Joanna Tokarska-Bakir "Legendy o krwi"

Awatar użytkownika
trobal
Posty: 1202
Rejestracja: pt mar 13, 2009 9:32 am
Lokalizacja: Puławy
Kontakt:

Joanna Tokarska-Bakir "Legendy o krwi"

Postautor: trobal » ndz paź 11, 2009 5:15 pm

Joanna Tokarska-Bakir
Legendy o krwi.
Antropologia przesądu.

legendy.jpg
legendy.jpg (20.16 KiB) Przejrzano 57 razy
Trochę jak pies do jeża podchodzę do opisania zawartości tej książki. Jest to nie tylko publikacja naukowa (w odróżnieniu od popularno-naukowych) ale też porusza tematy drażliwe. Z drugiej strony przybliża problemy często przemilczane i tłumaczy dlaczego są one drażliwe. Z tego też względu jednak opiszę możliwie zwięźle zawartość książki.

Punktem wyjścia do podjęcia problemu stała się dyskusja zainicjowana przez O. Stanisława Musiała na temat osiemnastowiecznego obrazu Karola de Prevot znajdującego się w sandomierskiej katedrze. Dokładniej, to obrazów jest 13, a chodzi o jeden z nich, przedstawiający sceny z mającego mieć miejsce w Sandomierzu mordu rytualnego dokonanego przez Żydów. Obecnie obraz ten jest zasłonięty ale w internecie można znaleźć jego zdjęcia, np. w Wikipedii jako ilustrację hasła Antysemityzm. Zanim go zasłonięto umieszczono przy nim tabliczkę na której informowano o "rzekomym mordzie". Nie miało to jednak praktycznego znaczenia ponieważ tabliczka była ignorowana przez przewodników. Obraz można też obejrzeć po kliknięciu na miniaturze z Wikipedii
Obrazek
Jest tu i osobisty motyw zainteresowania tematem. Jako opiekun podczas wycieczki szkolnej miałem okazję jeszcze załapać się na oprowadzanie przy odsłoniętym obrazie. Przewodnik omawiając ten obraz podkreślał mocno prawdziwość przedstawionych na nim wydarzeń. Może zareagowałem zbyt ostro, przerywając mu wywód i zaznaczając głośno, że o podobne zbrodnie oskarżano pierwszych chrześcijan. Niemniej temat przez lata mnie intrygował, stąd zainteresowanie pracą profesor Joanny Tokarskiej-Bakir. Trochę na marginesie chciałbym jeszcze wspomnieć, że tak jak mój przewodnik, tak i przewodnik z omawianej książki, zaznacza, że na obrazie wymyślony jest tylko pies. Wrócę jednak do tematu zasadniczego...

O. Stanisław Musiał twierdził, że eksponowanie obrazu podtrzymuje wśród okolicznych mieszkańców wiarę w dokonywane przez Żydów mordy rytualne, a pośrednio daje impuls dla rozwoju antysemityzmu. Jego przeciwnicy twierdzili, że obraz, widoczny przecież od ponad dwóch wieków w żaden sposób na społeczność nie ma wpływu. Celem podjęcia badań była odpowiedź na pytanie, która ze stron ma rację. W tym celu uruchomiono badania terenowe w promieniu 30 km od Sandomierza zbierając wywiady na temat społeczności żydowskiej. Autorka też zajęła się analizą samych przekazów o pozyskiwaniu przez Żydów krwi chrześcijan. Ten drugi wątek umieściła w części pierwszej pracy i stanowi on właściwie osobną pracę zasługuje też na osobne opisanie.

Legendy o krwi obejmują przekazy o zabijaniu przez Żydów chrześcijan oraz profanacje eucharystii i świętych obrazów. Przekazy o takich zdarzeniach pojawiają się w Europie od ok. XII wieku. Zwykle doprowadzały do pogromu, a ich rocznice czasami sprzyjały corocznym wystąpieniom antyżydowskim. Ponieważ w dokumentach żydowskich ani w ich pismach religijnych nie ma śladów podobnych praktyk pominięto w pracy stronę żydowską, skupiając się na przekazach i na społeczności chrześcijańskiej, która sama te przekazy wytworzyła. Ponieważ przekazy są nierzeczywiste, wszystkie zachowują podobny bajkowy schemat, autorka użyła metod badawczych zastosowanych wcześniej przez badacza przekazów bajkowych - Władimira Proppa, autora pracy pt.: Morfologia bajki. W tym celu autorka zebrała 100 przekazów. Zapewne skupienie się na społeczności chrześcijańskiej wykluczyło podobne przekazy ze świata islamu w których Żydzi pozyskują krew muzułmańską. Takiego wątku w tej książce nie ma. A i w dziejach nie był zbyt żywotny, można założyć, że przeniknął tam z Europy i się nie przyjął. W Europie nawet fakty zaprzeczające wydarzeniom będących kanwą takich opowieści (jak odkrycie prawdziwego mordercy) nie anulowały w żaden sposób legendy. Wniosek sam się nasuwa - te legendy były społeczności chrześcijańskiej potrzebne by utrzymać istnienie nieprzekraczalnej granicy między Żydami i ich sąsiadami.

Część druga zatytułowana Współczesne narracje o krwi posiłkuje się nie tylko badaniami przeprowadzonymi w okolicach Sandomierza. Podobne relacje zachowały się w wywiadach prowadzonych w innych miejscach Polski i za jej wschodnią granicą. Uderza wiara ludzi wykształconych w legendy. Wynika on raczej z autorytetu za pośrednictwem którego zapoznali się z legendami niż z własnego doświadczenia. Z kolei w świadomości społeczności niewykształconej górę bierze własne doświadczenie z okresu mieszkania w sąsiedztwie Żydów choć i tu legendy te są znane to jednak traktowane są na równi z opowieścią o czarnej wołdze porywającej dzieci.
Z relacji można ułożyć obraz życia w świecie przed Zagładą. Zmartwychwstają postaci Żydów, ich domy, ich obecność. Odnieść można wrażenie, że był świat harmonijny choć nie sielski. Zaraz jednak przychodzi też otrzeźwienie - w relacjach nie ma nic o Zagładzie. Owszem, jest wątek wygnania, ale zaraz też pojawia się wątek ocalenia kogoś. Jeszcze w relacjach pojawią się informacje o mordowaniu ocalonych podczas okupacji jak i po przyjściu Armii Czerwonej. Muszę przyznać, że te fragmenty czytało mi się najtrudniej. Relacja spisana z nagrania ma ogromną siłę.
Ale wspomniałem o drażliwych tematach. Należą do nich na pewno te opowiadające o mordowaniu ocalonych ale i te o przejmowaniu majątku pozostałego po Żydach. Domy nie pozostawały długo puste jeżeli były lepsze od dotąd zamieszkiwanych. Pewnikiem było to, że poprzedni właściciele już nie wrócą.
Autorka używa w swoich badaniach freudowskiego pojęcia narcyzm małych różnic. Dzięki niemu daje się racjonalnie wytłumaczyć dlaczego doszło do Zagłady, Holocaustu czy jak jeszcze nazwać czystkę etniczną przeprowadzoną w Polsce, której głośno czystką etniczną się nie nazywa. Dwie społeczności, bardzo do siebie podobne by zachować rozdzielność muszą wyolbrzymiać różnice. Zakaz mieszanych małżeństw ułatwia utrzymanie stanu niechęci do całej społeczności. By zachować taki stan jedna ze społeczności (w tym wypadku żydowska) musi być traktowana jako gorsza, nieczysta (podobnie jak w systemie kastowym w Indiach). Dlatego daje się utrzymać twierdzenia o lenistwie Żydów, o ich głupocie itp. mimo tego, że Żydzi pracowali intensywniej i chętniej inwestowali w wykształcenie swoich dzieci.
Z rzadka pada pytanie "Widziałeś kiedyś pijanego Żyda?" ale odpowiedź zawsze jest taka sama "Nie." Ale i to było powodem niechęci do całej społeczności. Tu też pojawia się pewien dziwaczny zdawało by się element w krajobrazie społecznym. Na podobieństwo niemieckich list proskrypcyjnych pojawiają się listy ukrywających swoje pochodzenie Żydów. Jaką rolę mogę pełnić takie listy? Mają być dowodem na to, że Żydzi wcale nie zginęli, a obawa o zawłaszczony majątek wywołuje jeszcze większą nienawiść do nieobecnych już Żydów.

Wracając do obrazu z sandomierskiej katedry. Prevot, który namalował obraz nie działał samodzielnie. Fundatorem obrazów był ksiądz Stefan Żuchowski. On też dyktował jaka ma być zawartość obrazu. Sam znany jest jako fundator biblioteki. W dużej mierze jej księgozbiory stanowią dzieła antysemickie. Exlibris Żuchowskiego także zawiera treść antyżydowską. W ciągu swojego pobytu w Sandomierzu był świadkiem aż trzech mordów rytualnych (dziś to by pewnie zastanowiło śledczych). Celem jego było doprowadzenie do wygnania Żydów jak nie z Polski to chociaż z Sandomierza. Dlatego uderzał z oskarżeniami w najbogatszych Żydów w mieście. Wśród współczesnych zyskał opinię pieniacza. A domy w sandomierskim rynku do wysiedlenia Żydów pozostawały ich własnością. A może są nią nadal?
zapuszczam wąsy, wyciągam szablę
pędzę na koniu po śmierć i chwałę
a żadna myśl nie mąci w głowie
bo tu emocje podsycają ogień
Dezerter "My Polacy"

Wróć do „Ślady kultury żydowskiej”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość