Bitwa pod Studziankami 9 sierpnia - 16 sierpnia 1944

Awatar użytkownika
michalziem
Posty: 126
Rejestracja: czw cze 03, 2010 10:42 pm
Lokalizacja: Źródła

Bitwa pod Studziankami 9 sierpnia - 16 sierpnia 1944

Postautor: michalziem » śr sie 25, 2010 11:55 pm

krotki opis bitwy
Spoiler:
Sam nie wiem dlaczego, ale bardzo ciekawi mnie ta bitwa, przeczytałem Studzianki Janusza Przymanowskiego i ciągle mi mało informacji, może znacie jeszcze jakieś publikacje dotyczące tej bitwy lub relacje uczestników, jeśli ma ktoś jakieś fotki ze Studzianek to proszę niech wstawi, interesuje mnie wszystko.
Może ktoś z forumowiczów opowie coś o tej miejscowości, swoje przeżycia i spostrzeżenia z odwiedzin tej wsi, będę bardzo wdzięczny.
Jeśli kogoś interesują skany fotek z książki Studzianki to mogę wysłać na emaila.
... a poza tym nigdy się już chyba nie spotkamy,
niech Cie pancerz i moje myśli od pocisków bronią...
Awatar użytkownika
michalziem
Posty: 126
Rejestracja: czw cze 03, 2010 10:42 pm
Lokalizacja: Źródła

Re: Bitwa pod Studziankami 9 sierpnia - 16 sierpnia 1944

Postautor: michalziem » czw sie 26, 2010 1:28 pm

fotki chciałem doda ale mam większość w bmp a takim rozszerzeniu nie mogę dodać, ale mam kilka w jpg
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.
... a poza tym nigdy się już chyba nie spotkamy,
niech Cie pancerz i moje myśli od pocisków bronią...
Awatar użytkownika
michalziem
Posty: 126
Rejestracja: czw cze 03, 2010 10:42 pm
Lokalizacja: Źródła

Re: Bitwa pod Studziankami 9 sierpnia - 16 sierpnia 1944

Postautor: michalziem » ndz sie 29, 2010 6:50 pm

zastanawiałem się czy to napisać ale co mi szkodzi najwyżej dostane przezwisko dzieciak :)
a wiec jak czytałem, czytam książkę Studzianki to mam zawsze założony hełmofon i w rękę biorę jakąś łuskę od Mausera a i najlepiej mi się czyta w ogródku pod świerkiem, wiem że to może trochę dziwne ale w takim zestawie jakoś to lepiej oddaje atmosferę z książki
... a poza tym nigdy się już chyba nie spotkamy,
niech Cie pancerz i moje myśli od pocisków bronią...
Awatar użytkownika
michalziem
Posty: 126
Rejestracja: czw cze 03, 2010 10:42 pm
Lokalizacja: Źródła

Re: Bitwa pod Studziankami 9 sierpnia - 16 sierpnia 1944

Postautor: michalziem » wt sie 31, 2010 9:09 pm

Jak pod Studziankami T-34/76 pokonało ferdynadna.

Jak pokonać Niemiecki niszczyciel czołgów co waży 65 ton, czołowy pancerz ma grubość 200 mm (20 cm)
a boczny 80 mm. Pojazd jest uzbrojony w armatę 88 mm PaK 43/2 L/71 (o długości lufy 71 kalibrów). Pociski wystrzelone z tego działa umożliwiały przebicie czołowego pancerza każdego czołgu alianckiego, nawet z odległości 1,5 km??? Dokonała tego załoga czołgu t 34/76 o nr taktycznym 225 z 1 Brygady Pancernej 2 pułku czołgów 2 kompani czołgów pod dowództwem chor. Edwarda Gruszki 10 sierpnia 1944 r podczas Bitwy Pod Studziankami a było to tak:

Wiem wiem tekst jest długi ale warty przeczytania, szczególnie końcówka ciekawa

Edward kontra ferdynand
Czołg 225, przypadkowo przeprawiony razem z 1 kompanią stał nieco z boku, chorąży postanowił czekać na swoich. W parę minut później przyszło mu do głowy że skoro tamtych natychmiast rzucano do boju, to sytuacja musi być groźna. Widocznie liczy się każdy czołg i może to nie uczciwe czekać na 2 kompanię.
Wahał się jeszcze chwilę, a potem urządził krótką naradę z załogą. Wszyscy byli zgodni-nie ma co czekać, kiedy inni się biją. Kierowca sierżant Kazik Dubielecki powiedział:
- Mnie do domu spieszno, a droga tylko tamtędy...
Nie pytając już więcej nikogo, zapuścili silnik pełnym gazem poszli świeżymi śladami gąsienic.
W Wygodzie zgubili ślad piach był rozjeżdżony w różnych kierunkach. Obok nieco dalej na zachód rozgorzała nagle gwałtowna strzelanina i ciężkie pociski zaczęły się rwać w pobliżu. Zatrzasnęli włazy i postanowili przeczekać ogień, koło przydrożnego krzyża.
Strzelanina ucichła i zaraz ktoś zastukał. Okazało się że to łącznik ze sztabu pułku. Przyniósł rozkaz żeby się zgłosić pod komendę dowódcy batalionu gwardii, siadł na pancerz i poprowadził. W leśnym sztabie radziecki kapitan zapewne Tkałunow wyjaśnił, że chodzi o zdobycie leżącej na pagórku gajówki. Na lewym skrzydle, przesieką, pójdzie jeden czołg, ich maszyna przez pola na prawym a środkiem uderzy dwudziestu piechurów.
- Ilu? - Gruszka był pewien że się przesłyszał
- Dwudziestu - powtórzył tamten i dodał jeszcze z naciskiem: - Prawie cała kompania.
Sygnał dostaniecie przez radio. Sierżant ze sztabu batalionu zaprowadził ich na stanowisko wyjściowe. po drodze minęli dogorywający czołg 115. Podoficer wskazał ręką i powiedział:
- Wasz. Dralis kak gieroi.
Sto metrów dalej stanęli za drzewami. Gruszka i Dubielicki wyszli z wozu, podkradli się na skraj lasu. Sierżant pokazał im gajówkę. Wypili po ćwierć kubka bimbru pod ten upał i sierżant odszedł życząc im powodzenia. Wypatrzyli baterie niemieckich moździerzy. Postanowili zostawić je w spokoju, żeby nie zdradzać stanowiska i wykończyć jak tylko ruszą.
- Był jaki sygnał? - spytał Gruszka kiedy wrócili do wozu
- Jeszcze nie - odpowiedział kapral Łodynia. - Taka kotławina w słuchawkach, że trudno się połapać.
Gruszka wdział hełmofon - eter był rzeczywiście pełen szumów, trzasków i ludzkich głosów. Diabli wiedzą może już padł rozkaz, może piechota ruszyła a oni siedzą w tym ukryciu i tamtych sztych wystawią.
Usłyszał w lesie na lewo gęste serie i przekonany że piechurzy poszli do ataku rozkazał:
- Ruszamy! Rżnij, Kazik z kopyta, a ty Adam odłamkowym!
Dubielecki podegnał silnik na wyższe obroty, łagodnie dźwignął wóz z miejsca, łamiąc co mniejsze chojaczki poszedł do przodu, sprawnie przeskakując na coraz to wyższe przełożenia. Ledwo wywinęli za drzew na rżyska i już gnali dużym gazem.
Edek zaklął szpetnie bo złamana gałąź wbiła się w szczelnie pancerz i przesłaniała celownik. Wyłowił jednak kopki żyta gdzie stały moździerze i na pełnym biegu wyrąbał w to miejsce cztery granaty jeden po drugim, przeciągnął seriami po okopach. Słyszał też terkot dolnego erkaemu - Włodek też nie próżnował.
- Biją do nas z szopy - zameldował Łodynia.
Gałązka spadła, chorąży zobaczył przez celownik błysk jakby spod strzechy i z ulgą pomyślal że tamci choć strzelają z miejsca i nie daleko nie mają - ze trzysta metrów - haniebnie już dwa razy spudłowali. Nie wchodząc losu na pokuszenie uniósł lufę, bo pole cały czas szło pod górkę i rąbnął w tą oborę czy stodołę. Pocisk nieco przeniósł, dach się dźwignął, a potem opadł rozerwanymi strzępami, objęty ogniem.
Dubielecki gnał maszynę jak na wyścigach i Gruszka nagle tuż przed sobą zobaczył piaszczyste przedpiersie i wyskakujących na nie grenadierów, którzy ciskali granaty. Wozem rzuciło w dół, w górę, na boki - mechanik prasował okopy przydeptywał gąsienicą km.
Podczas tych karkołomnych skoków, dokonywanych w kłębach kurzu wzniesionego przez traki i wybuchy granatów ręcznych, nie widzieli niczego. w celowniku i wizjerach migały na przemian to ziemia to niebo. Nie widzieli również że ściany stodoły w gajówce się rozpadły i wypełznął spod nich ferdynand okryty stogiem gorejącej strzechy. Cofał się jeszcze, ale już zassał płomień i trysnął ogniem jak pochodnia.
Kiedy wyjechali na równe Edek skierował działo w stronę grupy biegnących Niemców, nacisnął spust, żeby ich roznieść pociskiem i nagle pociemniało mu w oczach. Wystrzał targnął całym wozem , okręcił wieżę do tyłu.
- Rany gorzkie! - wrzasnął Adam Łodynia. - Lufę rozniosło.
Dubielecki przyhamował, Gruszka uchylił właz i zobaczył, że ma rozerwaną u wylotu lufę i na wszystkie strony jak płatki dziwacznego kwiatu sterczą rozgięte pasma stali.
Nim zdążył pomyśleć, co się stało , błysnęło mu w oczach, poczuł uderzenie jakby kto pięścią na odlew rąbnął go w twarz. Chwycił za usta zsunął się do wewnątrz, zatrzaskując zamek. Prawa dłoń odjęta od twarzy pełna była krwi i zębów.
- Do lasu! - wybełkotał
Sierżant błyskawicznie skręcił na miejscu, pogonił w dół po zboczu. Chorąży czuł rosnący ból, krew spływała mu po brodzie na szyję, czekał uderzenia pocisku w tył pancerza. Z ulgą usłyszał że konary sosen tłuką o wieże. Mieliśmy szczęście pomyślał. Nie wiedział że ocalenie zawdzięcza swemu celnemu strzałowi do ferdynanda i dziesięciu odłamkowym pociskom z wozów Olka Pietkiewicza i Janka Szymańskiego, którym zastępca dowódcy 1 kompani podporucznik Kazimierz Olszewski kazał obłożyć ogniem gajówkę.
- Obywatelu chorąży- Adam Łodynia przeszedł nagle na ton oficjalny,
- Przestańmy, ja oparze.
- Czekaj wymamrotał Gruszka.
Otworzył właz wychylił się, żeby dobrać odpowiednie miejsce. Podcięte przez czołg drzewo padło na wieżyczce, przydusiło mu rękę poczęło wlec się nimi po ziemi.
Łodynia zobaczył i wrzasnął
- Stać! Kazik stój!
Wyskoczył na pancerz z siekierką, odrąbał konar.
- Edek daj ja opatrzę.
Wyszyli z wozu. Dubielecki wyłączył silnik. W nagłej ciszy usłyszeli kroki, schowali się za drzewo. Łodynia z pepeszą a Gruszka z dobytym naganem.Zobaczyli gwiazdę na hełmie, opuścili broń.
- Dokąd idziesz? - spytał piechura.
- Mamy atakować gajówkę.
Spojrzeli po sobie. Dubielecki, wspinając się na palce macał strzępy rozerwanej lufy i roześmiał się nagle.
- Oni zaczynają, a myśmy już skończyli. Cholera by to wzięła. Gruszka też chciał się uśmiechnać, ale mu to nie wyszło. Cała dolna część twarzy poczynała siniec, krew wolno kapała na kombinezon.
Adam Łodynia powiedział raz trzeci:
- Edek chodź tutaj, ja opatrzę.
- Szkoda wozu - mamrotał chorąży. - Jemu lufy nie zabandażujesz.
- Pewno. Diabli nadali, co robić? - Kazik się złościł i nie wiedząc jak wyrazić Gruszce współczucie, jeszcze raz zaklął. - Cholera, trzeba nam było czekać kolejki, a nie pchać się w cudzej kompanii na przeprawę.


źródło: "Studzianki" Janusz Przymanowski

przepraszam za wszystkie błędy ort., język., inter. i literówki
ale sprawdzę kiedy indziej bo mnie już oczy bolą od monitora
... a poza tym nigdy się już chyba nie spotkamy,
niech Cie pancerz i moje myśli od pocisków bronią...
Awatar użytkownika
michalziem
Posty: 126
Rejestracja: czw cze 03, 2010 10:42 pm
Lokalizacja: Źródła

Re: Bitwa pod Studziankami 9 sierpnia - 16 sierpnia 1944

Postautor: michalziem » pn sty 17, 2011 7:28 pm

W przerwie świątecznej gdy było wole od szkoły w długie zimowy wieczory brała mnie już głupota bo ile można leżeć i oglądać "Kompanie Braci". Wiec postanowiłem ze trochę się pobawię i zrobię coś w rodzaju albumu o Studziankach dla swojego użytku.. Album-to może zbyt wiele powiedziane fotki na ciekawym papierze w zwykłym skoroszycie. Poniżej zamieszczam kilka fotek z prac, praca teraz trochę ustała bo czekam na kolejna porcje fotek ładnie wydrukowanych na papierze fotograficznym. do tego na pewno dołączy jeszcze tekst Ballady studziankowskiej, na pewno tekst jednej z moich ulubionych piosenek-Biały Krzyż, i byc może jakieś cytaty? w "albumie" jest już tekst Ballady o Spalonym Czołgu (ma to niewiele wspólnego z bitwa pod studziankami i rokiem 44 ale jakoś tak mi się bardzo podoba ten tekst) okładka przejdzie mały lifting ale to dopiero jak dostane kolejne fotki, praca jest trochę (bardzo trochę) czasochłonna ze względu na postarzanie kartek papieru. Przepis na taką kartkę-torebka (albo jak kto woli "pampers" po kawie zbożowej lub herbacie i kawa rozpuszczalna. Brakuje jeszcze opisów pod niektórymi fotkami. Jak skończę to postaram się wrzucić jakiś skan.
Może macie jakieś pomysły jak można udoskonalić mój pomysł? wszelkie uwagi mile widziane.
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.
... a poza tym nigdy się już chyba nie spotkamy,
niech Cie pancerz i moje myśli od pocisków bronią...

Wróć do „II wojna światowa”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość