Wolnomularstwo w Płocku

(1453-1914)
Awatar użytkownika
werdan
Posty: 134
Rejestracja: czw sie 13, 2009 2:26 pm
Lokalizacja: Płock
Kontakt:

Re: Loża Masońska - Płock.

Postautor: werdan » pt wrz 03, 2010 3:20 pm

Józef Wybicki - polski pisarz i polityk, adwokat, autor słów do Mazurka Dąbrowskiego, senator-wojewoda Księstwa Warszawskiego od 1807 roku, senator-wojewoda Królestwa Polskiego od 1815 roku, prezes Sądu Najwyższego Królestwa Polskiego w latach 1817-1820, odznaczony Orderem Orła Białego (1807), Orderem Świętego Stanisława (1793), Legią Honorową (1807). Na przełomie grudnia 1806 roku i stycznia 1807 oraz od marca do czerwca 1807 roku przebywał i pracował w Płocku. Wyróżniał się aktywnością i zaletami organizacyjnymi. Nazywano go wtedy "księciem płockim", także z powodu rozległych kontaktów. Jego zadaniem było działanie na rzecz zaopatrzenia armii napoleońskiej i tworzonej armii polskiej. Zorganizował także władze departamentowe w mieście i powołał nowe władze miasta Płocka. (2 I 1807).

Józef Wybicki jako Wolnomularz
http://wolnomularstwo.pl/index.php?opti ... &Itemid=44
stanislaw
Posty: 85
Rejestracja: śr sie 18, 2010 9:07 pm

Re: Loża Masońska - Płock.

Postautor: stanislaw » pt wrz 03, 2010 6:28 pm

Jeśli chodzi o przynależność Józefa Wybickiego do masonerii, to nie dysponujemy żadnymi wiarygodnymi informacjami, które potwierdzałyby ten fakt.
To, że na jego nagrobku znajdowała się Delta Promienista, niczego nie przesądza.
Na wielu nagrobkach, spotkać można np kotwicę, lub złamaną kolumnę,( które to symbole są wykorzystywane w wolnomularstwie).
I co? Czy to jest jakakolwiek poszlaka, że pod tymi symbolami spoczywa wolnomularz?
Absolutnie nie.
Są to, podobnie jak Oko Opatrzności, symbole uniwersalne.

Podobne spekulacje jak w przypadku domniemanej przynależności J. Wybickiego do masonerii, toczone są także w odniesieniu do osoby Tadeusza Kościuszki.
Tu również są tylko domniemania i poszlaki. Niektórzy badacze powołują się na przyjażń Kościuszki z La Fayette'em i Waszyngtonem. Ci dwaj ostatni byli masonami. Markiz La Fayette, był nawet członkiem tej samej loży, co Benjamin Franklin.
Nie ma jednak żadnych przekonywujących dowodów, na przynależność Tadeusza Kościuszki do wolnomularstwa.

Natomiast masonem był Kazimierz Pułaski.
Do wolnomularstwa był inicjowany w Stanach, w loży wojskowej w Stanie Maryland.
Do stopnia Mistrza został podniesiony w Georgii w 1779 roku.
A 11 pażdziernika tego samego roku, został pochowany z masońskim ceremoniałem.
230 lat po jego śmierci, Prezydent Obama, nadał Kazimierzowi Pulaskiemu, honorowe obywatelstwo Stanów Zjednoczonych.

Tylko siedem osób w historii Stanów Zjednoczonych, otrzymało honorowe obywatelstwo tego kraju.
Trzech z pośród nich, La Fayette, Winston Churchill i Pułaski było masonami.
Awatar użytkownika
kwis
Posty: 574
Rejestracja: sob sty 23, 2010 12:49 am
Lokalizacja: Płock

Re: Loża Masońska - Płock.

Postautor: kwis » pn wrz 06, 2010 3:15 pm

Stefan Zbrożyna (1892-1971) - działacz socjalistyczny i niepodległościowy. Członek PPS Frakcja Rewolucyjna. Radny, ławnik i wiceprezydent Włocławka (1919 - 1927), następnie w okresie 1927 - 1930 prezydent Płocka. Przewodniczący Związku Prezydentów Miast Polskich. We wrześniu 1939 r. w trakcie obrony Warszawy powołany przez Stefan Starzyńskiego Komisarza cywilnego przy Dowództwie Obrony Warszawy na funkcję delegata dla dzielnicy Warszawa-Północ. W trakcie okupacji, członek PPS - WRN, i z jej mandatu zastępca Delegata Rządu RP na Warszawę ps. Ambroży. Jednocześnie pracował oficjalnie kierowniczych stanowiskach w Miejskim Zakładzie Aprowizacyjnym[3] Uczestnik Powstania warszawskiego. W 1945 r. jeden z organizatorów utworzenia Polskiej Partii Socjalno-Demokratycznej, mającej stanowić kontynuację przedwojennej PPS jako alternatywy dla "lubelskiej" PPS Edwarda Osóbki-Morawskiego. W październiku 1945 r. z tego powodu aresztowany i więziony przez szereg tygodni. Ponowni aresztowany w 1947 r. i skazany na 6 lat więzienia. Zwolniony po trzech latach w wyniku amnestii. Uczestnik Klubu Krzywego Koła. Od 19 lutego 1961 r. członek Loży "Kopernik". Działacz Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej.
stanislaw
Posty: 85
Rejestracja: śr sie 18, 2010 9:07 pm

Re: Loża Masońska - Płock.

Postautor: stanislaw » pn wrz 06, 2010 4:40 pm

Loża Kopernik, która powstała za poprzedniego ustroju w 1961 roku, była bardzo specyficzną masońską strukturą, gdyż działała w konspiracji.
O jej istnieniu, wiedzieli jedynie wolnomularze z paryskiej loży imienniczki Kopernik.
Obecnie Kopernik, jest nazywany Polską Lożą Matką.
W 1991 roku obudzono lożę "Walerian Łukasiński" w Warszawie, a następnie "Przesąd Zwyciężony" w Krakowie. Dopiero wtedy, gdy pracowały już trzy warsztaty, można było przebudzić Wielką Lożę Narodową Polski.
WLNP jest Stowarzyszeniem działającym całkowicie legalnie, zarejestrowanym przez KRS.
stanislaw
Posty: 85
Rejestracja: śr sie 18, 2010 9:07 pm

Re: Loża Masońska - Płock.

Postautor: stanislaw » pn wrz 06, 2010 8:32 pm

Norbert Wójtowicz, Człowiek-Humanista-Patriota, "Szewska Pasja", R.1 (1996) nr7, listopad s.3-6

Kajetan Morykoni urodził się 2 września 1774 roku w kieleckim, we wsi Wełcz koło Buska w województwie krakowskim. Pochodził z niezbyt zamożnej rodziny szlacheckiej. Ojcem jego był cześnik podlaski Jakub Morykoni herbu własnego, zaś matką Marianna z Wisłockich. Za życia ojca cała rodzina utrzymywała się z dzierżawy ziemi, ale gdy zmarł ich sytuacja materialna uległa znacznemu pogorszeniu. Mimo wielu trudności matka troskliwie zajęła się wychowaniem trzyletniego Kajetana i jego młodszej siostry.

W początkowym okresie chłopiec wychowywany był jedynie przez matkę i zatrudnianych przez nią przygodnych nauczycieli domowych. Zdawano sobie sprawę, że jest to wiedza zbyt powierzchowna, toteż kiedy miał 10 lat postanowiono wysłać go na dalszą naukę do konwiktu pijarów. Na przeszkodzie planom matki stanęła początkowo choroba syna. W niedługi czas później konwikt został zamknięty i zamierzenia te straciły na swej aktualności.

W roku 1785 Kajetan został przez matkę oddany do szkół w Krakowie, gdzie przez kilka lat wychowywał się razem z dwoma synowcami Hugona Kołłątaja. Kształcony był według najnowszych metod wychowawczych wprowadzanych przez rektora Oraczewskiego w Szkole Przygłównej im. Nowodworskiego. W tym czasie dał się poznać jako niezwykle pilny i sumienny uczeń, wzorowo wypełniający swoje obowiązki. Przedmioty szczególnie wzbudzające jego zainteresowanie starał się studiować o wiele gruntowniej niż to przewidywał program szkolny. Jego zainteresowania i zdolności, jakie przejawiał w zakresie matematyki, historii naturalnej, filozofii i literatury od samego początku starali się rozwijać doskonali pedagodzy Szkoły Przygłównej m.in. Józef Sołtykowicz, Walenty Kłossowski i Józef Czech. Naukę w szkole zakończył w 1792 roku, lecz z niektórymi z nich utrzymywał kontakty jeszcze na długo później.

Przez cały rok 1792/93 uczęszczał na wykładu Akademii Krakowskiej, zaś po wakacjach wyjechał do Lwowa. Od 1793 roku studiował na Wydziale Prawa Akademii Lwowskiej, lecz mimo najszczerszych chęci nie odnosił większych sukcesów jako student. Trudności spowodowane brakiem koordynacji programów szkół średnich i wyższych uczelni sprawiły, że studiował tam jedynie jako wolny słuchacz. W tym czasie próbował uczyć się samodzielnie, dość dużo pisał, czytał i tłumaczył.

W 1796 roku wyjechał ze Lwowa, by na cztery lata osiąść przy matce na wsi. Okres ten spędził bardzo pracowicie, albowiem korzystając z książek udostępnianych mu przez późniejszego prezesa Senatu Rzeczypospolitej, Stanisława Wodzickiego, starał się kontynuować przerwaną wcześnie naukę.

Po tych kilku latach, jak wspomina w pozostawionej po sobie autobiografii, "widząc konieczność szukania sposobu utrzymywania się bez ciężaru familji" wyjechał z domu. Nie chcąc jednakże rzucać się od razu na zupełnie nieznane wody, kroki swoje skierował w Lubelskie, gdzie zamieszkiwała uboga rodzina jego żony.

Od roku 1800 Morykoni rozpoczął pracę w charakterze prywatnego nauczyciela. Początkowo przez szereg lat uczył dzieci w jednym domu między Lublinem a Krasnymstawem. W późniejszym okresie zdecydował się na przeniesienie w okolice Lublina, gdzie ilość dzieci oddawanych mu do nauki była tak duża, że musiał wręcz prowadzić małą szkółkę. Czasy te wspomina z pewnym sentymentem pisząc "przy obowiązkach nauczyciela domowego miałem jeszcze sposobność czytać i pisać, a obszerniejsza znajomość okolicy pomnożyła znacznie związki moje literackie, których pamięć zawsze dla mnie szacowną będzie". Z wdzięcznością mówił później o swych chlebodawcach, którzy chętnie udostępniali mu swoje domowe zasoby biblioteczne. Wykorzystując sprzyjające warunki starał się wiele tłumaczyć, ale z tego okresu pochodzą również dzieła oryginalne m.in. zbiorki do nauczania początkowego dzieci.

Wiedza Morykoniego i jego zdolności musiały zostać szybko zauważone i docenione skoro organizujący Liceum Krzemienieckie Tadeusz Czacki zwrócił się do niego z propozycją zatrudnienia. W roku 1809 władze Księstwa Warszawskiego chcąc widzieć go w zarządzie wyzwolonej spod panowania austriackiego tzw. Galicji Zachodniej zaproponowały mu nawet stanowisko w Rządzie Centralnym i administracji w Lublinie. Nie wierząc jednak do końca we własne siły nie odważył się odpowiedzieć pozytywnie na żadną z tych propozycji. Dopiero w listopadzie następnego roku zdecydował się na przyjęcie na siebie obowiązków nauczyciela publicznego w Lublinie. W trakcie pracy w Szkole Wojewódzkiej Lubelskiej prowadził wykłady z geografii, historii, nauk filozoficznych oraz literatury polskiej.

Przyjęty tu został w poczet członków bractwa Wolnych Mularzy do loży "Wolność Odzyskana". Od tej pory rozpoczęła się w jego życiu nowa przygoda, którą starał się przeżywać w sposób jak najpełniejszy. W 1814 roku pełnił funkcję sekretarza i zastępcy mówcy, a w roku następnym był mówcą w liczącej 159 członków loży. Nie stroniąc od urzędów starał się sumiennie wypełniać wszystkie nałożone nań obowiązki. "Bracia" potrafili to docenić toteż kiedy wyjeżdżał zorganizowano 21 października 1815 roku pożegnalną lożę bankietową w trakcie której rozbrzmiewał śpiew:

"Twój stąd odjazd Morykoni,
srogi pocisk daje duszy,
Kogóż się do żalu nie skłoni,
Kogóż Twa miłość nie wzruszy ?"


Pracując jako pedagog Morykoni od samego początku starał się rozwijać również pozadydaktyczną działalność społeczną. W latach 1811-1812 brał czynny udział w tworzeniu pierwszej biblioteki publicznej w Lublinie. Wkrótce wybrany został również sekretarzem lubelskiego Towarzystwa Dobroczynności.

W 1815 roku Morykoni miał wyjechać do Sejn, aby tam objąć posadę zastępcy rektora szkoły departamentalnej, lecz przeniesienie zostało niespodziewanie odwołane. Pomimo tego niewielkiego przesunięcia w czasie już wkrótce przyszło mu pożegnać się z Lublinem i opuścić go na zawsze.

Wyjazd do Siedlec wiązał się z tym, iż w 1816 roku mianowany został członkiem Komisji Województwa Podlaskiego. W sierpniu 1817 roku został komisarzem wydziału religijnego i oświecenia, w związku z czym nadzorował szkolnictwo na tym terenie. Zapisał się tu bardzo chwalebnie pracując m.in. przy założeniu Szkoły Siedleckiej. Zdając sobie doskonale sprawę z ogromnego znaczenia ma upowszechniania oświaty planował założyć bibliotekę publiczną, ostatecznie jednak zmienił początkowe plany i w 1818 roku powstała biblioteka tamtejszej Szkoły Podwydziałowej.

Po niedługim pobycie, tuż przed wyjazdem z Siedlec zakłada w 1819 roku Towarzystwo Dobroczynności. Podobnie jak w Lublinie, również i tu zostaje jego sekretarzem. W działalności Kajetana Morykoniego można zauważyć już niejako pewien schemat: praca w szkolnictwie, zakładanie bibliotek i powiększanie ich zasobów, oraz działalność dobroczynna. Te trzy punkty zawsze dominowały całe jego postępowanie w każdej z miejscowości, w której się znalazł i pracował.

W zasadzie, z czego nie wszyscy zdają sobie sprawę, w schemacie tym istniała jeszcze czwarta pozycja. Otóż Morykoni nie zerwał z wolnomularstwem i w 1819 roku widzimy go pełniącego funkcję namiestnika mistrza katedry w loży "Orzeł Biały Przywrócony". Loża ta oznaczona była numerem 13 w Wielkim Wschodzie, zaś jej adres brzmiał: "Morykoni, komisarz wydziału Oświecenia w Siedlcach, do rąk własnych".

W styczniu 1819 roku w uznaniu swoich zasług został powołany na stanowisko rektora Szkoły Wojewódzkiej Płockiej. Nominacja ta rozpoczęła nowy, o tyle istotny okres w jego życiu, że z miastem tym Morykoni związał już na stałe.

Placówka, na którą go skierowano nie stała w tym okresie na zbyt wysokim poziomie, trudne były też istniejące w niej warunki socjalno-bytowe. W swoim rękopisie "Wiadomość o szkole płockiej 1781 do 1821" Morykoni pisze, iż "do rozbioru Polski dom szkolny nie ukończonym zostawiono, sale przeznaczone na bibliotekę i popisy nie były wyporządzone, a wszystkie zewnętrzne mury bez otynkowania stały". Pod dynamicznym kierownictwem nowego rektora sytuacja zaczęła ulegać dość gwałtownej przemianie. Efekty tych starań szybko dały się zauważyć i już wkrótce stała się ona najważniejszym ogniskiem kulturalnym miasta. Opracowany przez Komisję Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego w pierwszym kwartale 1821 roku raport dla namiestnika Józefa Zajączka mówił, iż "szkoła wojewódzka Płocka przez usiłowania gorliwego Rektora postępuje do coraz wyższego stopnia doskonalenia".

Oprócz tego, że był kierownikiem szkoły Morykoni był przede wszystkim człowiekiem prawdziwie zainteresowanym wszystkim co dotyczy jego podopiecznych. Biorąc pod uwagę zróżnicowane warunki materialne uczniów starał się w miarę możliwości pomagać tym, którzy tego potrzebowali. W tym celu w 1820 roku przy szkole powstało Towarzystwo Miłosierdzia Szkolnego. Organizacja ta zajmowała się zbierania funduszów i udzielanie zapomóg uczniom. Pieniądze na swoją działalność czerpała ona w głównej mierze z ofiar społeczeństwa. Towarzystwo zaopatrywało potrzebujących pomocy w odzież i książki, a zdarzali się nawet tacy, którzy byli w całości utrzymywani przez swoją klasę. Rektor starał się, aby w całej tej akcji uczestniczyła jak najaktywniej młodzież toteż urządzano przedstawienia teatralne przeznaczając dochody dla potrzebujących kolegów. Pomoc ta nie ograniczała się do strony czysto materialnej, zdolniejsi uczniowie i nauczyciele pomagali słabszym w nauce bez pobierania za to żadnych opłat.

W mieście będącym siedzibą Loży Prowincjalnej Morykoni mógł się w pełni rozwinąć na polu działalności wolnomularskiej. Będąc posiadaczem Kawalera Wybranego został Wielkim Sekretarzem Wielkiej Kapitulnej Loży "Szczere Połączenie". Prócz tego pełnił w tym okresie funkcję mistrza staroszkockiej loży "Ludzkość", oraz był mówcą w dwóch lożach świętojańskich "Doskonałość" i "Ścisłe Milczenie". Nie zapomnieli o nim również dawni bracia z Lublina, którzy w 1820 roku nadali mu tytuł członka honorowego "Świątyni Równości" na wschodzie Lublina.

19 marca 1820 roku z inicjatywy Morykoniego nauczyciele szkoły wojewódzkiej powołali do życia działające przy niej Towarzystwo Naukowe. Na uroczystościach w Szkole Wojewódzkiej wygłosił on krótki odczyt na temat "Pierwsze myśli względem utworzenia Towarzystwa Naukowego przy Szkole Wojewódzkiej w Płocku, który stał się impulsem do podjęcia tego rodzaju starań. Po dwumiesięcznym okresie prac wstępnych dnia 3 czerwca 1820 nastąpiło ostateczne ukonstytuowanie się zarządu na czele, którego stanął biskup ordynariusz płocki Adam Prażmowski.

Kajetan Morykoni, który na tym posiedzeniu wybrany został sekretarzem Towarzystwa wkrótce okazał się de facto jego kierownikiem. Pełniąc swoją funkcję miał dość duży wpływ na statut i późniejsze prace organizacji. We wstępie do sformułowanych wtedy ustaw zapisano "Aby upowszechnić i wznosić, ile możność dozwoli, oświecenie w kraju, zbiera się Towarzystwo Naukowe przy szkole wojewódzkiej w Płocku, które w miarę szczęśliwego wzrostu zakreślać sobie może obszerniejsze zawody". Była to organizacja ściśle regionalna i głównym celem było sporządzenie monografii ówczesnego województwa płockiego. W działalności Towarzystwa chodziło o to aby zarówno młodzież jak i starsze pokolenie zainteresować własnym krajem i regionem w którym żyją.

Po ukonstytuowaniu się Towarzystwo wysłało wiele zaproszeń skierowanych do nauczycieli szkół średnich w całym Królestwie Polskim z propozycją wstąpienia w swoje szeregi. W środowiskach nauczycielskich akcja ta nie przyniosła spodziewanego odzewu natomiast reakcja miejscowych urzędników państwowych i ziemiaństwa była bardzo pozytywna. W ślad za nimi do Towarzystwa zaczęli przystępować reprezentanci miejscowego kleru i przedstawiciele wolnych zawodów. Członkami czynnymi Towarzystwa mogły być jedynie osoby, które na stałe zamieszkiwały na terenie województwa płockiego, oraz osoby "z urzędu swego do Płocka należące". W przypadku wykładowców szkoły płockiej stosowano znaczne preferencje, gdyż o ile profesor "żądanie swoje oświadczył"wystarczało to aby został jego członkiem czynnym. Statut organizacji przewidywał również istnienie członków korespondencyjnych i tzw. opiekunów czyli członków honorowych. Opiekunami zostawały przeważnie wybitne osobistości z kręgów stołecznych, w tym wielu członków Warszawskiego Królewskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk. W początkowym okresie Towarzystwo rozwijało się bardzo szybko i już pod koniec pierwszego roku działalności liczyło 61 członków. Warto podkreślić, że na 33 członków czynnych w marcu 1821 roku, aż 13 t.j. blisko 40% było adeptami "sztuki królewskiej".

Już od momentu swego powstania Towarzystwo rozpoczęło bardzo aktywną działalność. Powstało tam wiele prac naukowych z zakresu historii z archeologią i numizmatyką, oraz dotyczących problematyki społeczno-gospodarczej województwa płockiego. Kajetan Morykoni interesując się przeszłością ziemi płockiej i Płocka na tym samym zebraniu wygłosił odczyt "Wiadomość o szkole płockiej od r. 1781", zaś później występował jeszcze wielokrotnie m.in. w 1824 roku mówił "O teatrze płockim od r. 1759" i podał "Wiadomość o zabytkach starożytnych w okolicach Płocka w ciągu upływającego roku znalezionych". Poza pracami naukowymi powstało tam również wiele prac literackich, szczególnie dużo było utworów poetyckich. Na posiedzeniu w 1827 roku Morykoni przedstawił swoje wiersze z nieopublikowanego zbiorku "Dumy polskie".

Towarzystwo płockie od początku było instytucją przyszkolną toteż zorganizowana przy nim biblioteka miała stanowić własność tej szkoły. W trakcie pobytu w Płocku Morykoni rozwinął skromną bibliotekę szkolną znacznie powiększając jej zbiory i poprawiając organizację. Urzędnicy przygotowujący raport komisji rządowej W.R. i O.P. z sierpnia 1929 roku z dużą satysfakcją zauważyli, że księgozbiór ten jest uporządkowana i posiada starannie opracowane katalogi. Zwrócono ponadto uwagę, iż za czasów ówczesnego rektora ilość książek zwiększyła się z 2583 woluminów do 4710, a więc wzrosła w tym czasie prawie dwukrotnie. Dbając o bibliotekę Morykoni przyczynił się również do znacznego wzrostu muzeum szkolnego.

Kajetan Morykoni zmarł w Płocku w wieku 56 lat dnia 26 grudnia 1830 roku. Pochowany został na miejscowym cmentarzu, lecz podobnie jak wielu skromnych ludzi bardzo szybko odszedł w mroki zapomnienia tak, iż obecnie miejsce jego wiecznego spoczynku nie jest dokładnie znane. Jest to tym bardziej smutne, że patrząc na jego życie i działalność mimowolnie przychodzą na myśl słowa wypowiedziane podczas lubelskiego pożegnania:

"Twe, Bracie, z nami rozstanie
Rzewny smutek w sercach rodzi
słuszne nasze narzekanie,
Cnotę bowiem kochać godzi.
Oby nam Cię wielkie nieba
W długie lata zachowały,
Takich Braci kochać trzeba,
Takich same nieba dały."
Ostatnio zmieniony pn wrz 06, 2010 9:31 pm przez stanislaw, łącznie zmieniany 1 raz.
stanislaw
Posty: 85
Rejestracja: śr sie 18, 2010 9:07 pm

Re: Loża Masońska - Płock.

Postautor: stanislaw » śr wrz 08, 2010 10:35 am

N. Wójtowicz Ludwik Hass, Masoneria polska XX wieku. Losy. Loże. Ludzie, Warszawa, Wydawnictwo KOPIA Sp. z o.o, 1996, ss. 292 [3], "Notatki Płockie" R. 1996, nr 4 (169), s. 51-53.

"Czemu więc mówiąc o książce poruszającej problem wolnomularstwa w wieku XX nawiązujemy do Płocka?
Prawdą jest, że w ostatnim stuleciu w mieście tym nie istniała ani jedna placówka masońska. Faktem jest że w związku z tym przynależność do organizacji była dla mieszkańców Płocka w pewnym stopniu utrudniona. Mimo tego w zaprezentowanym przez profesora Hassa zestawieniu można znaleźć pochodzących stąd wolnomularzy lub też takich, którzy związali z tym miastem jakiś okres swego życia. Wzmianki na ten temat odnajdujemy na kartach omawianej książki kilkukrotnie choć w przypadku niektórych są to związki bardzo ograniczone.

Najwyższy stopniem z rzeczonych wolnomularzy Stanisław Garlicki (s.179) to osoba w przypadku której łączność z miastem wzmiankowana jest w zasadzie jedynie poprzez wskazanie miejsca urodzenia. Występując na forum organizacji pod "imieniem zakonnym" Konrad Stefański był on Urzędnikiem Wielkiej Loży Narodowej Polski, a następnie zastępcą Wielkiego Komandora Rady Najwyższej 33 i ostatniego stopnia Rytu Szkockiego Dawnego Uznanego.
Inny pochodzący stąd wolnomularz - Lucjan Altberg (Laskowski) (s.158) przeżył wprawdzie tu swą młodość i począwszy od 1895 roku uczęszczał do miejscowego gimnazjum rządowego, z którego został zresztą wydalony za udział w demonstracji uczniowskiej, lecz później wyjechał i maturę uzyskał już w Kaliszu. Następnie zmieniał kilka razy miejsce swojego pobytu studiując w Monachium, Heidelbergu i Petersburgu ale jego kontakt z Płockiem urwał się już zupełnie.

Dziennikarz i publicysta Józef Wasowski (pierwotnie Wasercug) (s.267) urodził się 14 kwietnia 1885 w Płocku. W jego przypadku również rozstanie z miastem rodzinnym nastąpiło we wczesnej młodości. Fakt urodzenia się tutaj to niezbyt silne związki z miastem, lecz należy je wspomnieć.
Kolejny interesujący nas człowiek pióra to zgłoszony w 1909 roku do inicjacji w loży "les Renovateurs" Stanisław Pyrowicz (s.239). Był on jednym z płockich adwokatów, ale również dziennikarzem i publicystą oraz współredaktorem "Kuriera Płockiego".

Wymienieni do tej pory to osoby przeważnie nie znane obecnie szerszemu gronu płoczczan. Nie zawsze jednak płoccy wolnomularze to osoby całkiem już dziś zapomniane. Najlepszym tego przykładem jest piąty wreszcie wolnomularz rodem z Płocka - Szymon Kossobudzki (s.201) - wybitny chirurg, polityk, społecznik i publicysta. Bywa on niejednokrotnie w literaturze określany mianem "jednego z najwybitniejszych działaczy Polonii Południowo-Amerykańskiej" . Ten wybitny działacz polonijny jest z pewnością osobą najbardziej znaną spośród dotychczas wymienionych. Będąc na emigracji w Brazylii przez wiele lat propagował tam polską kulturę. Był jednym z współtwórców towarzystw oświatowych "Kultura" i wydawcą polskich czasopism. W 1929 roku Szymon Kossobudzki współuczestniczył w założeniu Polsko-Brazylijskiej Partii Republikańskiej. Był on również współtwórcą, a następnie profesorem Uniwersytetu Parańskiego w Kurdybie. Swoją działalnością rozsławił w świecie imię Polski, a tym samym również i swego miasta rodzinnego. Nic dziwnego, że to właśnie jego jednego spośród wzmiankowanych wymieniono w wydanym niedawno leksykonie "Płock od A do Z" . Nie dziwi również fakt, że decyzją Rady Miejskiej jego imieniem nazwana jedną z ulic Płocka. Ten niezwykle czynny człowiek był również aktywnym członkiem związanej z Wielkim Wschodem Brazylii loży "Fraternidade Paranese" w Kurdybie. Tendencja do aktywnej działalności polonijnej przebijała również tutaj gdy w 1930 roku czynił starania w celu instalacji w Kurdybie polskiego warsztatu.

Wśród wielu polskich masonów widzimy również nazwisko generała Jana Kruszewskiego (s.203). I choć w sporządzonym przez profesora Hassa biogramie nie ma o tym żadnej wzmianki, to przecież jest to ten sam Janek, który ukończył w 1907 roku gimnazjum rządowe w Płocku zaś jego podpis widnieje na wystosowanej dwa lata wcześniej do dyrektora petycji w sprawie nauczania w języku polskim . Był on członkiem podporządkowanej Wielkiej Loży Narodowej Polski loży "Tomasz Zan" z Wilna lecz po nominacji w 1930 roku na dowódcę Korpusu Ochrony Pogranicza zgłosił swoje wystąpienie z organizacji.

Historyka historiografii i mediawistę Mariana Henryka Serejskiego (s.247) związał z Płockiem przypadek. Ten funkcjonariusz partyjny i aktywista PPS został skierowany do tego miasta jako student przez Centralny Komitet Wykonawczy PPS i pełnił tu przez pewien czas funkcję przewodniczącego Prezydium Komitetu Wykonawczego Rady Delegatów Robotniczych . W późniejszym okresie był on do 1938 roku członkiem Wielkiej Loży Narodowej Polski, gdzie występował pod "imieniem zakonnym" Marian Madejski. Likwidacja w tym czasie stowarzyszeń wolnomularskich w Polsce, a następnie wybuch wojny zmusiły go wprawdzie do zawieszenia działalności lecz nie zapomniał on o ideałach wolnomularskich. Już 12 grudnia 1961 roku znalazł się w grupie ośmiu mistrzów którzy dokonali przebudzenia loży-matki "Kopernik" w Warszawie.

Władysław Chmielewski "Smyczek" (s.166), komendant Polskiej Organizacji Wojskowej w Płocku w latach 1917-1918 to inaczej Wacław Wolicki - członek loży "Łukasiński" z Warszawy.
W wyniku przetasowań jakie zaszły po przewrocie majowym 19 czerwca 1926 roku prezydentem Płocka został ławnik i wiceprezydent miasta Włocławka, członek PPS Stefan Zbrożyna {s.277}. Fakt ten sprawił, że przez pewien okres mógł się on uważać za płocczanina. Stefan Zbrożyna występujący pod "imieniem zakonnym" Łukasz Brdej został członkiem Wielkiej Loży Narodowej Polski przed rokiem 1934. W 1961 roku, podobnie jak Marian Henryk Serejski, znalazł się on wśród osób dokonujących przebudzenia konspiracyjnego "Kopernika" w Warszawie.

Obok osób związanych bezpośrednio z Płockiem w sporządzonym przez profesora Hassa słowniku biograficznym możemy wyłuskać również tych którzy wywodzili się z terenu województwa. Można tu wspomnieć chociażby: urodzonego koło Kutna członka Wielkiej Loży Narodowej Polski Stanisława Adolfa Czekanowskiego (s.170), Zofię z Kryńskich Wierszycką (s.269) - ziemiankę zamieszkałą w okolicach Kutna, urodzonego pod Płońskiem Wacława Wincentego Łypacewicza (s.215), generała Czesława Młot-Fijałkowskiego spod Rypina (s.178), pochodzącego spod Wyszogrodu Stanisława Posnera (s.237), urodzonego w okolicach Kutna Artura Śliwińskiego (s.259-260) czy też Stanisława Augusta Thugutta (s.262-263) - Urzędnika Wielkiej Loży Narodowej rodem z Łęczycy.

Mówiliśmy tu szerzej o zaledwie kilku osobach związanych z Płockiem lecz biorąc pod uwagę fakt, że wiele z zamieszczonych w pracy Ludwika Hassa notek biograficznych jest niepełnych, jak też zdając sobie sprawę z możliwości zaistnienia braków na tej liście nie można wykluczyć podobnych powiązań również u innych polskich "braci" zamieszczonych w omawianym zestawieniu."
Awatar użytkownika
kwis
Posty: 574
Rejestracja: sob sty 23, 2010 12:49 am
Lokalizacja: Płock

Masoneria

Postautor: kwis » sob gru 18, 2010 10:15 pm

Na nowootwartej stałej ekspozycji w Muzeum Mazowieckim w Płocku - X wieków Płocka - jest miejsce poświęcone płockiej masonerii. Na zdjęciach fragment ekspozycji - wstęgi masońskie
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.
Awatar użytkownika
bobola
Stowarzyszenie
Posty: 2586
Rejestracja: sob lis 14, 2009 11:30 am
Lokalizacja: Płock

Re: Wolnomularstwo w Płocku

Postautor: bobola » ndz mar 02, 2014 2:13 pm

Wątek interesujący i bogato komentowany, ale to było dawno temu :oczy:
Aby go przypomnieć dodaję zdjęcie "Dziekanki", o której wspomina Werdan. :)
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.
Awatar użytkownika
Kkostrz
Posty: 1
Rejestracja: śr maja 28, 2014 11:24 pm

Re: Wolnomularstwo w Płocku

Postautor: Kkostrz » śr maja 28, 2014 11:53 pm

Widam serdecznie! Jestem Łomżaninem, ale chyba nikomu to nie przeszkadza, biorąc pod uwagę bliską i wspólną historię naszych grodów :-) . Z dużym zainteresowaniem przeczytałem dyskusję toczącą się w temacie masonerii, zwłaszcza że od dłuższego czasu śledzę losy masonerii w swoim rodzinnym mieście. I muszę przyznać ze skutkiem miernym. Głównie z powodu tego, że odszukanie jakichkolwiek śladów po wolnomularzach, w mieście które wojenną pożogę przetrwało z 86% zniszczeniem graniczy z cudem - a o odtworzeniu ścieżki oświecenia marzyć nawet nie wypada :-( . Chciałem się jednak podłączyć pod dyskusję z dwóch powodów. Pierwszy dotyczy tzw. "Oka Boga" zgadza się jest to symbol uniwersalny, który w pewnym momęcie związał się z liturgiką chrześcijańską. Należy mieć jednak na względzie, że mniej więcej od drugiej połowy 1738 r., symbol ten zaczyna zanikać. Powyższe wiązało się z ogłoszeniem przez papieża Klemensa XII bulli „In eminenti apostolatus speculo”, potępiającego masonerię i zwiazki z nią. W tym czasie symbol oka opatrzności jest już praktycznie zawładnięty przez Loże masońskie, dlatego też Kościół Katolicki rezygnuje z tej ornamętyki. Zresztą wbrew pozorom niejednokrotnie są to nieco inne symbole np. zamknięte w trójkącie oko Horusa, otoczone przez płonące, splecione kręgi i znaki zodiaku, a wśród nich 33 srebrne gwiazdki :-) (kościół w Drozdowie - 1875 r - linka do galerii poniżej). Drugi powód to szczególny rok 1820, w którym to kończą swą działalność nasze loże. Wiele jednak wskazuje na to, że kończą one swój żywot jedynie formalnie. Z dużą dozą prawdopodobieństwa można stwierdzić, że organizacje te schodzą do podziemia. Miało to niechybnie związek z jawnym potępieniem masonerii przez papieża Piusa VII. Stąd też np. w Łomży w latach 30 XIX wieku, na cmętarzu będą pojawiać się nagrobki np. z symbolem VITRIOL' u, czy motylami szybującymi ku niebu.
Pozdrawiam!
http://www.muzeum-drozdowo.pl/index.php ... -drozdowie
Awatar użytkownika
bobola
Stowarzyszenie
Posty: 2586
Rejestracja: sob lis 14, 2009 11:30 am
Lokalizacja: Płock

Re: Wolnomularstwo w Płocku

Postautor: bobola » czw maja 29, 2014 10:52 am

Łomżynianin na naszym forum jest mile widziany :) dziękujemy za interesujący post :ok:

Wróć do „Historia nowożytna”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość