Drodzy użytkownicy. Docierają do nas zgłoszenia o trudnościach w logowaniu do forum. Dotyczy to niektórych użytkowników, a może być spowodowane awarią z którą jakiś czas temu mieliśmy do czynienia.
Jeśli nie możesz zalogować się na swoje konto, prosimy o informację na adres: logowanie@tradytor.pl - niezbędne może być zresetowanie hasła, w którym pomożemy. Pozdrawiamy.

Jadąc do Szydłowa i wracając z Szydłowa

Awatar użytkownika
trobal
Posty: 1197
Rejestracja: pt mar 13, 2009 9:32 am
Lokalizacja: Puławy
Kontakt:

Jadąc do Szydłowa i wracając z Szydłowa

Postautor: trobal » czw sie 13, 2009 7:55 pm

Istnieją miejsca które ledwo się zobaczyło przez chwilę, a ich obraz pozostaje w pamięci na długo. Niepokoić może tylko to, że miejsca tego się nie zna. Że znajomość jest tylko impresją. Taką znajomość trzeba uzupełnić. Udać się w to miejsce by je lepiej poznać, oswoić pamięć o nim i uspokoić fantazje na temat tego co było zakryte. Tak miałem z Szydłowem. Rok wcześniej pojawiłem się pod nim nocą wracając z Chęcin. Iluminowana brama, iluminowane mury. Musiałem pojawić się tu w dzień. I nadszedł wreszcie moment w którym podjąłem decyzję: jadę do Szydłowa.

Droga, którą sobie zaplanowałem opierała się na założeniu takim, że najpierw jadę do Szydłowa, a potem mogę zmieniać ile się da. Z tym, że pewnym ograniczeniem była lista miejsc, do których mógłbym zajechać gdybym zdecydował się na drogę przebiegającą w pobliżu. Takie planowanie daje mi pewną swobodę. Z góry określiłem cele minimalne - czyli Szydłów - i maksymalne, które mogły być dowolnie mieszane. No i trochę chyba za mocno zamieszałem, bo w końcu pojawiłem się w miejscach spoza planów. Miałem jeszcze jedno założenie ogólne - to wyjazd dwudniowy, a noc wykorzystam na przemieszczanie. Drugi dzień jazdy miał przebiegać pod hasłem powrotu.

Podróż zacząłem podobnie jak poprzedni wypad w te okolice, opisany w wątku Na Łysą Górę... Najpierw bocznymi drogami do Zwolenia. Tutaj miałem nadzieję na ładniejsze ujęcie przydrożnego krzyża w Pająkowie. Intrygują mnie wciąż umieszczane w tych okolicach symbole zawodów fundatorów zamiast inskrypcji pisanych. Żeby się nie powtarzać tym razem jako ilustrację podaję kolejną figurę na której znaki te dostrzegłem. Tu jednak są zamalowane choć można się ich dopatrzeć. Stoi w miejscowości Łagów koło Pająkowa. W ten sposób już znam 3 takie figury.
P1040561.JPG
P1040561.JPG (66.41 KiB) Przejrzano 417 razy
P1040563.JPG
P1040563.JPG (70.2 KiB) Przejrzano 417 razy
Po przejechaniu przez Zwoleń dojechałem do Kazanowa, w którym już wcześniej zauważyłem na cmentarzu przy wejściu pomnik. Tym razem, ponieważ miałem zamiar jechać ekonomicznie podszedłem by sprawdzić kogo w ten sposób uczczono.
P1040565.JPG
P1040565.JPG (95.64 KiB) Przejrzano 417 razy
Okazało się, że jest to miejsce pamięci żołnierzy zgrupowania "Ośki" działającego w okolicach Kazanowa. Więcej zdjęć w temacie Pomnik żołnierzy BCh w Kazanowie

Z Kazanowa nie pojechałem tym razem ku Wielgiem. Trzymałem się niebieskiej trasy rowerowej, czyli podążałem ku Wólce Gońciarskiej, by z niej trafić do Iłży. Tam miałem zamiar (nadzieję) wykonać fotkę portalu kościoła. Niby proste ale jak dotąd trafiałem na śluby i pogrzeby, a nie chcę przeszkadzać wiernym. Trochę mnie zaskoczył w Iłży piec garncarski wciśnięty pomiędzy domy. Wielokrotnie przejeżdżałem tą droga kierując się do centrum starówki iłżeckiej i nigdy dotąd go nie zauważyłem. Pokazałem go już winnym temacie.
Tym razem zamiast uroczystości w kościele zastałem remont. Nie przeszkodziło mi to jednak zrealizować wreszcie po wielu próbach pomysłu na uzupełnienie kolekcji portali.
P1040577.JPG
P1040577.JPG (68.1 KiB) Przejrzano 417 razy
Obok głównego wejścia do kościoła jest tu miejsce pamięci po poległych mieszkańcach Iłży. Opisane w temacie "Tablice pamiątkowe przy kościele w Iłży".

Jeszcze w Iłży podszedłem do zwykle mijanego przeze mnie młyna nad rzeczką.
P1040584.JPG
P1040584.JPG (104.78 KiB) Przejrzano 417 razy
Mieści się w nim lokal o zaskakującej nazwie ;)
P1040585.JPG
P1040585.JPG (94.97 KiB) Przejrzano 417 razy
Wciąż nie wiem czym był słup stojący przy wyjeździe z Iłży. Ale tym razem mogłem zrobić wyraźniejsze zdjęcie.
P1040586.JPG
P1040586.JPG (103.11 KiB) Przejrzano 417 razy
W Błazinach Dolnych lub w Pastwiskach znajduje się przydrożna figura. Zawsze zwracam uwagę na jej kolory. Cała błękitna poza twarzami. I nie mogę zrozumieć dlaczego tak pomalowano tę figurę.
P1040587.JPG
P1040587.JPG (100.68 KiB) Przejrzano 417 razy
Kolejnym przystankiem były Brody. Poprzednio choć byłem blisko starego przepustu to nie zwróciłem na niego uwagi, tak dobrze się ukrywa.
P1040590.JPG
P1040590.JPG (75.12 KiB) Przejrzano 417 razy
Więcej o nim w temacie "Przelew wodny w Brodach".

Po wjechaniu na wzniesienie nad zalewem w Brodach w miejscowości Styków ukazało mi się pasmo Łysicy. Wycelowałem w jego lewy kraniec...
P1040597.JPG
P1040597.JPG (81.24 KiB) Przejrzano 417 razy
...i jazda. Miałem tu porachunki do wyrównania. Poprzednio w okrutnym upale nie dałem rady w walce z rozbujanym krajobrazem. Teraz podszedłem do sprawy ambicjonalnie ale i warunki były lepsze. Udało się. Do Nowej Słupi dojechałem bez schodzenia z roweru. Stąd skierowałem się na Łagów. Po jeździe w przyjemnej zieleni obraz kościółka w Paprocicach był jak olśnienie. Kościółek raczej nowy ale róż i piaskowiec zrobiły swoje jako kontrast dla różnych odcieni zieleni.
P1040603.JPG
P1040603.JPG (63.96 KiB) Przejrzano 417 razy
Droga do Łagowa to sama przyjemność. Zjazd, zjazd, zjazd. Kryje jednak pewną tajemnicę, o której troszkę dalej.
W Łagowie przy rynku znajduje się kościół. Powstał w XVI w.
P1040604.JPG
P1040604.JPG (67.48 KiB) Przejrzano 417 razy
W wyniku remontów wiek kościoła nie rzuca się sam w oczy. Nawet jego portal ma dużo świeższą datę na szczycie i pewnie jest to data remontu. Ja zwróciłem uwagę na dzwonnicę. Tu nic nie jest w stanie ukryć patyny lat w słońcu, deszczu i śniegach.
P1040607.JPG
P1040607.JPG (96.36 KiB) Przejrzano 417 razy
Jeżeli chodzi o wiek samej miejscowości to wiadomo, że Władysław Herman w ok 1085 podarował tą wieś biskupom kujawskim. Ale trzeba było jeszcze trochę czasu by Łagów stał się miastem (1253). Teraz jest wsią gminną.

Kierując się na Raków minąłem zadowolonych rowerzystów. Jeszcze nie znałem przyczyny ich zadowolenia ale sam też byłem zadowolony i radośnie się z nimi przywitałem. Zaraz jednak poznałem ponurą tajemnicę dróg wokół Łagowa. Wszystkie wychodząc z Łagowa wspinają się na okoliczne górki. To dokuczliwe podjazdy za sprawą długości. Tu jak przed Nową Słupią uparłem się wjechać bez postojów - udało się :)

Podbudowany kolejnym sukcesem jechałem do Rakowa. Więcej można poczytać o jego przeszłości niż zobaczyć. Niestety. Ślady po Braciach Polskich zostały zniszczone ale w końcu oni niszczyli ślady po katolicyzmie. Rewanż i wyszło po równo. Dlatego miałem w planie przemknięcie jedynie przez Raków. Zanim jednak do niego dojechałem dostrzegłem w przydrożnych krzakach tabliczkę informującą o znajdujących się w pobliżu ruinach zamku. Strzałka celowała w znajdującą się po prawej stronie drogę gruntową. Nawet się nie zastanawiałem. Na miejscu zastałem tabliczkę "teren prywatny", dwóch ludzi z samochodu dostawczego gospodarstwo rolne. Gospodarz wskazał kierunek i odradził branie z sobą roweru. Po doświadczeniach z Łysą Górą zgodziłem się na pozostawienie sprzętu na podwórzu i ruszyłem ku ruinom. 130 km w nogach dało zaraz o sobie znać - mięśnie od chodzenia ruszyły pełną parą dając wypoczynek tym od napędzania roweru. Czułem się jak elf. Na pierwszym podejściu wyprzedziłem dwóch towarzyszy wspinaczki, którzy zatrzymali się przy ławeczce by złapać oddech. Ruiny zaś okazały się marnymi resztkami w uroczym miejscu. Zdjęcia i opis umieściłem w dziale poświęconym zamkom w temacie "Rembów - ruiny zamku Szumsko". Wracając mijałem współwspinaczy - akurat zbierali grzyby i jakby zapomnieli o wspinaczce.
Zamiast wracać do drogi asfaltowej wymyśliłem że pojadę dalej drogą, która mnie tu przyprowadziła. Wg map niedaleko miała być inna droga do Rakowa i sądziłem, że do niej właśnie dojadę. To przekonanie doprowadziło mnie do lekkiego nadłożenia drogi - pojechałem nie w tym kierunku co trzeba po tej samej drodze z której wcześniej zjechałem. Na szczęście niewiele. Raków i tak był tuż tuż.
Już na początku Rakowa zauważyłem drogowskaz zachęcający niewielką ilością kilometrów do pałacu w Kurozwękach. Stwierdziłem, że jest to być może okazja i trzeba ją łapać. Tak więc zamiast zmierzać najkrótszą drogą do Szydłowa ruszyłem w bok, do pałacu, który był na liście miejsc do odwiedzenia ale trochę dalej. Droga przebiegała lasem i przy jeziorze Chańcza.
P1040623.JPG
P1040623.JPG (84.2 KiB) Przejrzano 417 razy
Na drodze jak zwykle młodzi rowerzyści udający, że nikogo nie widzą i starzy podróżnicy z uśmiechem się pozdrawiający na szlaku. Tak do samych Kurozwęk. Sama liczba turystów w okolicach już mnie lekko nastraszyła. Na miejscu niemal tłumy. Liczyłem choć na bizony. Zwłaszcza, że po drodze mijałem wiele kombajnów "Bizon". Tu chciałem rzucić okiem na stadko. To jednak nie jest łatwe. Nie dość, że trzeba za taką przyjemność zapłacić to jeszcze dotrzeć do bizonów można jedynie w grupie na przyczepie. Zbyt wiele utrudnień i zrezygnowałem. O samym pałacu w Kurozwękach już napisałem wcześniej w temacie "Pałac w Kurozwękach". Nie było tam jednak miejsca na kościół kurozwęcki.
P1040640.JPG
P1040640.JPG (90.02 KiB) Przejrzano 417 razy
Kościół sprawia wrażenie jednego z wielu podobnych na świecie. Jednak na jego końcu znajduje się przybudówka architektonicznie obca całej bryle kościoła.
P1040639.JPG
P1040639.JPG (66.27 KiB) Przejrzano 417 razy
W Kurozwękach od XV w funkcjonował klasztor. Zamieniony na zbór ariański nie ucierpiał zbyt wiele i w 1619 roku powrócił w ręce poprzednich właścicieli. Nie było jednak w miejscowości tej kościoła. Lanckorońscy wybudowali sobie kaplicę. Kościół doklejono do niej dopiero wiek później. Mimo gruntownego remontu w wieku XIX zachowano różnice architektoniczne pomiędzy budynkami kościoła i kaplicy.

Po Kurozwękach już nie chciałem kluczyć tylko trafić wreszcie do Szydłowa. Po drodze trafiłem jednak na swoisty pojedynek pomników. Opisałem go w temacie "Pojedynek na pomniki przy drodze Kurozwęki - Szydłów"

Na koniec podjechałem wreszcie pod Szydłów, by go zdobyć.
P1040652.JPG
P1040652.JPG (73.35 KiB) Przejrzano 417 razy
Zdobywanie było proste. Otwarta brama i już byłem w środku. Opisałem go w Ciekawych miejscach.

Chciałem znaleźć kolejne miejsce w którym znajdę siedząc spokój i radość. Kazimierz Dolny choć ładny i blisko jednak nigdy nie był spokojny (może poza momentami gdy wszyscy jeszcze śpią). Trochę pasującej mi atmosfery posiadał Sandomierz ale utracił ją po popularyzacji za pomocą serialu TV. Przypadkiem trafiłem kiedyś pod Szydłów i wydawało mi się, że to może być to czego szukam. Prawie rok minął zanim dojechałem i już wiem że trafiłem dobrze. Może nie na długo. Przecież i tu w końcu mogą pojawić się tłumy co zniszczy atmosferę ale da lepiej żyć Szydłowianom.

Powinienem cieszyć się niezmiernie, że w Szydłowie działano tak niekonsekwentnie. Nie rozebrano murów, których nikt nie chciał wziąć w przetargu i pozostawiono jedną bramę. Dwie wcześniej też nie znalazły nabywców i właśnie dlatego zostały rozebrane. Na ryneczku spocząłem by w spokoju się pożywić. W razie czego jest tu całodobowy sklep w którym można nabyć nie tylko alkohole. A nocą Szydłów też jest ładny. Opcja urzekania działa chyba 24h/dobę.

Ponieważ nie był to jeszcze koniec dnia ruszyłem w dalszą podróż na zachód. Chciałem za dnia dojechać jeszcze choćby do Chmielnika. Po drodze tabliczka informująca o pałacu na chwilę tylko skłoniła mnie do zmiany kierunku jazdy i zatrzymania. Było to w Grabkach Dużych. Nie dość, że jest to posesja prywatna to jeszcze trafiłem akurat na moment gdy ktoś mył okna. Widok rowerzysty z aparatem w rękach zdecydowanie go rozdrażnił. By nie psuć sobie i innym reszty dnia wykonałem tylko kilka fotek celując tak by nie było nikogo na nich widać. Efekty dostępne w temacie "Pałac Rupniewskiego w Grabkach Dużych".

Spieszyłem się do Chmielnika. W nim chciałem pożegnać słońce. Pędząc poprzez góry i doliny (droga bardzo rozhuśtana) zauważyłem w przelocie pomiędzy Glinkami i Skadlą "coś" na polu. To coś to był zarośnięty pagórek ze sterczącą rurą wyglądającą jak odwrócone do góry nogami L. Końcówka rury skierowana była ku dołowi. Może to bunkier? Nie wiem. Dość, że tylko w pamięci odnotowałem istnienie tego "czegoś". Do Chmielnika dojechałem już gdy słońce się zaczerwieniło nad horyzontem.

Jadąc od strony Szydłowa najpierw mijałem cmentarze. Pierwszy to cmentarz wojenny. Leżą tu polegli w obu wojnach światowych. Jedynie żołnierzy Armii Czerwonej eksmitowano stąd na większy cmentarz w Kielcach. Z pierwotnego cmentarza założonego w 1918 roku pozostał jedynie nie zmieniony kopiec. Z wejścia na teren zrezygnowałem przerażony skrzypieniem zasuwy w bramie. Niech zmarli spoczywają w ciszy i spokoju. O cmentarzu w temacie "Cmentarz wojenny w Chmielniku".

W Chmielniku, który w źródłach pisanych pojawia się w kontekście najazdu tatarskiego w XIII w. chciałem odnaleźć synagogę i stary kościółek. Kościółek jest szczególny. Ale o nim później. Najpierw dojechałem do rynku. Jest odświeżony ale zachowano wokół niego dziewiętnastowieczną zabudowę.
P1040725.JPG
P1040725.JPG (74.18 KiB) Przejrzano 417 razy
Ciekawostką niech pozostanie to że mieszkańcy części tej zabudowy wodę muszą nosić w wiaderkach ze studni na rynku. Może to tylko jakaś awaria podczas mojej wizyty? Zdjęcie poruszone ale zrobiłem tylko to jedno.
P1040727.JPG
P1040727.JPG (66.38 KiB) Przejrzano 417 razy
P1040728.JPG
P1040728.JPG (71.43 KiB) Przejrzano 417 razy
I widok z rynku na kościół parafialny w Chmielniku.
P1040726.JPG
P1040726.JPG (64.8 KiB) Przejrzano 417 razy
Skoro już trafiłem na rynek to teraz należało poszukać synagogi. Wręcz reguła jest że bożnice ulokowane są w pobliżu rynku ale chyba nigdy na nim samym. Tu też tak jest i poszukiwania trwały tylko moment. Samą budowlę opisałem i pokazałem w temacie "Synagoga w Chmielniku".
Kolejną budowlą do odnalezienia był wspomniany wcześniej kościółek. To też nie było trudne choć wiedziałem jedynie tyle, że ma się on znajdować w miejscu gdzie Chmielnik był wcześniej zanim na nowo powstał w miejscu obecnym. Kościółek to budowla z XVI wieku. Przy nim jest jednak cmentarz z wieku XIV. W okresie gdy powstał cmentarz był w tym miejscu inny kościół, który uległ zniszczeniu.
P1040724.JPG
P1040724.JPG (81.92 KiB) Przejrzano 417 razy
Nie mogłem wejść na teren kościoła. Samo dojście do bramy wjazdowej nie jest zbyt widoczne. Droga prowadzi między domami, które zabytek zasłaniają. Musiałem się zadowolić widokiem spoza bramy i z jednej tylko strony. Być może trafiłem tu za późno. Pozostał mi już powrót. Tak było we wcześniej wymyślonym planie - o zmierzchu ruszam do zamku Krzyżtopór w Ujezdzie. Tak też zrobiłem. W ostatnich promieniach słońca jeszcze tylko uchwyciłem kościół parafialny w Chmielniku.
P1040730.JPG
P1040730.JPG (69.5 KiB) Przejrzano 417 razy
Może nie najlepiej to sobie zaplanowałem. Do Ujazdu miałem trochę ponad 50 km, a noc trwała 9 godzin. Tak powolne przemieszczanie się to koszmar. Senność. Tej zmory nie ma gdy się mknie do celu. Ale nie chciałem jechać drogami okrężnymi. Zależało mi na odwiedzeniu nocą Szydłowa jak i Staszowa. I na złapaniu wschodu słońca w Ujeździe. Zdjęcia z Szydłowa są we wspomnianym wcześniej temacie. Leżący dalej na mojej trasie Staszów to dla mnie pewna zagadka. Miasto nie jest nowe. Jednak zabytki można w nim chyba policzyć na jednym palcu jednej ręki. Zabytkiem tym jest ratusz wokół którego obowiązuje ruch okrężny - zapewne by można było mu się lepiej przyjrzeć.
P1040743.JPG
P1040743.JPG (56.63 KiB) Przejrzano 417 razy
P1040744.JPG
P1040744.JPG (50.34 KiB) Przejrzano 417 razy
Jednak Staszowa nie lubię. Odczucie jest mocno subiektywne. Rok wcześniej przemykając nocą obok tej miejscowości widziałem wiele grup młodzieży oszołomionej używkami. Teraz taki oszołomiony młodzieniec wychylony z samochodu wydzierał się że i tak trafię do gipsu. Zapewne zawiązał do mojego odblaskowego i prawie choinkowego stroju - trudno było mnie nie zobaczyć. W nocy trochę obawiam się psów. Zachowują się agresywniej niż za dnia. Teraz też widziałem owczarka kaukaskiego (dawno nie widziałem przedstawicieli tej rasy) szarpiącego zębami siatkę w przerwach w ujadaniu na mnie. Strach pomyśleć co by zrobił gdyby w siatce była dziura. Dopiero poza zabudowaniami panuje względny spokój i lepiej widać niebo pełne gwiazd. Miałem czas, dużo czasu na kontemplację nocy. Powoli przemieszczałem się do Iwanisk z przerwą na posiedzenie sobie na skwerze w Bogorii.

W Iwaniskach zaskoczyły mnie znaki informujące o zamkniętej drodze do Ujazdu oraz o objeździe. Nie byłem na to przygotowany. Za to byłem przygotowany na przedzieranie się z rowerem przez najgorsze miejsca. Więc ruszyłem zamkniętą drogą i bez problemów dojechałem pod zamek. Wciąż jednak było ciemno.
P1040750.JPG
P1040750.JPG (45.6 KiB) Przejrzano 417 razy
Na wschód słońca nie czekałem sam. Obok mnie jeszcze oczekiwał kierowca samochodu dostawczego. Również z aparatem. On pierwszy próbował też dostać się na teren zamku. Bez powodzenia. Moja próba także pozostała bez echa. Armia ludzi wewnątrz ruin zajmowała się porządkowaniem terenu po jakiejś nocnej imprezie i nie interesowała się chętnymi do zwiedzania. Zniechęcony, zniesmaczony i niezadowolony ruszyłem więc w stronę Klimontowa.

Od Ujazdu już nie było remontu drogi i jechało się całkiem przyjemnie choć nawierzchnia miejscami zdawała się prosić o litość. Zatrzymałem się na moment pod Konarami przy pomniku. Tutaj upamiętniono walkę Legionów Piłsudskiego w 1915 roku. Troszkę na ten temat tutaj.

Klimontów to sanktuarium i nie tylko. Szczególnie zainteresowany byłem tym drugim. Ale już z daleka wiedziałem że i sanktuarium mnie jednak zainteresuje.
P1040779.JPG
P1040779.JPG (48.49 KiB) Przejrzano 417 razy
Zanim podjechałem do samego kościoła zainteresowałem się stojącym przy drodze pomnikiem. To żyjący jeszcze podwładni i rodziny podwładnych w strukturach AK w 2000 roku upamiętnili swojego dowódcę.
P1040782.JPG
P1040782.JPG (120.77 KiB) Przejrzano 417 razy
P1040783.JPG
P1040783.JPG (104.75 KiB) Przejrzano 417 razy
Ale to przeszłość najnowsza. Klimontów ma swoją przeszłość dalszą nie tylko bogatą ale i pełną różnego rodzaju ech w okolicy. Miejscowość powstała w wieku XIII. Była to zaledwie wioska. W XV wieku wszedł w posiadanie Ossolińskich. Kasztelan sandomierski - Hieronim Ossoliński - wierny kościoła kalwińskiego w wierze tej wychowywał też swego syna Jana Zbigniewa. Ten dopiero po śmierci ojca przeszedł na katolicyzm i przegnał zwolenników reformacji. Nastąpiło to w 1614 roku. Wcześniej Klimontów uzyskał za sprawą Jana Zbigniewa prawa miejskie i prawo organizowania targów i jarmarków. Jan Zbigniew sprowadził do miasta dominikanów. Ufundował im kościół św. Jacka oraz klasztor.
P1040787.JPG
P1040787.JPG (114.59 KiB) Przejrzano 417 razy
P1040788.JPG
P1040788.JPG (84.26 KiB) Przejrzano 417 razy
P1040790.JPG
P1040790.JPG (65.25 KiB) Przejrzano 417 razy
Na koniec Jan Zbigniew podzielił majątek między 3 synów. Klimontów przypadł Jerzemu, który uzyskał zgodę na wybudowanie drewnianego kościoła w mieście. Więcej jednak dokonał w rodowej siedzibie - Ossolinie. Tam rozebrał stary drewniany dwór i pobudował okazały pałac. Do dziś pozostała z niego jedynie arkada mostu.
P1040804.JPG
P1040804.JPG (107.72 KiB) Przejrzano 417 razy
P1040806.JPG
P1040806.JPG (74.78 KiB) Przejrzano 417 razy
P1040808.JPG
P1040808.JPG (91.83 KiB) Przejrzano 417 razy
P1040811.JPG
P1040811.JPG (69.9 KiB) Przejrzano 417 razy
Pałac powstały w 1636 roku pod koniec XVIII wieku już był ruiną. Jerzy Ossoliński realizował się jednak głównie w polityce. Brat Krzysztof przebił go w budownictwie. Poza klasztorami i kościołami zasłynął przede wszystkim zamkiem Krzyżtopór, określanym jako pałac otoczony fortyfikacjami. Projektant tego dzieła - Wawrzyniec Seses - otrzymał zaraz zlecenie od Jerzego. Budowa kościoła wzorowanego na kościołach rzymskich. Efektem była Kolegiata św. Józefa. Jerzy Ossoliński jednak nie dożył zakończenia budowy. Pochowano go w podziemiach obecnego kościoła parafialnego - taką funkcję dziś pełni Kolegiata.
P1040784.JPG
P1040784.JPG (73.42 KiB) Przejrzano 417 razy
P1040785.JPG
P1040785.JPG (110.62 KiB) Przejrzano 417 razy
P1040786.JPG
P1040786.JPG (87.81 KiB) Przejrzano 417 razy
P1040791.JPG
P1040791.JPG (73.33 KiB) Przejrzano 417 razy
P1040793.JPG
P1040793.JPG (95.88 KiB) Przejrzano 417 razy
P1040796.JPG
P1040796.JPG (76.49 KiB) Przejrzano 417 razy
P1040794.JPG
P1040794.JPG (79.36 KiB) Przejrzano 417 razy
P1040798.JPG
P1040798.JPG (98.36 KiB) Przejrzano 417 razy
Poza tymi religijnymi budowlami odszukałem w Klimontowie synagogę. Nie przygotowany z tematu zabytków w tej miejscowości ruszyłem po okolicy rynku i znalazłem. Opisałem zaś ją w temacie "Synagoga w Klimontowie"

Po tym zwiedzaniu posiliłem się drożdżówkami siedząc na rynku. I znów w drogę. Teraz na celowniku miałem Ossolin. Jadąc do niego rzuciłem okiem na panoramę Klimontowa.
P1040812.JPG
P1040812.JPG (86.81 KiB) Przejrzano 417 razy
P1040813.JPG
P1040813.JPG (91.11 KiB) Przejrzano 417 razy
Jeszcze nie wiedziałem, że do Ossolina można dojechać krótszą drogą. Ale zanim dojechałem i dowiedziałem się o innej drodze zajechałem do Dąbków. Zdjęcia ze znajdującego się tam cmentarza legionistów z I Brygady umieściłem w temacie "Cmentarz wojenny w Dąbkach (I WŚ)"

Dalsza trasa zaprowadziła mnie do Ossolina z którego zdjęcia zamieściłem troszkę wcześniej w tym temacie. Z ciekawości pojechałem dalej asfaltową drogą poza Ossolin. W ten sposób dojechałem ponownie do Klimontowa, a mogłem od razu tędy pojechać. Tylko nie miałem tej drogi na mapie. Zamiast się nad tym zastanowić pojechałem dalej. Chciałem ominąć Opatów w drodze powrotnej do Puław. Skracając dojechałem do Włostowa z którego obrazki zamieściłem w temacie "Ruiny pałacu Karskich we Włostowie". Tu pojechałem zupełnie w przeciwnym kierunku niż chciałem. Zbyt wiele nowych dróg powstało i straciłem orientację. Zauważyłem jednak że leci tędy czarny szlak rowerowy po murowanych budowlach obronnych. Będę musiał kiedyś go przemierzyć. Zwłaszcza, że tylko z daleka minąłem jakąś wieżę obronną w stronę której ten szlak biegł.

Kolejnym etapem był Ożarów. Zawsze tą miejscowość omijałem. A to z powodu wąskiej i ruchliwej drogi. Tym razem chciałem sprawdzić jak to wygląda w samym mieście. I trafiłem na wielkie wykopki drogowo-chodnikowe. Koszmar transportowy. Zły nawet nie zwróciłbym uwagi na kościół gdyby ten do mnie nie zadzwonił swoim dzwonem. Kościół podobno jest stary ale mnie zaskoczył swoją nowoczesnością. Skupiłem się na dzwonnicy. Ta mnie zauroczyła.
P1040841.JPG
P1040841.JPG (82.21 KiB) Przejrzano 417 razy
P1040842.JPG
P1040842.JPG (86.31 KiB) Przejrzano 417 razy
P1040843.JPG
P1040843.JPG (96.52 KiB) Przejrzano 417 razy
P1040844.JPG
P1040844.JPG (87.03 KiB) Przejrzano 417 razy
Dalsza droga mimo świeżej nawierzchni była dość uciążliwa. Walec wyrównujący asfalt musiał mieć scentrowane koło bo równo mną trzęsło przez parę kilometrów. Potem już byłem w Tarłowie. Tu chciałem sprawdzić czy przy kościele nadal przechowywane są części zapasowe ogromnych figur umieszczonych na froncie świątyni.
P1040846.JPG
P1040846.JPG (83.82 KiB) Przejrzano 417 razy
P1040847.JPG
P1040847.JPG (97.46 KiB) Przejrzano 417 razy
Części nadal leżą ale ja zupełnie zapomniałem, że chciałem też obejrzeć boczne drzwi kościoła. Podobno są na nich jeszcze ślady kul wystrzelonych ze szwedzkich muszkietów. Idąc w zamyśleniu (i pewnie zmęczeniu), w upale wzdłuż muru cmentarnego mimochodem zauważyłem stojące przy murze brzozowe krzyże. Zaraz też wszedłem na teren cmentarza by lepiej się temu przyjrzeć. Była to Kwatera legionistów poległych w 1915 roku w walkach pod Tarłowem.

Już byłem na terenach dobrze mi znanych. Po przejechaniu przez las szlakiem pieszym niebieskim znalazłem się w pobliżu Solca nad Wisłą. I tu liczyłem na jakieś zmiany, szczególnie na rynku. Podobała mi się tam instalacja z wikliny przy poprzedniej wizycie. Po dojechaniu stwierdziłem tylko, że nic się nie zmieniło, a instalacja nadal stoi.
P1040853.JPG
P1040853.JPG (84.74 KiB) Przejrzano 417 razy
Ale dalej jadąc na zmiany trafiłem. Pomiędzy Chotczą i Lucimią miałem odcinek paru kilometrów drogi gruntowej z przerwą na betonowy most nad rzeczką Zwolenką. Odcinek gruntowy skrócił się o 2 km i to wystarczyło by bardzo wzrósł tu ruch samochodów. Jeszcze tylko dysponując zapasem sił końcowy odcinek drogi przebyłem w tempie wyścigowym. Cały zziajany, spocony i czerwony na twarzy do słońca i zmęczenia dotarłem do domu po 36 godzinach spędzonych w trasie. A tu zaraz rozpuściłem się w kąpieli by zaraz przepłynąć do oceanu pościeli.
zapuszczam wąsy, wyciągam szablę
pędzę na koniu po śmierć i chwałę
a żadna myśl nie mąci w głowie
bo tu emocje podsycają ogień
Dezerter "My Polacy"

Wróć do „Relacje z podróży”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości