Cud w Częstochowie - Michał Bartosiak z Gostynina

Awatar użytkownika
org.pl
Posty: 207
Rejestracja: śr lut 24, 2010 11:09 am
Lokalizacja: Gostynin
Kontakt:

Cud w Częstochowie - Michał Bartosiak z Gostynina

Postautor: org.pl » pt paź 01, 2010 9:22 pm

Był postrachem mieszkańców przytułku dla starców i kalek w Gostyninie. Jako zdeklarowany socjalista bluźnił, szydził z wiary, przechwalał się swoimi niemoralnymi wyczynami"]. Co bardziej wrażliwi zatykali uszy i uciekali przed nim. Matka Boża odmieniła jego życie, a wkrótce potem, za Jej przyczyną Bóg uzdrowił jego sparaliżowane nogi.
W latach 20. i 30. XX wieku Polska przeżywała kryzys gospodarczy. Wielu ludzi wyjechało za chlebem do Europy Zachodniej. Wśród nich był Michał Bartosiak. W 1920 roku trafił do Francji. Pewnego lipcowego dnia pomagał przy żniwach. Kiedy schylał się, by wyjąć kosę ze żniwiarki poczuł cios i potężny ból w boku. Myślał, że go ktoś uderzył. Odwrócił się. W pobliżu nie było jednak nikogo. Nie mogąc ustać na nogach padł na ziemię. Jego ciałem wstrząsnęły dreszcze, poczuł mdłości. Po chwili stracił przytomność. Pracujący opodal ludzie przybiegli, by go ratować. Docucono go dopiero po kilku godzinach. Odzyskał przytomność, nogi pozostały jednak bezwładne.
Mężczyznę przewieziono do szpitala w Rouffach, a po trzech miesiącach przeniesiono do Colmar. Mimo że trafił do najnowocześniejszych na owe czasy ośrodków i stosowano wobec niego wszystkie dostępne wówczas osiągnięcia medycyny, masaże i naświetlania lampą kwarcową, Michał Bartosiak nie odzyskał władzy w nogach. Po kilku latach uporczywej lecz bezskutecznej terapii uznano go za nieuleczalnie chorego i w 1927 r. odesłano do Polski. Ze Zbąszyna przewieziono Bartosiaka do Gdańska. Lekarze orzekli trwałe kalectwo.

Michał Bartosiak po uzdrowieniu

Obrazek
Fot. archiwum jasnogórskie

Kalectwo i bezbożna zawziętość
Sparaliżowanego mężczyznę umieszczono w przytułku dla starców i kalek w Gostyninie, w finansowanej przez starostwo placówce, którą prowadziły siostry Służki Maryi. Pamiętam Bartosiaka jako 40 50letniego mężczyznę, który po Gostyninie przemieszczał się o klepkach. Miał przywiązane klepki do obu bezwładnych nóg i do rąk, odpychał się rękoma, a bezwładnymi nogami na klepkach sunął po ziemi opowiada 87 letni Jan Kacprzak z Gostynina. Starsi mieszkańcy miasta pamiętają także hałas, jaki wówczas czynił.

W przytułku badano go jeszcze kilkukrotnie. Kłuł nogi żydowski felczer Akawiec. Bez reakcji. Nogi miał sztywne i zupełnie martwe, kropli krwi trudno było w nich dopatrzyć, czucia żadnego nie miał, bólu żadnego nie czuł opisywano.

Zakonnice nie miały o sparaliżowanym dobrego zdania. Zachowanie Bartosiaka przez cały czas pobytu w przytułku było jak najgorsze uważał się za zdeklarowanego socjalistę, bluźnił, szydził z rzeczy najświętszych i niejednokrotnie takie wyprawiał awantury, że trzeba było wzywać policję. Słowem był postrachem dla całego Zakładu wspominała w liście przesłanym na Jasną Górę siostra Irena Nestorowiczówna. Z bezbożnej zawziętości potrafił wspiąć się na ołtarzyk tylko po to, żeby na nim napaskudzić

Niespodziewana przemiana
W kwietniu 1929 r. wszystko się zmieniło. Bartosiak poprosił o książeczkę do nabożeństwa, chciał pożyczyć od sióstr różaniec. Zakonnice nie chciały mu ich dać. Podejrzewały podstęp. Kupił je sobie sam na targu. Proszę siostry, ja chcę się poprawić i życie swe stanowczo odmienić! powiedział do siostry Ireny. Nie dowierzała. Ale mężczyzna przyrzeczenia dotrzymał. Od kwietnia żył świątobliwie, usiłując naprawić dawne zgorszenie i budując wszystkich swym przykładem" relacjonuje s. Nestorowiczówna. W czerwcu zapragnął jechać na Jasną Górę. Opowiadał o swoim śnie. Widział w nim Matkę Bożą, która zapraszała go na Jasną Górę obiecując uzdrowienie. "Przez ostatnie dwa miesiące modlił się ciągle, dwa razy w tygodniu pościł o suchym chlebie i wszystkim powtarzał, że ma mocną nadzieję, że wróci zdrów dodaje zakonnica. Najświętsza Panna poleciła mu ponoć przyjechać do Częstochowy za użebrane pieniądze.
W sierpniu nadarzyła się świetna okazja. Gostynińska parafia organizowała wyjazd na odpust Wniebowzięcia NMP. Bartosiak fundusze zdobył (znaczną część ofiarowała mu żona starosty), ale organizatorzy pielgrzymki nie chcieli go zabrać. Zgody na wyjazd nie wyraziła również przełożona przytułku. 13 sierpnia sam zamówił dorożkę i czekał na pielgrzymów na dworcu. Cóż mieli robić wnieśli go do pociągu.
Paralityk uzdrowiony
Do Częstochowy pielgrzymi przybyli 13 sierpnia o 21.30. Z dworca Bartosiak wyruszył dopiero rano o 3.30. Po dwóch i pół godzinie wczołgał się wreszcie na jasnogórskie wzgórze i skierował do kaplicy Matki Bożej. Położył się na środku posadzki i modlił się o odzyskanie władzy w nogach przytacza usłyszaną od samego Bartosiaka opowieść Jan Kacprzak. Minęła jedna Msza św rozpoczęła się druga. W pewnym momencie miał usłyszeć wypowiedziane do siebie słowo "wstań" i poczuł, że ktoś go od tyłu podnosi za ramiona. Wstał i przekonał się, że nogi ma już w pełni władne dodaje.

Według innych relacji w czasie drugiej Mszy św. podczas Podniesienia doznał wstrząsów i poczuł, jak rozluźniają się rzemyki, którymi przytwierdzone były klepki. Kiedy usłyszał trzykrotne wezwanie wstań, podniósł się z posadzki. Jestem uzdrowiony! Stoję na swoich nogach! Mam zdrowe nogi! zaczął krzyczeć.

Padł krzyżem z powrotem na posadzkę i dziękował Matce Bożej za pomoc w odzyskaniu zdrowia opisuje dalej Kacprzak. Pielgrzymi, którzy z nim przyjechali, bali się, że znowu straci władzę w nogach i nie będzie mógł wstać. Ale on miał już nogi w pełni władne i o własnych siłach dotarł z powrotem na dworzec.
Na własnych nogach
Wieść o cudzie rozeszła się lotem błyskawicy. Do Gostynina Bartosiak wrócił jak bohater. Bez klepek. Te pozostawił na Jasnej Górze jako wotum. Na jego spotkanie wyległ tłum mieszkańców miasteczka. Widziałem Bartosiaka wychodzącego z wagonu o własnych siłach, na własnych nogach Wychodząc z wagonu podniósł do góry kapelusz, zaczął nim wymachiwać i wołać głośno jestem zdrowy, chodzę na własnych nogach twierdzi jeden ze świadków. Nim jeszcze wyjechał z Gostynina, starościna obiecała mu, że podstawi samochód na dworzec na czas powrotu z pielgrzymki, bo wiedziała, którym pociągiem grupa pielgrzymów ma wracać z Częstochowy. Tymczasem Bartosiak wyszedł z pociągu o własnych siłach, podszedł do kierowcy i mu podziękował, mówiąc Matka Boża przywróciła mi władzę w nogach, dlatego dziękuję, pójdę o własnych siłach mówi Kacprzak.

Silny Bóg katolicki

Bartosiak opowiadał o swoim uzdrowieniu wszystkim i wszędzie. Ludzie słuchali z wypiekami na twarzy. Na wieść o cudzie wszyscy kalecy wybierają się do Częstochowy, a nawet Żydzi biją się w piersi mówiąc Silny Bóg katolicki pisała s. Nestorowiczówna.

O uzdrowieniu Bartosiaka pisano w prasie w Ilustrowanym Kuryerze Codziennym, w Kuryerze Poznańskim, a nawet w gazetach zagranicznych. W podzięce za przywrócenie zdrowia Michał Bartosiak postawił przed kościołem św. Marcina figurkę Niepokalanej. Jeszcze ok. 10 lat po uzdrowieniu widywano go w Gostyninie, potem wyjechał i wszelki ślad po nim zaginął.
Pamięć żywa do dziś
Nadzwyczajną łaskę doznaną przez Bartosiaka obszernie udokumentowano. Niestety, część dokumentacji zaginęła. W 1976 r. opiekun jasnogórskiego archiwum o. Melchior Królik prowadził misje przed nawiedzeniem obrazu MB Częstochowskiej w Gostyninie. Zebrał wówczas zeznania 53. żyjących świadków, którzy widzieli Bartosiaka przed i po uzdrowieniu. Starsi mieszkańcy Gostynina podkreślali, że niejednemu człowiekowi ten fakt uratował wiarę. Pamięć o cudownym uzdrowieniu jest żywa do dziś.

Henryk Bejda współpraca: Łukasz Kudlicki
Bardzo głośny w latach dwudziestych był cud publikowany zarówno w prasie krajowej, jak i we Włoszech, Francji i Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej. Było to natychmiastowe, całkowite i trwałe uzdrowienie sparaliżowanego od 9 lat Michała Bartosiaka, przebywającego w Zakładzie w Gostyninie. Na jego usilną prośbę zezwolono mu na wyjazd do Częstochowy, dokąd przybył
14 sierpnia 1929 r. o godz. 2.30. Życzliwi ludzie wynieśli go z wagonu. Ale najbardziej wzruszająco wyglądała jego podróż na Jasną Górę przez Częstochowę. Na odcinku 1,5 kilometrowym dosłownie czołgał się za pomocą deseczek aż trzy i pół godziny. Podczas pierwszej i drugiej Mszy św. leżał na posadzce w Kaplicy Cudownego Obrazu, ale podczas tej drugiej już tylko do połowy, bo kiedy ludzie wstawali z klęczek, po Przeistoczeniu, razem z nimi wstał i Bartosiak. Badania lekarskie dokonane jeszcze tego samego dnia potwierdziły cudowne uzdrowienie paralityka. Po jego powrocie pielęgniarka s. Irena Nestorowiczówna pisała na Jasną Górę: Wzruszenie jest nader silne między ludźmi. Wszyscy kalecy wybierają się do Częstochowy, nawet i Żydzi biją się w piersi, mówiąc silny jest Bóg katolicki (AJG 2095, s. 411 423).

źródło:http://www.niedziela.pl/artykul_w_niedz ... 00433&nr=2

Wróć do „Ciekawe wydarzenia”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość