnie gdyby wszystko poszło tak jak on to widział to nie byłoby katastrofy w Czarnobylu ale byłoby wiele miejsc skażonych i wiele ofiar. Tylko czy z tym żyłoby się lepiej? Na pewno inaczej. No i to też raczej wychodzi poza zagadnienie porozumienia niemiecko-polskiego. Walec historii jeździł przez Polskę w te i we wte ale autostrad z tego nie było. Dla większych sąsiadów Polska międzywojenna była ziemią niczyją. Mogli się nią dzielić. Mogli na niej walczyć. Stary system sojuszy kanapkowych okazał się nieskuteczny. Chcąc kontynuować musiałbym wkroczyć na minę gdybania. Kończę by tego uniknąć.
zapuszczam wąsy, wyciągam szablę
pędzę na koniu po śmierć i chwałę
a żadna myśl nie mąci w głowie
bo tu emocje podsycają ogień
Dezerter "My Polacy"
Awatar użytkownika
Ezy.Ryder
Posty: 235
Rejestracja: pn mar 16, 2009 10:58 am
Lokalizacja: Izabelin

Re: Sojusz Polski z Hitlerem?

Postautor: Ezy.Ryder » pn mar 23, 2009 9:45 pm

Zaiste można polemizować jeszcze długo, ja chciałem zwrócić uwagę w sumie na jedną rzecz.
Stalin programowo nienawidził nas za Cud nad Wisłą i trzeba było być wyjątkowym optymistą żeby wierzyć że będzie dla nas miły...
Czy zatem odrzucenie niemieckiego sojuszu przeciwko niemu było mądrym rozwiązaniem?
W efekcie mieliśmy dwóch potężnych wrogów po obu stronach granicy, i wątpliwych przyjaciół nieco dalej...
Na co zatem wtedy liczyli nasi politycy?

Wróć do „II wojna światowa”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość