Drodzy użytkownicy. Docierają do nas zgłoszenia o trudnościach w logowaniu do forum. Dotyczy to niektórych użytkowników, a może być spowodowane awarią z którą jakiś czas temu mieliśmy do czynienia.
Jeśli nie możesz zalogować się na swoje konto, prosimy o informację na adres: logowanie@tradytor.pl - niezbędne może być zresetowanie hasła, w którym pomożemy. Pozdrawiamy.

Dwa mosty - Płock i Góra Kalwaria

Awatar użytkownika
trobal
Posty: 1198
Rejestracja: pt mar 13, 2009 9:32 am
Lokalizacja: Puławy
Kontakt:

Dwa mosty - Płock i Góra Kalwaria

Postautor: trobal » wt lip 07, 2009 10:58 pm

Ogólnie porażka. Ale tylko fotograficznie. Jak ktoś ma trochę samozaparcia to przejdzie przez ten temat w którym mało jest ilustracji, a dużo literek. Bo to była miła porażka.

Wystartowałem z Płocka o północy. Przejazd przez rynek i most nie stworzyły większych problemów. No może ten zakaz wjazdu rowerów na most i wąziutkie przejście dla pieszych, w którym mijanie się z innymi stwarza problem. Ale to szczegóły i trwało to w sumie niewiele czasu. Za mostem już zaczęła się normalna jazda. Do Łącka droga posiada pobocze więc można czuć się w miarę bezpiecznie. Zdecydowałem się na przejazd przez Łąck z prostego powodu. Przez parę kilometrów mogłem jechać ścieżką rowerową oddzieloną od jezdni. A nie jechałem szybko. Nawet celowo spowalniałem jazdę. Celem który w ten sposób chciałem osiągnąć było dojechanie do Brochowa po świcie. Zależało mi na obejrzeniu brochowskiego kościoła obronnego.
Koło Zofiówki ścieżka rowerowa nieodwołalnie się kończy, jednak na drodze nie było dużego ruchu, od czasu do czasu pojedynczy samochód. Do tego, w przeciwieństwie do Lubelszczyzny, tu na noc nie puszcza się luzem psów więc i żaden piesek mnie nie poganiał. Totalny luz. I byle do świtu. Ten zastał mnie w Wężykach.
P1040137.JPG
P1040137.JPG (41.97 KiB) Przejrzano 336 razy
Wiedziałem, że po dojechaniu do Janowa będę mógł poruszać się w kierunku Sochaczewa chodnikiem. Tak też zrobiłem. Nie przewidziałem tylko tego, że w samym Sochaczewie będę parę razy mylił drogi. Ale taki urok jazdy w nieznane. Pomiędzy zagubieniami rzuciłem okiem na ruiny zamku..
P1040139.JPG
P1040139.JPG (43.57 KiB) Przejrzano 336 razy
... i budynek muzeum.
P1040140.JPG
P1040140.JPG (64.31 KiB) Przejrzano 336 razy
Zanim jednak dojechałem do Brochowa miałem jeszcze kolejne zagubienie i w sumie na Sochaczewie zarobiłem dodatkowe 5 km.
W Brochowie kościół wraz z fosą mnie urzekły.
P1040151.JPG
P1040151.JPG (53.39 KiB) Przejrzano 336 razy
Chciałem też odwiedzić mogiłę z pierwszej wojny światowej. Czytałem wcześniej, że znajduje się za kościołem. Może nie z tej strony szukałem? A może za blisko? Nie wiem. Nie znalazłem. A zamiast uparcie drążyć temat chciałem jechać dalej. Zwłaszcza, że nie miałem w planie poruszania się numerowaną trasą tylko lokalnym skrótem, co do którego nie byłem pewien czy jest na całej długości utwardzony - to ważne, bo dzień wcześniej trochę popadało.
Wg map jadąc prosto z Brochowa mogłem dojechać do Kampinosu. Droga na którą wjechałem obiecywała, że doprowadzi mnie do Woli Pasikońskiej. Też dobrze, choć trochę wcześniej miałem wjechać na trasę Sochaczew - Warszawa. Droga okazała się rewelacyjna. Nie wiem czy tak tu jest zawsze z natężeniem ruchu ale poczułem spokój puszczy. Z kolei, wjechanie na drogę główną dało mi szansę odwiedzenia Granicy (inaczej pewnie bym nie wiedział, ze jest gdzieś w pobliżu).
P1040157.JPG
P1040157.JPG (63.91 KiB) Przejrzano 336 razy
P1040164.JPG
P1040164.JPG (114.1 KiB) Przejrzano 336 razy
To drugie zdjęcie... Zajechałem na cmentarz wojenny. Nie spodziewałem się tam jakiegoś rewelacyjnego pomnika ale to co zobaczyłem i sfotografowałem to... Co to właściwie ma być? Ja wiem, że wizja artysty. Ale czy on nie ubliża zmarłym? Nic to. Jazda dalej. Owady gryzą.

Kampinos. A w nim kościół. O ile w Brochowie było jeszcze za wcześnie na otwarcie to tu już zbierali się wierni na poranną mszę. Jakoś nie lubię odwiedzać turystycznie kościołów podczas mszy więc pozwoliłem sobie jedynie na jedno zdjęcie od frontu.
P1040168.JPG
P1040168.JPG (65.83 KiB) Przejrzano 336 razy
Dalsza trasa przebiegać miała jak najbardziej bocznymi drogami by nie włączać się do ruchu pobliskiej aglomeracji. Po drodze zacząłem spotykać też pierwszych rowerzystów. Muszę jednak zaznaczyć, że dwóch pierwszych, najmłodszych (ok. 20 lat) nawet nie zwróciło uwagi na to że się ich pozdrawia (stary zwyczaj cyklistów i ogólnie turystów na szlaku). Dalej już było z tym lepiej i nie trafiłem na więcej gburowatych pedalarzy.

Odcinek do Błonia i dalej do Brwinowa aż po Otrębusy minął mi dość spokojnie, choć krajobraz nosi tu piętno człowieka. Za Otrębusami zaczęły się prawdziwe schody. Miałem zamiar lokalnymi drogami dojechać na wprost szosy prowadzącej do Piaseczna. Mapa jak później odkryłem nie rozróżniała dróg gruntowych i utwardzonych - wszystkie były lokalne. Gdy chmury skryły słońce, pośród pól i zarośli zgubiłem kierunek. Wszystko to działo się w okolicach miejscowości Szamoty. Rzeczywiście byłem blisko szamotania się z sobą. Szczególnie gdy już dotarło do mnie jak poważny błąd zrobiłem. Byłem przekonany że powróciłem na drogę krajową którą przed Szamotami przejeżdżałem. Tymczasem była to droga równoległa, a ja jechałem w przeciwnym kierunku. Traf chciał, że numerek drogi stał dopiero parę kilometrów dalej przy patrolu policji do którego udałem się po pomoc w określeniu lokalizacji na mapie. Pomoc otrzymałem szybko i sprawnie. Pan policjant bez zastanowienia pokazał mi na mapie gdzie się znajdujemy. Od tego momentu sprawa już była prosta - musiałem najpierw zawrócić.

Po tym odnalezieniu siebie na zjechanie z głównej drogi zdecydowałem się dopiero gdy mapa pokazała mi że nie będę miał możliwości pomylenia dróg. W ten sposób trafiłem do Magdalenki. Słońce sobie świeciło znowu mocno jak tylko mogło, a ja jechałem przez las i w cieniu. Tylko na moment zatrzymałem się widząc mur zrobiony z "wielopaków okrąglaków".
P1040169.JPG
P1040169.JPG (118.68 KiB) Przejrzano 336 razy
Droga do Piaseczna w większości przebiega ścieżkami rowerowymi. Bywają więc i w okolicach Warszawy jakieś plusy dla przejeżdżających. Niestety nie było już ścieżek w samym Piasecznie. Tu na chwilę zatrzymałem się "ku pokrzepieniu" zapasami ze sobą wiezionymi. Robiłem to parokrotnie już po drodze ale tu nie miałem gdzie schować się przed słońcem i otoczony byłem przez wybetonowane place - koszmar pustynny. Szybko ruszyłem do Konstancina-Jeziornej. Ta miejscowość zaskoczyła mnie uroczymi domami/dworkami. Na koniec zobaczyłem że jest to uzdrowisko - do głowy mi to wcześniej nie przyszło. Będę musiał powrócić tu by zobaczyć park zdrojowy, tężnie i pooglądać miejscową zabudowę. Póki co miałem za cel przedostać się do Góry Kalwarii skąd mogę jechać bez korzystania z map. Ale jeszcze w Konstancinie dopadł mnie deszcz. Zapowiadano go już wcześniej ale miałem nadzieję że dojadę do Puław przed ulewą. Od namiastki ulewy się jednak zaczęło. Potem już nie padało tak intensywnie.

W Górze Kalwarii poczułem się trochę zagubiony. Wjechałem z innej strony niż zwykle i nie znałem tej okolicy. Jednak po jakimś czasie dojechałem do znanych rejonów, a potem skok na most. Tu zrobiłem sobie spacerek. Co jakiś czas słyszałem głośne wybuchy. Raczej nieregularnie. Ale nie miałem pojęcia co to jest. Po przekroczeniu mostu znów je słyszałem ale z innego miejsca. Jeszcze nie zwróciłem uwagi na to że dobiegają z okolic linii wysokiego napięcia. Może dlatego, że tak jeszcze nie przecinała mi drogi. Naturę wystrzałów pojąłem gdy zobaczyłem jak z jednego z niżej wiszących drutów uderzają wyładowania, a z miejsca w które uderzały zaraz unosił się dym. Czuć było spalenizną. Dotąd nie widywałem takich widowisk i z pewnymi obawami wjechałem pod linię na trasie. Ale skończyło się na mrowieniu dłoni na mokrej kierownicy.

Dalsza trasa po przejechaniu upiornego odcinka betonowego to już rozkosz jazdy po wytyczonym poboczu. Podczas postoju przy pomniku upamiętniającym przeprawę przez Wisłę żołnierzy polskich i radzieckich dostrzegłem po raz pierwszy ekspozycje artyleryjską. Dla niej sięgnąłem po aparat.
P1040170.JPG
P1040170.JPG (93.96 KiB) Przejrzano 336 razy
P1040171.JPG
P1040171.JPG (105.11 KiB) Przejrzano 336 razy
P1040172.JPG
P1040172.JPG (86.15 KiB) Przejrzano 336 razy
P1040173.JPG
P1040173.JPG (113.36 KiB) Przejrzano 336 razy
P1040174.JPG
P1040174.JPG (87.49 KiB) Przejrzano 336 razy
W zasadzie od kilkunastu kilometrów już zmagałem się z pewną dolegliwością. Przez 4 dni przed wyjazdem nie wsiadałem na rower. Mięśnie i ścięgna nóg protestowały coraz mocniej przeciw dalszej jeździe. Ale pomny wyjazdowej rozmowy o potędze bólu fizycznego chciałem sprawdzić czy rzeczywiści nie da się go przeskoczyć. Inaczej mówiąc chciałem sprawdzić czy mam rację mówiąc o wyższości ducha nad ciałem, czy może się mylę. Z tym, że nie po raz pierwszy takie zmagania prowadziłem. Tym razem też się jednak udało tylko oponent pozostał w fotelu więc nie mógł tego widzieć, a tym bardziej czuć.

W Maciejowicach wypatrywałem na cmentarzu mogiły wojskowej. Nie po to by ją od razu odwiedzić lecz by potem ją łatwiej znaleźć. Cmentarz w Maciejowicach nie należy do małych, a pomnik wypatrzyłem i już wiem przez które z wejść się do niego najłatwiej dostać. Dalej już były tylko Stężyca, Dęblin i... pod Dęblinem spotkałem większą grupę rowerzystów. Wiek słuszny, duch raźny. Mimo deszczu większość radośnie wymieniała się ze mną pozdrowieniami. Reszta może mniej radośnie ale też się wymieniała. Podniesiony na duchu łatwiej pokonałem ostatnie kilometry i zanurzyłem się w wannie. Kto przeczytał całość ma plusa za wytrwałość - ja bym takiego ględzenia nie przetrzymał.
zapuszczam wąsy, wyciągam szablę
pędzę na koniu po śmierć i chwałę
a żadna myśl nie mąci w głowie
bo tu emocje podsycają ogień
Dezerter "My Polacy"

Wróć do „Relacje z podróży”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość