Drodzy użytkownicy

Doceniamy zaangażowanie tak wielu z Was w redagowanie i rozwijanie zasobu wiedzy zgromadzonej na naszym forum. Korzystanie z tego zbioru historii, wspomnień, opisów, fotografii jest jednak możliwe tylko pod warunkiem opłacenia należności za utrzymanie serwera na którym gromadzone są dane. Zwracamy się do Was z prośbą o drobne nawet wpłaty, które pozwolą nam utrzymać i rozwijać witrynę. Wtedy będziemy mogli dalej wspólnie cieszyć się z odkrywania naszej ojczyzny, a na pewno nie zabraknie miejsca na przechowywanie kolejnych informacji.

Jeśli uznacie za słuszne wesprzeć forum wpłatą wg własnego uznania i możliwości, będziemy jako administratorzy forum i strony internetowej bardzo wdzięczni.
Informacje niezbędne do dokonania płatności:

Odbiorca: Stowarzyszenie TRADYTOR
Nr konta: 68 2130 0004 2001 0554 6429 0001
Tytuł płatności: Składka na serwer

Z góry dziękujemy i zachęcamy do aktywnego korzystania z naszej wspólnej kopalni wiedzy.

Gilino- historie ze strzepów wyrwane

Moderator: zbyszekg9

Awatar użytkownika
jarek64
Posty: 2
Rejestracja: wt sty 14, 2014 5:35 pm

Re: Gilno- historie ze strzepów wyrwane

Postautor: jarek64 » ndz cze 22, 2014 12:04 pm

jan pisze:Właścicielem Gilina był mój dziadek oficer WP Zygmunt Gorzechowski a poprzednim jego ojciec Adam. Zygmunt został w majątku aresztowany przez gestapo wywieziony do obozu w Niemczech a następnie do Oświęcimia gdzie został zamordowany, jego zona Janina została z 3 małych dzieci bez środków do życia, ojciec urodzony w Gilinie miał w 1939r 6 lat wiec niewiele pamięta, z przekazów rodzinnych wiem, że dziadek wszystkie pieniądze zainwestował w melioracje i był to najlepiej zagospodarowany majątek w rodzinie. Rodzina Gorzechowskich wywodzi się z tzw szlachty dobrzyńskiej od 13 wieku posiadała majątki na terenie prawobrzeżnej Wisły do dzisiaj zamieszkują w tych okolicach jej przedstawiciele.Z posiadanych informacji wiele okolicznych wsi należało do rodziny np Gorzechowo Gorzechówek Żukowo Wawrzonki, Karsy, Cieśle Kuchary wioski w okolicach Drobina gdzie centralnym punktem cmentarza jest rodzinny grobowiec Gorzechowskich z 1870r obecnie używany jako kaplica cmentarna.Już w 15 wieku rodzina straciła kilka wsi za odmowę udziału w jakiejś wojnie, w potopie szwedzkim Jerzy Gorzechowski był chorążym w wyprawie na Inflanty,za udział i przywództwo w powstaniu styczniowym Jakub został zesłany na sybir, były utraty mienia za powstanie listopadowe, kilkunastu członków rodziny zginęło w Powstaniu Warszawskim, 3 oficerów Gorzechowskich zostało rozstrzelanych w Katyniu i Miednoje ot i taka typowo polska historia starej polskiej rodziny.Trudno mi się wypowiadać i polemizować z przekazami mieszkańców ale mnie tez gonili jak za dzieciaka kradłem cudze jabłka /były zawsze o wiele lepsze/ta czarna furmanka to mógł być wóz gestapo.Tyle na razie, nie ukrywam ze liczę na jakieś informacje równocześnie zdając sobie sprawę, że po tylu latach będzie to bardzo trudne choć paradoksalnie o tyle łatwiejsze ze ci mogą mieć coś na sumieniu nie żyją ot taki sobie kolejny chichot historii Pozdrawiam czytelników i stowarzyszenie Jan Gorzechowski
.
Dzień dobry!
Proszę Pana. Moja mama z domu Dobrzeniecka ze znanej w tamtej okolicy dużej rodziny, niedawno przypadkiem natrafiła na Powązkach grób Jana Zumbacha, słynnego lotnika. Wcześniej przeczytała jego biografię Ostatnia walka. Matką Zumbacha była Gorzechowska spod Płocka, z pewnością spokrewniona z Panem. Ale ad rem! Co pamięta moja mama? W czasie okupacji przez kilka miesięcy dziadek z babcią i kilku letnią wówcza moją mamą, Dobrzenieccy, mieszkali u Malanowskich w Przybyszewie. Wcześniej przed moimi dziadkami zatrzymała się u nich Gorzechowska z dziećmi - na pewno były lub była 1 albo 2 córki, której mąż był w oflagu albo aresztowany "gdzieś w Niemczech". Była bodajże wygnana przez Niemców ze swojego domu. Szczegółó, rzecz jasna, mama nie może pamiętać. Natomiast, wie że były tam starsze od niej dziewczynki. Czy to aby nie pańska babcia z dziećmi? Potem dziadkowie przenieśli się do Malanowskich z sąsiednich Gnat. Malanowskich z Gnat nachodzili i okradali tuż po wojnie bandyci z MO, bracia Siemątkowscy powiązani z tamtejszym ubeckim zbrodniarzem Rypińskim "Rypą" z Łęgu. Malanowscy mieli podwójne obywatelstwo ponieważ pani Malanowska urodziła się w USA. Malanowscy w 1947-48 roku wyjechali do Stanów. Bracia Siemiątkowscy przerzuceni pod Grójec zamordowali wielu działaczy tamtejszego PSL i Akowców. Trafili nawet po 1956 do więzienia ale Gomółka nie pozwolił na proces. Rypińskiego zlikwidował Stryjewski "Cacko" jeden z dowódców podziemia na tamtych terenach. Zamordowany w 1951 na Rakowieckiej.
Awatar użytkownika
Tadeusz
Posty: 1
Rejestracja: czw sie 31, 2017 8:01 pm

Re: Gilino- historie ze strzepów wyrwane

Postautor: Tadeusz » pt maja 25, 2018 10:55 pm

Witam. Chciałbym odświeżyć temat dziedzica w Gilinie (powiat Płock).

Kim / Czym zajmował się w Gilinie Adolf Karwowski? Bo Adolf Karwowski był też w Gilinie, ponieważ wziął za żonę / był kawalerem / ciotkę mojej mamy. Ona była młodsza od niego o 20 lat, z domu Lewicka Paulina, która wychodziła ze Zbójna, ale urodzona w Tłubicach. Poniżej opiszę historię ciotki mojej mamy, jak doszło do zamążpójścia z Adolfem Karwowskim, który był urodzony w Błażejewicach. Moja mama mówiła mi, że on był też właścicielem. Ciotka mojej mamy, gdy była młodą dziewczyną uczyła się krawiectwa i kucharstwa u dziedzica Kazimierza Gościckiego w Lelicach. A że dziedzice z Lelic, Dębska, Gilina, Reczewa, Giżyna byli spokrewnieni, jeździli do siebie i przyjaźnili się, nadmienie Panu, że wspólnie wysadzili drogę lipami / teraz szosę - lipy zostały ścięte / z Bielska do Bonisławia - 6 km. Jak ciotka mojej mamy nauczyła się w Lelicach, to zabrał ją dziedzic z Dębska jako płatną kucharkę i krawcową. Była bardzo piękną kobietą i tak się spodobała Karwowskiemu, że zabrał ją z Dębska do siebie do Gilina i wzięli ze sobą ślub. Gdy brali ślub to on miał 40 lat, a ona 20 lat i tak im wyszło, że ze sobą nie mieli dzieci. Ona urodziła się w 1878 roku no to się ożeniła w 1898 roku i wtedy zabrał ją do Gilina. A Adolf Karwowski był urodzony w 1858 roku, ona zmarła w styczniu 1950 roku, a on bodajże pod koniec 1950 roku. Jak Niemcy zabrali Zygmunta Gorzechowskiego, a żona jego uciekła z trojgiem dzieci, to Karwowscy zostali / byli w majątku do 1947 roku do samej parcelacji / . Przed samą parcelacją wyjechali do brata Adolfa - Antoniego do Błażejewic. Brat Antoni Karwowski miał syna / chyba Tadeusza / , który jest pochowany w Baboszewie. Natomiast ciotka mojej mamy Paulina i Adolf Karwowski są pochowani w Górze k.Płońska. Obecnie jestem w trakcie ustalania ich grobu. Chciałbym wiedzieć jeszcze więcej na ten temat. Bo jak napisałem wyżej, inaczej opowiadała mi moja mama. Możemy się skontaktować w tej sprawie.

Pozdrawiam.
Awatar użytkownika
Przemek
Posty: 38
Rejestracja: czw kwie 07, 2016 9:31 pm

Re: Gilino- historie ze strzepów wyrwane

Postautor: Przemek » sob kwie 10, 2021 11:42 am

Czuje się w obowiązku kontaktu z Panem zamiast mojego brata który dołączył do przodków i może dowiedział się już więcej na powyższy temat, ale nam już nic nie przekaże.
Na początek pewne fakty ujmijmy w osi czasu.
Z pańskiego opisu ślub ciotki w 1898 roku.
W tym czasie Adam –ojciec Zygmunta miał 32 lata, i spisach właścicieli majątków figuruje przy Zawidzu Małym do roku 1902, ale już 19 marca 1902 roku w gazecie Echa Płockie i Łomżyńskie (R5) nr.23, ukazuje się ogłoszenie o sprzedaży tej nieruchomości.
Jednak w tej samym wydawnictwie, już wcześniej, czyli 18 grudnia 1901 (R4) nr. 101. Znajduje się artykuł iż na zastępców wybrano Adama Gorzechowskiego z Dębska. Nie można wykluczyć wcześniejszej posessorski dzierżawnej , lub jego własności w Dębsku i Baronie, a figuruje tam jako właściciel do momentu przekazania majątku swojemu synowi – bratu Zygmunta Kazimierzowi.
Gilino należy do Piwnickich od 1870 roku, ale w Gazecie Rolniczej R 44, nr. 17 z dnia 17 kwietnia 1904 roku, znajdujemy ponowienie ogłoszenia Waldemara Piwnickiego z Gilina o sprzedaży gruntu, więc nie wykluczam posessorstwa dzierżawnego zarówno przez mojego pradziadka, jak i przez mężą ciotki pańskiej mamy.
Wiem że Zygmunt był posiadaczem Gilina i Piączyna, bo w rodzinie jest poświadczenie notarialne.
Zygmunt w momencie ślubu ciotki pańskiej mamy ma 3 lata.
W 1909 Gilino wraz z Piączynem przynajmniej na papierze jest jeszcze własnością Piotra Waldemara Tytusa Piwnickiego. Na dzień dzisiejszy znalazłem potwierdzenie własności Gilina i Piączyna przez Zygmunta w 1924 roku. ( pomiędzy 1916 a 1924 nie znalazłem danych )
Przyznam, że bardzo interesuje mnie temat Gilina. Mam sentyment do tego miejsca, ze względu na ojca, który był synem wspomnianego Zygmunta. W zasadzie był to w domu zawsze temat tabu, po przejściach wojennych mojego ojca, gdyż Dziadka wykończyli Niemcy w ramach „aresztu ochronnego” ( Schutzhaft ). 28 lutego 1933 r. Hitler wydał dekret prezydencki, który zasadniczo zawiesił prawa obywatelskie, takie jak wolność od bezprawnego aresztowania, rewizji i zajęcia mienia oraz ochrony własności prywatnej. Dekret ten zapewnił Gestapo środki prawne do przyjmowania osób, a w momencie wojny z Polską cała inteligencja od posiadaczy ziemskich, przez nauczycieli i wszystkich wyróżniających się Polaków skazana została na wyniszczenie, jako zagrożenie dla Rzeszy. Majątek Gilino otrzymuje zarządcę, folksdojcza Orłowskiego, a Dziadek jako właściciel jest zatrudniony przy zarządzaniu majątkiem.
Cała operacja ( Schutzhaft ). odbyła się bardzo sprawnie na terenie całego kraju w kwietniu 1940 roku, w związku przygotowaniem list Polaków ( przy udziale mniejszości niemieckiej ) przeznaczonych „ do likwidacji”.
Aresztowano go 6 kwietnia, 9 kwietnia znalazł się obozie przejściowym w Działdowie, 18kwietnia wysłany do Dachau, gdzie przybył 19 kwietnia, 13 Grudnia wywóz z KL. Dachau do Kl. Auschwitz, gdzie przybywa 15.12.1940 w nocy, 19 sierpnia 1941 roku śmierć o godz. 7.30 , wg. aktu zgonu zapalenie płuc.
Szczegóły zostawię dla siebie, ale nie życzę nawet największemu wrogowi losu tych ludzi.
Wiem, że Babcia powtarzała że gdyby Dziadek ujawnił się jako wojskowy miał by szansę przeżyć w Stalagu.
Za Waśniewskiego Aleksandra, wyszła za mąż siostra Zygmunta Wanda, stąd pokrewieństwo z Giżynem, pokrewieństwa z Lelicami i Ręczewem nie potrafię określić, ale bardzo dziękuję za wskazanie tego faktu bo mam czego szukać. Być może klucz tkwi w rodzinie Gorzechowskich, którzy również w tym czasie posiadali majątki na Mazowszu, lub np. w koligacji z Waśniewskimi. Interesuje mnie każdy szczegół związany z Gilinem, a gdyby w Pańskim posiadaniu było zdjęcie Gilina, był bym bardzo zobowiązany, Chociaż by takie po wojnie, bo w opisach na forum wyczytałem, że po wojnie była tam szkoła, a wiem że cegła z rozbiórki trafiła na budowę sali gimnastycznej przy szkole w Bielsku.
Nie bardzo wyjaśniłem Panu wątpliwości, ale sam doświadczyłem że od nitki do kłębka, z drobnych detali przy odrobinie szczęścia w poszukiwaniach w historii, można dojść do faktów.
Pozdrawiam; Przemysław Gorzechowski
Awatar użytkownika
Majsterek
Administrator - Stowarzyszenie
Posty: 845
Rejestracja: pn lis 15, 2010 11:20 pm

Re: Gilino - historie ze strzepów wyrwane

Postautor: Majsterek » ndz kwie 11, 2021 3:00 pm

Z zaciekawieniem czyta się cały ten wątek, który powstaje już 10 lat. Jako że dotyczy on ściśle losów majątku w Gilinie, pozwolę sobie przenieść go do działu "Dwory".

Wojenny dramat wielu dziedziców polskich majątków znajduje w powyżej opisanej historii kolejne dowody. Dojmujący jest powszechny udział mniejszości niemieckiej i jej ponadprzeciętne zaangażowanie w mordowanie członków polskiej warstwy posiadającej. Niestety jest logicznym, że jeśli wrogi element napływowy chce się uwłaszczyć, to musi mieć na czym.

Polscy komuniści poszli tą samą drogą, przeprowadzając wywłaszczenie w ramach tzw. reformy rolnej (która nie miała z taką nic wspólnego). Właśnie o ten wątek, zasygnalizowany w powyższych wpisach chciałbym Panów zapytać, a może poprosić o rozwinięcie zagadnienia. Może macie wspomnienia, ustalenia co do przebiegu powojennej akcji rabunku nieruchomości. Rozumiem, że wcale nie musicie się tymi informacjami dzielić, ale jeśli uznacie za słuszne, będzie to ciekawe uzupełnienie wątku, a może przyczynek do dłuższego artykułu.

Wagi parcelacji nie doceniają chyba historycy, a wydarzenia z nią związane, w moim mniemaniu, są podstawą dzisiejszego chorego ukształtowania stosunków społecznych i oczywiście ekonomicznych.

Będę wdzięczny za odzew, pozdrawiam.

Na dokładkę jeszcze kawałek powojennej (lata 70`) mapy topograficznej, na której widnieje jeszcze zarys budynku dworu. Przeglądałem powojenne zdjęcia lotnicze, ale niestety dla tego terenu ciężko znaleźć coś starszego. Nadmienię tylko że w roku 1988 prawdopodobnie budynek jeszcze stał, ale nie mam pewności bo zdjęcie jest marnej rozdzielczości.
IMG_20210411_162454.jpg
IMG_20210411_162454.jpg (82.49 KiB) Przejrzano 1255 razy
Awatar użytkownika
Przemek
Posty: 38
Rejestracja: czw kwie 07, 2016 9:31 pm

Re: Gilino- historie ze strzepów wyrwane

Postautor: Przemek » pn kwie 12, 2021 1:01 am

Drogi Majsterku
Dla mnie to co napisałeś w sumie ujmuje wszystko w tym temacie.
Podejmuję temat tylko dla tego, bo zdaje sobie sprawę z konsekwencji tych wydarzeń. Lecz przyjmijmy do wiadomości, że jest to bardzo bolesny, ale tylko wycinek z historii.
Przed wojną mieliśmy traktaty, umowy, konwencje, a gdyby nie to że Polacy byli wojowniczym narodem, to nie jestem przekonany że było by dzisiaj coś takiego jak Polska. W moich oczach potrzebni byliśmy jako strefa buforowa przed komunizmem, gdyż pokazaliśmy jakimi wariatami jesteśmy podejmując działania wojenne z Rosją Sowiecką pomimo tylu lat zaborów i prób wynarodowienia.
Dlaczego historycy nie podejmują tematu o sytuacji w 1918 r., kiedy to na terenie majątków dochodziło do tworzenia komitetów robotniczych, a bojówki komunistyczne pilnowały czy w okresie strajków, ktoś z obsługi dworów nie podejmuje pracy na majątku na korzyść właściciela ziemskiego z ulubionym swoim argumentem w ręku drągiem drewnianym z gwoździem na końcu. Dochodziło do tego że ziemianie byli trzymani o głodzie w nie ogrzewanych pomieszczeniach i tym podobnych prześladowaniach. Dochodziło do sytuacji, w których bojówki publicznie pytały się o grzechy pana, a gdy ludzie odpowiadali że pan jest dobry, to słyszeli nie krępujcie się, my was obronimy, mówcie co wam na sercu leży. Wszystcy znowu chcieli się dzielić tym czego za bardzo nie ma. Przedsiębiorczy ziemianie, wzięli się za odbudowę majątków wyniszczonych przez działania wojenne i zabory, a bojówki ludzi przesiąkniętych komunizmem sabotażowały te działania. Polacy próbowali się dogadać, czego przykładem jest np. Dziennik Urzędowy Powiatu Płockiego. R. 1, 1919 nr 20 (22 V) . To dlatego wtedy potrzebny był Piłsudzki. W tej sytuacji ziemianie po raz kolejny podjęli działania wojenne ze źródłem tej zarazy. Budionnyj będąc w ataku na Warszawę tuż przed swoją klęską, nawoływał do swoich żołnierzy „jeszcze 16 wiorst i Europa nasza”
Po wojnie z Sowietami powiedzmy po w miarę stabilnej odbudowie kraju, wojnę z nami rozpoczęli ci który przy ograniczeniach po przegranej I wojnie światowej, budowali dalej swoją potęgę i to przy udziale kapitału zachodniego, no bo cóż interes to interes, a i tak wszyscy bali się czerwonej zarazy, więc trzeba było zamknąć oczy przy konstruowaniu opozycji w stosunku do niej. Ograniczenia dotyczyły lotnictwa, to produkcja i rozwój powietrznych sił zbrojnych był pod przykrywką latawców i aeroplanów itd.
Tymczasem Niemcy obserwując reakcję Sił Sprzymierzonych przy „drobnych” aneksjach Czech i Austrii, na pewien czas dogadali się ze Stalinem, i zaczęli zamiatać Europę kompletnie nie przygotowaną na ten ruch, bo przecież wszyscy trzęśli tyłkami przed Rosjanami.
Już 28 lutego 1933 r. Hitler wydał dekret prezydencki, o którym mowa w poprzednim artykule, doskonaląc go na terenie własnego kraju i przygotowując do zastosowania podczas działań wojennych. Dzięki temu likwidowanie zasadniczego potencjału oporu na ziemiach polskich odbywa się praktycznie w niespełna niecały kwiecień 1940 roku, poprzez aresztowanie inteligencji, ziemian i tym podobnych domniemanych szkodników Rzeszy w ramach „aresztu ochronnego” ( Schulshaft)
Już po pierwszym aresztowaniu, Polacy przechodzili przez tzw „ szpaler”, utworzenie korytarza z ustawionych Niemców, którzy bili przechodzących do budynku aresztanckiego, lub na korytarzu i schodach czym popadnie nie wyłączając kolb karabinów, żeby na dzień dobry wszyscy mieli świadomość kto tu jest Panem.
Potem to wszystko odbywało się szybko. W przypadku który ja rozpracowałem
Najpierw majątek ziemski dostaje zarządcę, a właściciel jest zatrudniony przy zarządzaniu
- 6 kwietnia –aresztowanie
- 9 kwietnia przewiezienie do obozu przejściowego SOLDAU (Działdowo)
- 18 kwietnia wysłanie z Działdowa do KL. Dachau, gdzie przybywa 19 kwietnia.
- 13 Grudnia wywóz z KL. Dachau do KL. Auschwitz, gdzie przybywa 15 grudnia w nocy
- 19 sierpień 1941 Akt Zgonu godz. 730,, według niego po prostu zapalenie płuc i miejsce dla następnego, podobnie jak w Katyniu, ale sukcesywnie.
Z tego co zaobserwowałem z opisów i przekazów, to czym gorsze traktowanie podczas przewozów i przyjęć w obozach, tym lepiej bo dawało to prawdopodobieństwo że jeszcze pożyjesz, a próba ucieczki to skazanie rodziny na ten sam los To było przeznaczone dla Polaków. Lepiej traktowali Żydów, których przeznaczeniem była śmierć. Aby uniknąć paniki aż do zamknięcia drzwi przed wypuszczeniem cyklonu B szli oni pod prysznic.
Rodzina mogła pisać petycje o zwolnienie. W przypadku który znam między innymi do Tajnej Policji. Ministra Spraw Wewnętrznych, na próżno bo przeznaczeniem ich była śmierć. Dokumenty w niemieckim porządku się częściowo zachowały. Po śmierci ofiary żona otrzymała rzeczy po aresztowanym zmarłym, ale zegarka już nie. Więc to nie tylko ruskie cenili „czasy”.
Powojenny rabunek to już tylko zapięcie agrafki na grubej czerwonej kresce historii. Pomimo rozszabrowanego kraju przez wyzwolicieli i wywiezieniu z Polski łupów wojennych, coś jednak zostało. Rozparcelowane ziemie próbowało łączyć w Spółdzielnie Rolnicze, bo np. rzeczą oczywistą jest że ziemia potrzebuje sprzętu, a przy małym areale ziemskim, można co najwyżej ukraść łopatę, tylko nie zazdroszczę tym sposobem uzyskiwania płodów rolnych. Zabrane dwory stały się np. szkołami i chyba tylko w tym przypadku wyszła dobrze komunistom walka z analfabetyzmem. No może poza elektryfikacją.
Jestem i tak pełny podziwu dla pewnej części społeczeństwa, bo nie wszyscy byli komunistami, a znaleźli swoje miejsce w tym kraju.
Reszta to dno i gorzej niż cofnięcie naszego kraju w rozwoju. Co zabrali to zdewastowali i padli, a i tak chwalmy Pana że żyliśmy jako państwo satelitarne, bo z historii przypomnieć sobie wypada wykańczanie Ukrainy głodem za niegrzeczność.
Żeby nie było za pięknie to u nas w Polsce jako tej strefie buforowej znajdował się potencjał nuklearny, gdyż w razie wojny atom przeciwnika spadnie najpierw na nasz kraj
Ja interesując się historią, w szacunku do tego co nie przeżyłem, nie czuję się nawet kompetentny do wypowiadania w tych tematach, zrobiłem to tylko sprowokowany przez ciebie majsterku, bo przyszły lepsze czasy, ale Polska w swojej przeszłości potrafiła należeć do rozgrywających, za często jednak była rozgrywana tylko potrafiła się gorzej lub lepiej wybronić.
Kiedyś mniej oszczędzano dzieci przy opowiadaniu bajek. Gdyby ktoś przeczytał np. pierwotną wersję Kopciuszka, lub Czerwonego Kapturka dzisiejszym dzieciom wątpię żeby szybko zasnęły.
Próbuję bez skutku uzyskać zdjęcie dworu w Gilinie. Według tego Forum po wojnie była tam szkoła, za wcześnie jednak ją zamknęli, żeby był o tym ślad w Internecie, o zdjęciu nie wspominając. Tyle zostało z tych czasów. Odnoszę wrażenie, że dzisiejsza wiedza i pamięć historyczna przeważnie kończy się na Kaczyńskim. Historii Polski powoli zaczyna zacierać się w świadomości, a biedny kraj który nie ma swojej przeszłości, bo przewagą Polaków nad innymi krajami przy nowych porządkach w 1918 roku było to, że my udowodniliśmy kontynuację a nie powstanie państwa.
Żeby była jasność w temacie, na co dzień jestem raczej optymistą.
Pozdrawiam Przemysław
Awatar użytkownika
Przemek
Posty: 38
Rejestracja: czw kwie 07, 2016 9:31 pm

Re: Gilino- historie ze strzepów wyrwane

Postautor: Przemek » pn kwie 12, 2021 1:15 am

Drogi Majsterku
Doznałem szoku.
Przesłałem swój tekst, a w oczach moich powyższa mapa. Nie widziałem jej wcześniej i dziękuję za dołączenie.
A pisałem że na co dzień jestem optymistą ?
Gdyby coś jeszcze podeszło ci w oko lub rękę będę dźwięczny.
Pozdrawiam Przemek










??
Awatar użytkownika
Przemek
Posty: 38
Rejestracja: czw kwie 07, 2016 9:31 pm

Re: Gilino- historie ze strzepów wyrwane

Postautor: Przemek » wt kwie 13, 2021 7:23 pm

W związku z pojawieniem się na tym forum prze ciekawej postaci, postanowiłem troszeczkę uzupełnić informację na temat Jana Zumbacha i jego najbliższego kręgu rodzinnego.

Ludwik miał wśród swoich dzieci:
1.) Witolda Ludwika ( wspominanych już w wątkach TRADYTORA) – rotmistrza o pseudonimie Stary – który zginął w Powstaniu Warszawskim, a po śmierci pierwszej żony ( przy porodzie), żonaty był z Jadwigą Gajewską znaną w powojennych czasach jako Jadwiga Gorzechowska z wydawnictw książek dla dzieci, jak również podtrzymujących pamięć o tradycjach nie tylko Mazowsza. Książkom przez nią napisanym raczej nie grozi zapomnienie, Do dnia dzisiejszego są miłym prezentem i są w obiegu. Wisła śpiewna, Wisła i wodniacy płoccy, Mało nas, mało nas.. . Polskie dziecięce zabawy ludowe, Flisacy; Płynie Wisła Płynie, Na tym naszym Śląsku, Bliżej ojczyzny; Krótki poradnik świetlicowy, to tylko wybrane pozycje z księgozbioru który po sobie pozostawiła
2.) Janinę Karolinę - wyszła za mąż za Jerzego Roszkowskiego, w wyniku czego Karsy w opisach przy parcelacji opisane są jako własność j. Roszkowskiego. Trójka ich dzieci przeżyła Powstanie Warszawskie. Najmłodszy w Szarych Szeregach. Najkonkretniejszy opis Kars jako majątku ziemskiego znalazłem w „Nasze korzenie” nr 14
3.) Halina - wyszła za mąż w czasie pierwszej wojny światowej za Eugeniusza ( Eugen) Zumbacha,, którego rodzice osiedlili się w Polsce . W wyniku tego oprócz polskiego, mieli oni również obywatelstwo szwajcarskie, co miało wpływ na dalsze ich losy w czasie wojny, a w końcu na emigrację.
Najstarsze ich dziecko to Jan Eugeniusz Zumbach podpułkownik dyplomowany Wojska Polskiego. As polskiego lotnictwa i dowódca legendarnego dywizjonu 303, a następnie Polskiego Skrzydła Myśliwców w stopniu Squadron Leader (major). Oprócz Virtuti Militari, został odznaczony czterokrotnie Krzyżem Walecznych i dwukrotnie brytyjskim Distinguished Flying Cross. Zwany „Donaldem” gdyż na swoich myśliwcach malował dla postrachu Kaczora Donalda, trzymającego kij baseballowy, a na swoim samolocie znaczył ilościowo swoje ofiary. Był niepokornym duchem, buntownikiem i poszukiwaczem przygód. Po wojnie Zumbach nie zdecydował się na powrót do wolnego kraju, bo w jego otoczeniu jaki kolwiek związek z nowymi władzami, był rozumiany jako zdrada i sprzeniewierzenie. Był najemnikiem i przemytnikiem, ale stał zwykle po stronie państwa, które chciało się uwolnić od „pasożytów”.

Jesteśmy w temacie „Dwory”, więc mam mieszane uczucie publikując w sumie duży skrót o najbliższej jego rodzinie, a było by jeszcze nie jedno do przypomnienia.
Dwory jednak, to nie tylko piękno architektoniczne. To przede wszystkim ludzie, ich życie i emocje dnia codziennego. Jeśli ktoś patrzy inaczej na bryłę budynku, to równie dobrze niech patrzy na przypadkowy kamień przy drodze, nie zaprzeczę, też w nim jest pewne piękno. Nawet w ekologii mamy prostą sprawę, bo korzenie są w pobliżu niego, a i tak ich nie widzimy.
Jak już wspominałem „osiągnięcia” nowych władz po wojnie, to mimo wszystko uważam, że UB spełniło swoją rolę w wymazaniu przeszłości i dostosowaniu ludzi jak już nie w przekonaniach politycznych, to dostosowaniu się do nowej rzeczywistości.
Kiedyś Polacy, a przede wszystkim w rodzinie pomagali sobie na co dzień w życiu codziennym. Stąd też naprawdę trudno przypisać rodzinę do konkretnego majątku. To już nie możnowładztwo, gdzie niemałe obszary ziemi otrzymywało się od Pana za osiągnięcia ( ale jednak stronnicze ), tylko ziemiaństwo. W omawianym okresie czasu, w skutek ciągle zmieniających się warunków społeczno- ekonomicznych, ludzie nie siedzieli na <font color='red'>[#$%%^&]</font>, tylko pracą zdobywali kolejne majątki dla rodziny, lub je tracili, a czasami większy dostatek inni zdobywali na rozwijającym się przemyśle, bankowości itd. I tak często dzieci ziemian można już raczej łączyć z innymi majątkami.
Trudno się w tym połapać i uprościło to „ciężką” pracę komunistom, a przed nimi Niemcom i wszelkiej maści zaborcom. Ja natomiast, jestem takim małym wrednym chochlikiem i wyplutym karłem, który chciał by coś historii przywrócić.

Mnie dalej przede wszystkim interesuje Gilin i jego historia, ale również wszelkie informacje na temat Gorzechowskich. Bo żeby coś zrozumieć i móc połączyć, trzeba najpierw zdobyć wiedzę, pomimo że niekiedy niektórą trzeba wykluczyć. W domu zawsze słyszałem, że jeśli Gorzechowski to na pewno jakaś tam rodzina i to się sprawdza. Bo z niektórymi wspólne korzenie zaczynają się w Gorzechowie.
Pozdrawiam Przemek
Awatar użytkownika
Przemek
Posty: 38
Rejestracja: czw kwie 07, 2016 9:31 pm

Re: Gilino- historie ze strzepów wyrwane

Postautor: Przemek » czw kwie 15, 2021 10:21 pm

„Polscy komuniści poszli tą samą drogą, przeprowadzając wywłaszczenie w ramach tzw. reformy rolnej (która nie miała z taką nic wspólnego). Właśnie o ten wątek, zasygnalizowany w powyższych wpisach chciałbym Panów zapytać, a może poprosić o rozwinięcie zagadnienia. Może macie wspomnienia, ustalenia co do przebiegu powojennej akcji rabunku nieruchomości.”

Mam wewnętrzną potrzebę do odniesienia się do tego wątku, gdyż wszyscy ratują pamięć historyczną poprzez np. wyszukiwanie obiektów które przechodzą do przeszłości, za co im Cześć i Chwała. Jak już wspominałem, dla mnie obiekty te wiążą się jednak z ludźmi, którzy je po coś budowali. Jestem przekonany , że ich posiadanie ściśle wiązało się z zaangażowaniem najbliższego im otoczenia i rodziny.
Jeszcze z podstawówki pamiętam jak próbowano nam wpoić w krew hasło „jednostka niczym jednostka zerem”. To tylko problem tego, która strona i o jakich przekonaniach przyjmuje to hasło za swój przewodnik. I tak polscy komuniści stali się jedną bandą z radzieckimi.
Czuję się nieco skrępowany gościnnością i akceptacją moich wątków przez administratora, gdyż wątek dotyczy Gilina. Gilino to jednak mały fragment historii mojej rodziny, to też jak mam się w nim zmieścić.
Jeśli chodzi o przeprowadzenie wywłaszczenia w ramach tzw. reformy rolnej, była to pójście jak napisałeś taką samą drogą co zaborczy Niemcy. Kontynuacja oznacza uzupełnienie tego co już się wydarzyło. Komuniści tylko postawili kropkę nad i, poprzez „ umowne” przekazanie tego co nie swoje nie pozwalając przebywać ewentualnym ocalałym posiadaczom i spadkobiercom w pobliżu jakich kol wiek własności , nie tylko ziemskich i wybijaniem im z głowy poczucia posiadania. Reforma Rolna nie ujmowała pewnych „środków trwałych”, jak na przykład majątków ziemskich do 50 hektarów, jak również wyłączone z parcelacji były dwory.
Dalsza „ciężka praca” dosyć szybko doprowadziła, do ich przejęcia. Były one potrzebne jako budynki szkolne, administracyjne itd. Dla właścicieli stały się kulą u nogi w utrzymaniu, stając się niczym innym jak muzeum rodzinnym. Prawowici właściciele w przeważającej części zostali wykończeni w obozach koncentracyjnych , a spadkobiercy raczej mogli wyrzec się praw w kraju, do którego bali się wrócić Polacy zza granicy, a jeśli wrócili to mogli ubolewać nad swoim przywiązaniem do ziem ojczystych.
Skutecznie zastraszone i wymordowane społeczeństwo, pozwoliło na przejęcie władzy przez oszołomów, jak również ludzi nie bardzo jej pragnących ( mających jednak jakie kol wiek doświadczenie gospodarcze), jak i mętom którzy robili wszystko co należało do zakresu ich obowiązków, a nawet więcej niż trzeba dla „społecznego” awansu. Tak też zaczęla się era prowadzenia polityki poprzez spożywanie olbrzymich ilości napojów wyskokowych dla podtrzymania znajomości przy załatwianiu „ dobrych inicjatyw” na zasadzie „ wicie, rozumicie”.
Był to jednak okres powstawania nowego społeczeństwa, wyniszczonego przez okres zaborów, a przede wszystkim Niemców, którzy na dzień dobry zajęli się dość konkretnie inteligencją polską i to nie tylko ziemianami, którzy tak naprawdę byli w dużej części tylko dobrymi rolnikami. W obozach znaleźli się również nauczyciele , profesorowie wyższych uczelni i wszelkiej maści w pojęciu niemieckich władz „zbrodniarze” zagrażający III Rzeszy, na zasadzie że jeśli nic jeszcze nie zrobiłeś, to możesz to uczynić.( Taki matrix braci Wachowskich )
Pamiętam, że posiadanie pochodzenia robotniczego lub chłopskiego, zapewniało dodatkowe punkty przy przyjęciu na studia, a nie było to w czasach stalinowskich, tylko jeszcze w latach przełomu lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, a może i dłużej.
W czasie studiów mojego ojca, został on rozszyfrowany przez działacza komunistycznego jako dziedzic, a w momencie rozpoczęcia wojny miał on 6 lat, więc dla mnie był on bardziej potomkiem i spadkobiercom, jeśli już nawet próbuje zrozumieć zasady nowego porządku.
W ten oto sposób wykluczenie go z listy studentów, to była kwestia czasu i to z całą pewnością najbliższego Jednak to nie takie proste, bo na uczelni byli podobni do niego i działacz ten po pokazaniu odruchu przemocy przez grupę inteligencji nie koniecznie związaną ze słusznym porządkiem , spadł ze schodów. Nie odważył się nawet poskarżyć , bo po raz kolejny zadziałało zastanowienie się, kim jest przeciwnik, skoro odważył się na taki czyn.
Z ojca opowieści wiem, że były organizowane grupy studentów, których zadaniem było chodzenie po mieście w poszukiwaniu elementu wywrotowego –słuchaczy radia na stacji „ Wolna Europa”.
Żeby było jeszcze ciekawiej, to były również grupy sprawdzające poszczególne grupy, czy czasem nie zaniedbują swoich obowiązków. To była taka piramida, którą mogą zrozumieć tylko jej inicjatorzy. Wszystcy razem patrzyli się tylko jak i gdzie się na ten czas zamelinować.
Podczas spotkań absolwentów tej uczelni, działacz młodzieżowy o którym wspomniałem wyżej, pojawił się tylko raz, w wyniku niezbyt ciepłego przyjęcia swoich kolegów, polegającym między innymi na jak by w zmowie, przez nikogo nie podaniu ręki przy przywitaniu.
Na podstawie tym podobnych przekazów wiem, że nie wszystkich ludzi, którzy żyli w powojennej Polsce można potraktować tak jak potraktowała ich ograniczona wiedza historyczna.
Problemem jest, skłonność do stawiania grubych kresek, które powodują brak ciągłości w dziejach naszego kraju, bo to bardzo wygodne i nie zmusza do poruszenia swoim mózgiem i do poznania pewnych faktów. Gruba kreska powtórzyła się ponownie jeśli chodzi o czasy Solidarności. Moim zdaniem kolejne zapominanie o bohaterach tamtych lat, to wręcz kolejny ruch samounicestwienia. Dochodzi do tego że zagranica cieplej jest nastawiona do tego naszego okresu czasu od nas. Polacy zaczynają widzieć to wydarzenie jako jedna wielka zdrada.
Prawie nikt dziś nawet nie próbuje zrozumieć, że działacze ci żyli w okresie w którym mogli się liczyć z tym że skończą jak np. ksiądz Popiełuszko . Faktem jest, że również w ich szeregach znaleźli się koleni „budowniczy” nowej historii.
Współcześnie, niektórzy politycy powinni znaleźć się na jakiś kursach, które uzupełniły by im wiedzę, dzięki czemu nie obrażali by innych narodów, co pozwoliło by im działać dla dobra naszego kraju .
Tylko kto by miał je prowadzić, skoro historycy przeważnie(!) wykazują małą aktywność w odtworzeniu naszej przeszłości, pozostając na poziomie ludzi wykształconych, tylko nie bardzo wiem po co.
Nasze dzieje wciąż powodowały zniszczenie jakich kol wiek świadectw naszej tożsamości a historie pisali zwycięzcy.
Źródłem mojej wiedzy w stanowczo za dużej części są stare gazety i ocalałe książki i dokumenty których hitlerowcy nie zdążyli spalić.
W dworach ziemiańskich, niczym niezwykłym były księgozbiory, obrazy, i inne dokumenty historyczne, ale opuszczając go w ciągu przysłowiowych pięciu minut, ziemianie raczej nie myśleli w kryteriach ocalenia bogactwa narodowego.
Jeśli dalej tak będzie to naprawdę staniemy się tylko Europejczykami, czyli kundlami bez swoich korzeni.
Na szczęście jak na razie, są jeszcze tacy ludzie jak administratorzy i inni użytkownicy takich inicjatyw jak Tradytor. Są to miłośnicy historii lokalnej, którzy jak widzę szarpią się z próbą jej zachowania.
Po sposobie odpowiedzi na mój wątek, przy którym dołączono mapę Gilina jestem przekonany że Majsterek to człowiek związany z Geodezją. Czy naprawdę jest tak mało ludzi pragnących wykorzystać swoje doświadczenie zawodowe i wiedze, zainteresowanych czym innym niż praca od 7 do 15.
Osoby zarządzające –miłośnicy historii, poszerzają temat o przyrodę, a pomimo to uważam że odzew jest za mały.
Nie przeglądajcie tylko tego forum. Jeśli macie coś do dodania zróbcie to, bo z Wami znowu nie jedno przeminie.
Przy tych okolicznościach, nawet Tradytorowcy pewnego dnia nie opłacą serwera, i będzie to tak , jak z tym ostatnim, który zgasił światło. Dodam tylko że o takim przywiązaniu do Polskości, nie śniło się takim gadzinom, jak zaborcy z Hitlerem włącznie.
Cześć.
Awatar użytkownika
Majsterek
Administrator - Stowarzyszenie
Posty: 845
Rejestracja: pn lis 15, 2010 11:20 pm

Re: Gilino- historie ze strzepów wyrwane

Postautor: Majsterek » pt kwie 16, 2021 9:41 pm

Bardzo dziękuję za takie ciekawe zarysowanie tematu. Właściwie wpisy takie jak ten powyżej dowodzą konieczności szarpania się o zachowanie tych naszych historii i tego forum. Podzielam Twoje zaniepokojenie o przyszłe losy inicjatyw takich jak nasza i o jakość społecznego zainteresowania polskością czy jej historią w ogólności. Powodem tego jest spadek zainteresowania młodych ludzi czymkolwiek, wzrastająca znieczulica na kwestie poważniejsze choć trochę od gierek, korporacyjnych seriali i facebooka. Coś było i coś zgasło - nie dawno jeszcze wartością była historia rodziny, okolicy, jej przyroda, ciekawość wzbudzało co jest za górką - młody człowiek chciał odkrywać. Dziś już niczego nie odkryje, przytłoczony, zasypany naporem nieistotnych, nie przydatnych do niczego informacji ze świata istniejącego tylko wirtualnie. Nie będę tu długo ubolewał nad tym, wystarczy popatrzeć jak w niezdrowym tempie, z roku na rok przybywa prób samobójczych wśród młodzieży, bijemy europejskie rekordy. Wiele czynników składa się na to odrętwienie, zniechęcenie realnym, prawdziwym światem, zaślepienie destrukcyjnymi ideami które rzekomo mają wyzwalać.

Sztampowe jest odwoływanie się do znanych wypowiedzi dawnych bohaterów, ale między Rosją a Niemcami nie ma miejsca na państwo ludzi nieświadomych historycznie. Toteż tym bardziej warto przypomnieć, że jeśli nie będziemy mieć szacunku dla minionych doświadczeń narodu, nieraz trudnych, nieraz strasznych, innym razem doniosłych i pięknych - nie zasługujemy jako naród na godną przyszłość. To się nawet nie ma prawa udać, jeśli w korowodzie wieków nie wyciągamy nauki z wielkich błędów, nie rozliczamy zdrajców, nie domagamy się sprawiedliwości dla zbrodniarzy, nie pamiętamy o ludziach wielkiego honoru i nie jesteśmy rozumnie wdzięczni bohaterom których nawet nie raczymy często znać. Dla mnie jest smutna i nie do pogodzenia teza postawiona z zupełną pewnością przez osobę dość młodą, z którą mam okazję rozmawiać: "Przecież historia nie jest ci do czegokolwiek potrzebna w życiu, nie potrzeba sobie tym głowy zawracać, po co to." Tak jakby tu chodziło o jakieś hobby, czy cholerną inną, ulubioną metodę tracenia wolnego czasu - dla zabawy tu siedzimy i grzebiemy w kryminale niemieckiej okupacji dla przykładu. Jest to przygnębiające przegięcie. Ludzie już wcale nie rozumieją że człowieka w grupie jaką jest naród określa jego historia, doświadczenia, nauka i wiara przekazywana z poprzednich pokoleń, ciągłość zbiorowej świadomości. Dzieje się tak bo naród przestał być pojęciem w obszarze zainteresowania przeciętnego pionka w grze, kółka w maszynie. Stał się pojęciem abstrakcyjnym, o którym lepiej nie rozmawiać, lepiej nawet go nie dotykać, by nie narazić się na posądzenie o patriotyzm, faszyzm, nie daj Boże konserwatyzm. By przypadkiem nie zostać wyśmianym za górnolotne intencje, podniesione wyżej codzienności skupionej wokół bzdet. Tak zostały wypaczone i wymieszane pojęcia, ale to już całkiem inna historia.

A co do mnie, to słusznie Przemku spostrzegłeś, że jestem geodetą. Jeśli co będę miał to pomogę w temacie Gilina, albo innych. Zapraszam do zapełniania naszego worka z ciekawymi informacjami, jakim mam nadzieje jest to forum. Ma on jednak tą zaletę, że zapełnić się go nie da, zawsze coś jeszcze się zmieści, a i tak nigdy wszystkiego już nie pozbieramy. Warto próbować. Pozdrawiam serdecznie.
Awatar użytkownika
Przemek
Posty: 38
Rejestracja: czw kwie 07, 2016 9:31 pm

Re: Gilino- historie ze strzepów wyrwane

Postautor: Przemek » sob kwie 17, 2021 2:29 am

Kochani Użytkownicy, ale nie Wszyscy !
Nie będę ukrywał że taka odpowiedź pokazująca zainteresowanie i zrozumienie tematu, to miód na moje serce.
Jestem ostatnim, który chce krytykować w jaki kol wiek sposób uczestników tak wspaniałego grona.
Muszę jednak stwierdzić ,że wpisywanie kolejnych miejsc związanych z historią naszego kraju w sposób w moim pojęciu encyklopedycznym, spowodował , że zarejestrowałem się tu daawno temu, a dopiero teraz próbuję znaleźć swoje miejsce wśród Społeczności Tradytora.
Chwała i za to, ale odbiór tekstu w tym „przeklętym martwym Internecie” przez czytającego , to jednak coś innego niż aktywne zwiedzanie tych miejsc przez prowadzącego wpis, lub jego emocje w szukaniu materiałów dotyczących wybranego zagadnienia.
Dla tego też, powinniśmy się zastanowić, jak wciągnąć emocjonalnie czytelnika, a wyświetlający te forum niech zastanowi się co może sensowne dopisać.
Tylko tak forum nie stanie się własnością ścisłego grona . To niestety działa jak Covid, tym trzeba się zarazić. Mnie do historii, przekonała nauczycielka, która podczas lekcji potrafiła opowiedzieć kawał zupełnie nie związany z przerabianym tematem.
Do znudzenia będę powtarzał -za tymi „przedmiotami” kryją się ludzie, którzy wołają o naszą pamięć.
Zaobserwowałem, że wątki do których są oni wprowadzeni, ocieplają . Są one bardziej popularne, dla przykładu Gilino które dochodzi do 21 000 wyświetleń.
Moje domowe archiwalia – Boboli 27 500 wyświetleń.
Takie artykuły jak Rodzina Górnickich – Boboli, czy Borowice dawniej, napisane przez Sławko 72
i wiele ( wiele, wiele) innych artykułów ,powinno być wypychane ręcznie na czołówkę, bo to one mogą doprowadzić do poszerzenia grona ludzi pozytywnie zakręconych.
Zdaję sobie sprawę, że jestem trochę bezczelny przy tym wpisie. Gdy by jednak administrator odebrał go tylko w ten sposób, to nie moje tu miejsce, gdyż robię go przy pozytywnym nastawieniu do Społeczności Tradytora. Ewentualnie proszę o jego usuniecie lub poprawienie, jeśli wydaje się on obraźliwy. Jednak gorąco oczekuję przemyślenia mojego apelu, co jest dla mnie do przyjęcia.
Ja trafiłem na forum, jako amator genealogii przy szukaniu korzeni własnej rodziny. Dla mnie jednak ta zabawa nie kończy się tylko na małpim wyszukiwaniu nazwiska.
Jest to wstęp do odtworzenia chociaż fragmentów życia. To w konsekwencji pozwala na poznanie historii w szerszym tego słowa znaczeniu, poprzez chęć np. zdobywania materiałów z archiwów i to nie tylko z czasów między wojennych i wojny. Ludzie ci pozostawili ślad bytu, jak i my robimy to w swoich czasach..
O niektórych można by napisać książkę, a wcale nie twierdzę że tylko o osobach z mojej rodziny!.
Na tym kończę swą prowokację i nie będzie już z mojej strony więcej tego typu wpisów. Pozostaje w przekonaniu, że wywoła on jakąś reakcję wśród wszystkich, a tego rodzaju „informacje”, okażą się niczym innym jak zaśmiecaniem wybranej strony i serwera.
Miejsce na stronie powinno być zostawione przede wszystkim na wiedzę o Gilinie, i jakich kol wiek, chociaż najmniejszych informacji o moich przodkach.
Pamiętam jednak i o tym że Gilino, to nie tylko emocje Gorzechowskiego, czego dowód jest na stronie którą zmuszony jestem zaśmiecać. Jednak jeśli znajdą się dzięki temu kolejni miłośnicy historii, będę szczęśliwy. Nie chcę by ktoś odebrał mnie jako nawiedzonego górnolotnego oszołoma. Zaryzykuję jednak stwierdzeniem, że to właśnie "między innymi !" tacy ludzie jak my, powinni spróbować pokazać, że można żyć inaczej, jak też i mi pokazała wspomniana powyżej nauczycielka, co przyniesie nam obopólną korzyść.
A jest gorzej jak Majsterku piszesz, obojętność przeraża i to w szerokim znaczeniu.

Pozdrawiam Wszystkich Bardzo Ciepło Przemek.
Awatar użytkownika
Przemek
Posty: 38
Rejestracja: czw kwie 07, 2016 9:31 pm

Re: Gilino- historie ze strzepów wyrwane

Postautor: Przemek » pt kwie 30, 2021 2:03 pm

Dzięki wpisom w Tradytorze trafiłem na ślad Gilina opisywanego w tym poście.
Udało się mi dotrzeć do dawnego postautora i uściślić parę drobnych szczegółów dotyczących tego wątku.
Nawet i z przekazu. miło jest usłyszeć opinię o własnym dziadku ludzi którzy jeszcze go pamiętali.
Nikt nie wyrażał się o nim źle. Był surowy ale sprawiedliwy. Ja nie miałem okazji poznać go, bo wykończyli go w Oświęcimiu.
Lubię takie „rodzynki”. Ujawniają one miniony świat i rzeczywistość w której żyli nasi przodkowie.
Czy gorszy?, śmiałbym bym dyskutować. Znajdując te nie encyklopedyczne przekazy, przekonany jestem iż ludzie przystosowani byli do otaczającego ich świata. Stanowiska które obejmowali wymagały przynajmniej doświadczenia. Dzisiaj też mamy swoich „ dręczycieli”. Różnica taka, że od np. współczesnych polityków co najwyżej można usłyszeć informację o eskalacji napięcia między Rosją i Ukrainą na Morzu Azorskim.
Podzielę się z Wami fragmentem z mojej korespondencji, pokazującą przeszłe stosunki społeczne

Kopiuj wklej.
„Tuż pod Gilinem, zachowała się polana pod lasem olszynowym, gdzie zatrzymywały się cygañskie tabory. Wedle relacji kobiety lat 78 - z maja 1994 roku opowiadała mi, że ówczesny dziedzic czasem lubił przy ognisku z cyganiakami pogwarzyć. Ludziom to było ponoć w niesmak... Czuli się tym jakby upokorzeni. Chłopi po tej reformie rolnej skorzystali potem. Gdym zapytał jak? Odpowiedziała, że ze dwora pokradli srebra rodzinne. A także meble z pokoju dziedziczki. O dziwo nie znała lub udawała, że nie zna imion Pañstwa. Z czasem wylazło, że nie z biedy to zrobili, lecz z tej żałosnej zemsty. Za cyganiaków. Takie to kwiatki, Panie…….”

Proszę zwrócić uwagę na taki szczegół. Paskudny dziedzic który wyjeżdżał w Tradytorowych wspomnieniach ludzi karetą zaprzężoną w sześć par koni, pozwala sobie siedzieć przy ognisku z jeszcze obrzydliwszymi cyganami na jakiejś tam polanie pod lasem olszynowym.
Przecież to mnie przybliża i tylko potęguje chęć poznania. Żyje się coraz gorzej, właśnie dla tego że nie chcemy dziś korzystać z doświadczenia tego co było.
Jeśli współczesny biznesmen ( jeśli ma choć trochę poukładane w głowie ), wyjeżdża naprawdę imponującym, luksusowym samochodem w markowych ciuchach, to głównie wtedy, gdy jedzie w interesach. Tego wymaga jak się okazuje nie tylko współczesny marketing.
I co się zmieniło ?.
Ci ludzie są nam bliżsi niż myślimy, a my próbujemy zamknąć ich w pomnikach.

Pozwolę sobie na umieszczenie jeszcze jednego fragmentu korespondencji.
„ …….., tak mniemam nie zachowała się jakakolwiek fotografia dworu. A ponoć " fotografy do Pañstwa przyjeżdżali". Cytuję.”


Pozdrawiam serdecznie,

Ps.- pragnąc i oczekując dalej na zdjęcia dworu Gilino ( chociaż jako szkoły w nowych powojennych porządkach}, nowych rodzynków i ogólnych informacji z nim związanych).

Wróć do „Dwory”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 5 gości