Zaginione plemię

Awatar użytkownika
trobal
Posty: 1220
Rejestracja: pt mar 13, 2009 9:32 am
Lokalizacja: Puławy
Kontakt:

Zaginione plemię

Postautor: trobal » śr sty 06, 2010 11:01 pm

Gdy w 1925 roku władze sowiecka tworzyły Polski Rejon Narodowy im. Juliana Marchlewskiego w okolicach miasteczka Dołbysz realizowały program korienizacji czyli powrotu do korzeni. Celem programu było rozwijanie świadomości narodowej i kultury narodowej w grupach, które w wyniku carskiej rusyfikacji je utraciły. Ponieważ odkryto też i na Białorusi skupiska chłopów polskich to i tam powołano Polski Rejon Narodowy im. Feliksa Dzierżyńskiego w okolicach Kojdanowa. W obu tych ośrodkach wprowadzono język polski jako dodatkowy język urzędowy. Zakładano polskie szkoły. Wydawano polską prasę.

Nie byłaby to jednak Rosja Sowiecka gdyby nie realizowano przy tym programu politycznego. Ten jak wszędzie zakładał walkę z religią oraz industrializację. Na Marchlewszczyźnie wykorzystując duże połacie piachów wybudowano huty szkła. Ich pracownicy mieli stworzyć polski proletariat. Ten plan akurat się nie powiódł z braku dróg i kolei na tych ziemiach. Gdy te już się pojawiły w 1933 roku zbliżał się już finał eksperymentu. Polacy bowiem tak jak i Ukraińcy nie godzili się na kolektywizację. Doświadczyli z tego powodu wielu represji, a także cierpieli podczas ukraińskiego Wielkiego Głodu, którego dotąd Rosja nie chce uznać za zbrodnię przeciwko ludzkości, twierdząc, że jego przyczyny były naturalne.

Likwidacja rejonów narodowych związana była z aresztowaniami i przesiedleniami. To z Marchlewszczyny i Dzierżyńszczyny pochodzili pierwsi polscy osadnicy na stepach Kazachstanu. Ruszyła maszyna masowych przesiedleń czemu sprzyjał rozwój komunikacji. Wg Andrzeja Kuleszy zanim wszystko polikwidowano wysłano do Rzeczypospolitej grupę agitatorów przeszkolonych w rejonach. Zamiast wywołać ferment w "faszystowskiej Polsce" wszyscy oni wybrali emigrację.

Po drugiej stronie granicy także "odkryto" ludność polską. Dlaczego odkryto? Otóż masy ludowe zachodnich rejonów Białorusi i Ukrainy, które znalazły się przy Polsce po pokoju Ryskim w ogromnej masie zamieszkane były przez chłopstwo narodowości białoruskiej i ukraińskiej. Zaskoczeniem dla administracji tych terenów było odkrycie, że część chłopstwa mówiąca tym samym językiem co ich otoczenie przyznaje się do katolicyzmu i polskości. Pojawiły się zaraz inicjatywy repolonizacji tego ludu, który miał wyróżniać się od reszty brakiem "cech laponoidalnych" ponoć wyraźnych u Ukraińców. Określanie "ras" na podstawie wyglądu nie było w tamtym okresie czymś wyjątkowym, metodami takimi posługiwali się nie tylko ideolodzy nazistowskich Niemiec. Stosowano je i na Zachodzie Europy, a sami Niemcy wysłali przecież dla przeprowadzania pomiarów ekspedycję do Tybetu (film "7 lat w Tybecie" jest o tej właśnie wyprawie). Na ziemie Wołynia ruszyła w 1938 roku akcja powołanego specjalnie dla repolonizacji Komitetu do spraw szlachty zagrodowej na Wschodzie Polski. Zaraz na Wołyniu zawiązało się 141 kół liczących 20000 członków. I tu mówiono o powrocie do źródeł (czy to co innego niż mówienie o powrocie do korzeni?). Politycznie chciano wykorzystać tą ludność do umocnienia żywiołu polskiego na ziemiach przecież w większości zamieszkałej przez ludność ukraińską. Tu jednak podkreślano szlacheckie pochodzenie wołyńskich Polaków. Na terenach sowieckich o tym elemencie nie wspominano.

Wspomniałem już o tym, że ludność tak choć posługiwała się na co dzień językiem ukraińskim przyznawała się do katolicyzmu i polskości. Inną cechą która sprawiła że nie utonęła ona w morzu ukraińskim była niechęć członków tej społeczności do związków mieszanych z (prawosławnymi w większości) Ukraińcami. Żywa była w tej społeczności świadomość szlachectwa. Ale nikt nie zadawał pytania skąd ona się wzięła. Może to było jeszcze w okresie międzywojennym oczywiste? Żeby odpowiedzieć na to pytanie trzeba cofnąć się w czasie o kilkadziesiąt lat.

Po powstaniu listopadowym w guberniach nazywanych "dawniej polskimi" zakończył się okres tolerancji dla polskości. Ponieważ nie chciano naruszać własności ziemi, a od czasów zaborów nie potrafiono sobie poradzić z klasyfikacją polskiej szlachty postanowiono znacznie zmniejszyć jej liczbę. Pojawiały się tu pomysły masowej deportacji ale nawet jeden przekazany do realizacji nigdy nie został wprowadzony w życie z braku środków. Ruszył jednak program deklasacji szlachty. Przeprowadzano go pod hasłem weryfikacji tytułów szlacheckich. Samorządy szlacheckie biorące czynny udział w pierwszej fazie tego procesu doprowadziły do zdeklasowania w samych 3 guberniach ukraińskich ok 160000 osób. Kolejne 160000 zdeklasowano jeszcze przed powstaniem styczniowym w akcji kierowanej przez generał-gubernatora Bibikowa. W 6 guberniach litewsko-białoruskich akcja przebiegała o wiele wolniej ale też była prowadzona. Przyspieszyła dopiero po objęciu urzędu genereł-gubernatora przez Murawjowa (nazwanego Wieszatielem).

Dla deklasowanych stworzono kategorię społeczną jednodworców. Byli oni podobnie jak chłopi bez ziemi i podlegali opodatkowaniu (z czego zwolniona była szlachta). Nie mogli też swobodnie się poruszać. Brak szlachectwa pozbawiał ich też możliwości kształcenia się, a co za tym idzie awansu społecznego. Ziemiaństwo po powstaniu styczniowym wyrażało niezadowolenie z nikłego w nim uczestnictwa tej masy zdeklasowanej szlachty, a przynajmniej sięgało po ten argument tłumacząc dlaczego pozbawia jednodworców ich jedynego źródła utrzymania - ziemi. Jednodworcy bowiem byli wcześniej szlachtą czynszową, czyli żyli na ziemi za której użytkowanie płacili niski czynsz. W momencie wprowadzania uwłaszczenia chłopów nagle okazało się że uwłaszczenie wg władz nie obejmuje jednodworców ponieważ nie są chłopami. Pozostawiono im jednak możliwość przejścia do grupy chłopów lub mieszczan, z czego też w desperacji swojej korzystali by przeżyć.

Jednak wspomnienie o szlachectwie, o narodowości przetrwało. Także pamięć o wcześniejszym czynszownictwie. Radziecka historiografia odnotowała istnienie czynszowych ljudi ale nie wspominała o ich narodowości. Nie wiadomo czy do dziś społeczność ta by nie zniknęła jednak wraz z pamięcią o niej gdyby nie działania sowieckie i polskie w okresie międzywojennym. Politycznie naganne zachowały one jednak poczucie przynależności do narodu. Dziwi jednak to nagłe odkrycie tak dużej grupy narodowościowej dopiero w latach trzydziestych na Kresach. Czy chciano o nich jednak zapomnieć by zapomnieć też, że do ich sytuacji przyczynili się w dużej mierze bracia szlachta?
zapuszczam wąsy, wyciągam szablę
pędzę na koniu po śmierć i chwałę
a żadna myśl nie mąci w głowie
bo tu emocje podsycają ogień
Dezerter "My Polacy"

Wróć do „Międzywojnie”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość